Dziewczynka wyszła do szkoły i w trakcie drogi zadzwoniła do ojca, że źle się czuje i nie wie, gdzie jest. Ostatecznie nie dotarła do szkoły i spędziła kilka godzin w centrum Andrychowa, siedząc na mrozie w pobliżu supermarketu. Mijały są dziesiątki osób, ale nikt nie zainteresował się jej losem. Dopiero po kilku godzinach została udzielona jej pomoc. Dziecko zmarło w szpitalu.
Z reakcją zwlekała policja. Jak dowiedziało się Radio Kraków - prokuratura postanowiła o postawienie zarzutów czterem policjantom. Dwóch z nich już je usłyszało. Żaden nie przyznał się do winy. Jeden złożył wyjaśnienia.
To są zarzuty dotyczące niedopełnienia obowiązków i skutkującego tym nieumyślnego narażenia małoletniej pokrzywdzonej na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Ojciec małoletniej zgłosił się do komisariatu, zgłaszając to, że nie ma kontaktu od rana ze swoją córką i w czasie ostatniego z nią kontaktu sygnalizowała ona, że źle się czuje. Natomiast prokuratura zarzuca funkcjonariuszom to, że nie podjęli odpowiednich w tej sytuacji czynności
– mówi prokurator Oliwia Bożek-Michalec z prokuratury okręgowej w Krakowie.
Przyczyną śmierci dziewczynki była ostra niewydolność krążeniowo-oddechowa w wyniku wychłodzenia. Sekcja zwłok wykazała, że dziewczynka miała krwiaka prawej i lewej półkuli móżdżku z krwawieniem podpajęczynówkowym w rejonie móżdżku oraz obrzęk.