Nie ma obaw, że w Szpitalu Specjalistycznym im. Gabriela Narutowicza w Krakowie dojdzie do zamykania kolejnych oddziałów – zapewnia zastępca prezydenta miasta Stanisław Kracik. Tak komentuje zamieszanie wokół placówki, związane z planowanym czasowym zawieszeniem działalności dwóch oddziałów leczących choroby płuc.
Jak już informowaliśmy, od 1 marca oba oddziały mają zostać zawieszone na sześć miesięcy z powodu zwolnień kilku lekarzy. Pacjenci, którzy byli wcześniej leczeni w „Narutowiczu”, nadal będą przyjmowani w tej samej placówce, jednak na innych oddziałach.
Według władz miasta sytuacja finansowa szpitala ma się wkrótce poprawić. Pod koniec lutego placówka ma otrzymać pomoc w wysokości około 50 milionów złotych, co – jak podkreśla wiceprezydent – uspokoiło nastroje wśród pracowników.
– Jeżeli mówię, że nie odniosłem wrażenia eskapicznych nastrojów, to znaczy, że ta lutowa „kroplówka” będzie kolejną gwarancją, że miasto szpitala nie zostawi i że warto w nim pracować. Pracownicy podkreślają historię i wartość marki Szpitala Narutowicza – mówi Stanisław Kracik.
Równolegle trwają rozmowy dotyczące ewentualnego połączenia szpitala Narutowicza z krakowskim Szpitalem Wojskowym. W tej sprawie prowadzona jest szczegółowa analiza finansowa obu placówek.
Jak zaznacza wiceprezydent Krakowa, od jej wyników będzie zależała dalsza decyzja. – Albo będziemy kontynuować rozmowy, albo po prostu sobie podziękujemy. Jeśli jednak do połączenia dojdzie, będzie to proces ustawowy, prowadzący do utworzenia Instytutu Medycyny Wojskowej – drugiego takiego ośrodka w Polsce, po Warszawie – wyjaśnia Kracik.
Analiza ma zakończyć się w lutym. Jak dodaje wiceprezydent, pracownicy szpitala z entuzjazmem podchodzą do ewentualnego połączenia obu placówek.