Marcin Ryszka: Rafał, łapiemy cię już po starcie przygotowań do nowego sezonu. Powiedz, proszę, czy wróciłeś do klubu z nową energią, czy te pierwsze treningi i początki są jednak trudne?
Rafał Mikulec: Na pewno wróciłem z pełną energią. Jakiś czas temu urodziło mi się dziecko, co sprawiło, że jestem jeszcze bardziej zmotywowany do pracy. Cieszę się, że wróciliśmy na boisko – teraz pozostaje nam ciężko pracować i walczyć.
Trener Mariusz Jop wspominał, że te przygotowania będą cięższe, że trzeba będzie „dokręcić śrubę” o te 15–20%, bo to już Ekstraklasa. Czuć od samego początku, że będzie mocniej i trudniej? To mogą być najtrudniejsze przygotowania w twojej karierze?
Nie mam pojęcia, czy będą najcięższe, ale na pierwszym spotkaniu trener przedstawił nam swoją wizję i od razu zapowiedział, że będzie bardzo ciężko. Jesteśmy na to gotowi. Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko trenować.
Rafał, nie ma co ukrywać, że za tobą trudny okres – wróciłeś po bardzo ciężkiej kontuzji. Kibice Wisły Kraków doskonale pamiętają ten moment, ale pokazałeś też wielkiego ducha i mocny charakter. Na wiosnę zdążyłeś zagrać w kilku meczach, złapałeś minuty. Czy obecna przerwa w rozgrywkach to była okazja do tego, żeby złapać trochę oddechu? Wszyscy wiemy, że brak gry nie oznaczał braku ciężkiej pracy – rehabilitacja bywa równie trudna.
Zdecydowanie. Bardzo długo nie grałem, to była niemal roczna przerwa. Z niecierpliwością czekałem na moment, w którym będę mógł wrócić i zagrać w jakimkolwiek meczu. Udało mi się kilkukrotnie wystąpić na sam koniec sezonu, ale dla mnie to stanowczo za mało. Mam w sobie bardzo duży głód piłki. W nadchodzącym sezonie zamierzam ciężko pracować. Nie ma co ukrywać – będzie to mój pierwszy sezon w Ekstraklasie, więc chciałbym się zaprezentować z jak najlepszej strony i dać z siebie zespołowi jak najwięcej.
Czy uraz, którego doznałeś 30 maja 2025 roku podczas tamtego meczu barażowego, odczuwasz jeszcze na co dzień? Czy to jest już na tyle daleko za tobą, że skupiasz się wyłącznie na tym, co tu i teraz?
Szczerze mówiąc, to gdzieś tam z tyłu głowy pozostaje myśl, że ta kontuzja faktycznie się wydarzyła. Fizycznie czuję się jednak bardzo dobrze i w ogóle nie odczuwam dolegliwości w tej nodze. Mam nadzieję, że tak już zostanie, że nie pojawią się żadne powikłania. Tak jak wspomniałem, na ten moment jest świetnie i oby tak pozostało.
Miałeś kapitalne wejście do Wisły Kraków, byłeś bardzo mocnym punktem drużyny, co zgodnie potwierdzali eksperci i kibice. A który moment samego powrotu do treningów po kontuzji był dla ciebie najtrudniejszy? Pierwsze starcia fizyczne, wślizgi? Jak to wyglądało z twojej perspektywy?
Najtrudniejszym momentem było dla mnie to, że gdy tylko próbowałem wchodzić w trening, natychmiast pojawiał się jakiś inny, poboczny problem – najpierw z kolanem, później z mięśniem. To było zdecydowanie najbardziej uciążliwe. Kiedy później powoli wdrażałem się w zajęcia z drużyną, trener wręcz uczulał chłopaków, żeby na początku na mnie uważali. Jednak, szczerze mówiąc, bardzo szybko i naturalnie wkomponowałem się w rytm treningowy. W ogóle nie miałem w głowie blokady związanej z wchodzeniem w kontakt fizyczny, po prostu o tym nie myślałem. Najwięcej refleksji pojawiało się po treningu czy po meczu, w którym brałem udział w stykowych sytuacjach, ale w samym momencie wejścia w trening nie odczuwałem żadnych obaw.
Czy był jakiś konkretny, przełomowy moment, kiedy pomyślałeś sobie: „Okej Miki, wróciłeś na całego, noga dała radę”?
Myślę, że takim momentem był mecz z Ruchem Chorzów, w którym dostałem więcej minut na boisku. To spotkanie było dla mnie przełomowe. Teraz po prostu muszę dalej walczyć o to, żeby grać jak najwięcej, bo tych minut bardzo teraz potrzebuję.
