Akcja filmu przenosi widzów do Sewilli, stolicy Andaluzji, metropolii liczącej ponad milion trzysta tysięcy mieszkańców. Ale z kamerą nie zwiedzamy miasta, tylko podróżujemy po salach prób i poznajemy artystów, dla których tradycja flamenco, wyrastająca z buntu najgorzej traktowanych mieszkańców Andaluzji, staje się inspiracją. Muzycy doświadczenia swoich poprzedników wykorzystują, ale filtrują je przez różne style muzyczne i tworzą w ten sposób nowy rozdział flamenco.
Opowieść zaczyna się od muzyki elektronicznej, bo przecież Sewilla od lat jest także centrum muzyki breakbeatowej. I właśnie przedstawiciele tego nurtu starają się łączyć elektronikę z flamenco. Muzycy zespołu Califato opowiadają jak to robią i kto był dla nich przede wszystkim inspiracją. Okazuje się, że duży wpływ na ich styl grania miała królowa flamenco, słynna śpiewaczka muza Carlosa Saury – Remedios Amaya, która ponad 40 lat temu występując w konkursie Eurowizji wykorzystała syntezatory, by wykonać flamenco. I to było niezwykle nowatorskie i pokazało już wtedy, że można inaczej prezentować tę tradycyjną muzykę, bardziej współcześnie.
W filmie wypowiada się wielu twórców. Choćby Carmen Linares, gwiazda, śpiewająca flamenco od pięćdziesięciu lat, która występuje z młodym pokoleniem, przejmując rolę nauczycielki i która jak mówi „nie boi się eksperymentów”. Pojawia się też Rosalia, uwielbiana przez młodych słuchaczy za to, że łączy flamenco i pop. Ta popularna artystka mówi do kamery:
„Flamenco jest niezwykle wymowne, jeśli nie ma się do niego serca, to nie będzie wzruszać. Bo w tej muzyce jest miłość i namiętność”.
Poznać można też didżejki i producentki muzyki elektronicznej, znane pod nazwą DJ Mastiza. Dziewczyny, Pitty i Bella, kładą akcent na obowiązek popularyzacji flamenco, twierdząc: „Flamenco opowiada o życiu, starzeniu się, rzeczywistości. Słuchają nas ludzie z całego świata, więc naszą misją jest przekazanie słuchaczom nieznającym języka hiszpańskiego, starych tradycyjnych tekstów naszych pieśni w bardzo prosty i przystępny sposób”.
Flamenco to fenomen. Historycy muzyki do dziś zastanawiają się dlaczego lokalna muzyka etniczna, stała się komercyjnym nurtem prezentowanym na największych estradach świata. Co więcej, modna na tę muzykę jest tak silna, że fascynują się nią kolejne pokolenia. A przecież jeszcze w latach 70. flamenco było utożsamiane jedynie z lokalnym folklorem Andaluzji. Muzycy i tancerze występowali przede wszystkim w knajpkach, serwując gościom prawdziwą ucztę z śpiewem, gitarami, kastanietami i tańcami.
Jednak już w latach 80. ludowe flamenco zaczęło się pojawiać w jazzie, bluesie i hiszpańskim rocku. Oprócz tego stało się ono także czymś w rodzaju "Hiszpanii w pigułce" – towaru eksportowego tego kraju. Do dziś najpowszechniejsze flamenco utożsamiane jest z żywiołowym tańcem, wirtuozerią gitarzystów, ochrypłymi głosami śpiewaków. Dla większości laików ten rodzaj muzyki jest apoteozą radości. Nic bardziej złudnego. Flamenco, które było przede wszystkim sztuką andaluzyjskich Cyganów, w większości opowiada o smutnych stronach ich życia, często o biedzie, nędzy i braku perspektyw a także co za tym idzie, o bólu i gniewie.
Dziś koncerty i recitale tej muzyki odbywają się na całym świecie, często w największych salach koncertowych. Powstają opracowania teoretyczne o flamenco a także szkoły gry. Styl ten stał się także twórczą inspiracją dla artystów z innych dziedzin, czego najlepszym przykładem jest np. reżyser Carlos Saura i jego słynny film sprzed lat "Carmen".
Prezentowany dokument „Electroflamenco” cieszy, że tradycję przejmują kolejne pokolenia muzyków, tworząc nowe flamenco. Pokazuje, że to kulturowe zjawisko jest nadal żywe. Warto obejrzeć ten dokument, ale trzeba pamiętać, że dla prawdziwych hiszpańskich Cyganów, żyjących z dala od turystycznych szlaków, flamenco to nie koncert, ale sposób na życie. To ból, żar, miłość, tęsknota, gniew i pożądanie. Flamenco to oni sami i ich tradycja.