Egzoszkielet. Fot. Filip Drożdż
Egzoszkielet waży niecałe trzy kilogramy. Najpierw zakłada się go na biodra, gdzie po obu stronach znajdują się silniki elektryczne, a następnie zapina nad kolanami. Sprzęt sprowadził pod Giewont Andrzej Osuchowski – zapalony narciarz oraz właściciel wypożyczalni i serwisu sprzętu narciarskiego. Tłumaczy, że takie rozwiązanie działa na zasadzie roweru elektrycznego i pozwala wspierać wydolność organizmu.
"Nie ogranicza w żaden sposób ruchów, jest bardzo naturalny po nałożeniu. Urządzenie jest bardzo wygodne, bardzo łatwe w obsłudze i szybko się zakłada. Co ciekawe, budzi zainteresowanie na szlakach" – mówi pomysłodawca.
–
Sprzęt był już testowany w górach podczas wyjść skiturowych. Narciarzom udało się wejść z Kuźnic na Kasprowy Wierch na dwóch bateriach. Producent deklaruje, że jedna bateria pozwala na pokonanie do 15 kilometrów w warunkach trekkingowych.
Koledze, który testował egzoszkielet w warunkach zimowych, zabrakło zaledwie około 100 metrów do szczytu na jednej baterii. Test odbywał się przy temperaturze odczuwalnej około -20 stopni
– relacjonuje Andrzej Osuchowski.
Urządzenie posiada kilka trybów wspomagania, które można wybrać za pomocą aplikacji. Test był prowadzony przy pełnym wspomaganiu. Niewykluczone, że przy mniejszym progu, udałoby się wejść na górę tylko na jednej baterii.
Pomysł na sprowadzenie takiego sprzętu i wypożyczanie go turystom przyszedł zza granicy. Tego typu urządzenia wykorzystywane są między innymi w Chinach.
Przy wejściach do parków narodowych można już takie urządzenia wypożyczyć, żeby wspomóc turystów, na przykład przy zwiedzaniu Muru Chińskiego. Tego typu sprzęt zaczęli również za granicą testować ludzie ze świata sportów ekstremalnych
– mówi Osuchowski.
By móc korzystać z egzoszkieletu, należy być w pełni sprawnym i nie mieć problemów ani zwyrodnień stawów. Zaleca się również, by nie korzystać ze sprzętu w trakcie zjazdów narciarskich.