Rafał, czytając wywiady, w których opowiadasz o złamaniu kości podudzia... Na początku miałeś przecież obawy, czy w ogóle będziesz mógł wrócić do gry. Wspominałeś też, że twoje własne dziecko trochę bało się tej operowanej nogi. Jesteś doskonałym przykładem tego, jak ludzie rzadko dopuszczają do siebie złe myśli, a droga od pełni zdrowia do momentu, w którym potrzebujemy pomocy, to często zaledwie ułamek sekundy.
Dokładnie tak, jak powiedziałeś. Życie toczyło się normalnie, byliśmy szczęśliwi i w jednym ułamku sekundy wszystko obróciło się w zupełnie inną stronę. To z pewnością bardzo trudne doświadczenie, które uczy ogromnej pokory. Uważam, że takie momenty przygotowują nas też na to, by w późniejszym etapie życia być bardziej odpornym. Wyrabiają twardszą skórę i uczą bycia silniejszym człowiekiem.
Kiedy wracałeś na boisko, często pojawiałeś się na pozycji skrzydłowego. Czy to był świadomy pomysł, by na początku omijać boki obrony, czy akurat tam byłeś po prostu drużynie potrzebny?
Prawda jest taka, że przez cały sezon szło nam na tyle dobrze, że na lewej obronie grał „Leli”, w rotacji był też „Krzyżu” i trener nie miał powodu dokonywać zmian w dobrze funkcjonującej defensywie. Pojawiły się za to braki kadrowe na pozycji bocznego pomocnika. Trener widział mnie w tej roli, a ja walczyłem o to, by po prostu móc grać i łapać minuty na boisku. Tam, gdzie trener zdecydował się mnie wystawić, wychodziłem i robiłem swoje.
Czego spodziewasz się po Ekstraklasie? Miałeś mocne wejście w Wiśle Kraków, zagrałeś z drużynami z Europy w eliminacjach pucharów. Spodziewasz się podobnego przeskoku między I ligą a Ekstraklasą? Znów może być trudno i będziesz potrzebował czasu na adaptację?
Na pewno spodziewam się bardzo dużego wyzwania, bo te mecze będą dużo cięższe. Mamy jednak przed sobą cały okres przygotowawczy, rozegramy też kilka bardzo mocnych sparingów i na pewno będziemy na Ekstraklasę dobrze gotowi. Wierzę w to i mam nadzieję, że ewentualny przeskok na wyższy poziom rozgrywkowy nie będzie dla mnie odczuwalny.
Obecnie przygotowujecie się do sezonu w Polsce, wyjeżdżacie też na zgrupowanie do Woli Chorzelowskiej – a ty znasz to miejsce bardzo dobrze. Jesteś zwolennikiem takich krajowych zgrupowań, czy uważasz, że na przykład wylot na zimowe zgrupowanie do Turcji sprawia, że łatwiej wam odciąć się od spraw zewnętrznych?
Pochodzę z niedalekich stron od Woli Chorzelowskiej, więc byłem tam już kilkukrotnie na obozach. Trzeba przyznać, że warunki do pracy są tam naprawdę bardzo dobre. Wydaje mi się, że model przygotowań mamy podzielony wręcz idealnie: latem zostajemy w Polsce, bo mamy tu wtedy fantastyczne warunki i odpowiednią pogodę do trenowania, natomiast zimą wylot do Turcji gwarantuje nam dostęp do świetnych boisk i wyższej temperatury. Uważam więc, że obecny system letnio-zimowy jest skonstruowany wzorowo.
Powiedz jeszcze, jak odbieracie w szatni to, co dzieje się wokół Wisły Kraków? Znowu bijecie rekordy sprzedanych karnetów, wejściówek na pierwszy mecz w ekstraklasie w zasadzie nie można już kupić. To jest niesamowity fenomen.
Tak, jest to fenomen – coś absolutnie wspaniałego, że mamy wokół siebie takich kibiców. Wydaje mi się, że kiedy rozpoczną się spotkania ligowe i do otwartej sprzedaży trafią pojedyncze pule biletów, kibice w godzinę czy dwie rozkupią je wszystkie, siedząc z telefonami i jak najszybciej kupując, co się da. Tak jak wspomniałem przed chwilą: to fantastyczna sprawa i gra dla takich kibiców to dla nas sama przyjemność.
A jak oceniacie terminarz ligowy? Na sam początek gracie z GKS-em Katowice. Pucharowicz, więc na pewno zaczynacie z bardzo wysokiego „C”, choć w Ekstraklasie prawdopodobnie każdy mecz będzie dużym wyzwaniem.
Zgadza się. Trzeba przyznać, że każda drużyna w Ekstraklasie prezentuje wysoki, wymagający poziom. Mamy na inaugurację GKS Katowice, będziemy z pewnością do tego spotkania bardzo dobrze przygotowani. Sztab trenerski już na samym początku przedstawi nam rozwiązania na ten mecz, a my musimy być po prostu na wszystko gotowi.