Kluczowym momentem, który pchnął Wisłę Kraków do podjęcia radykalnych kroków prawnych, była wypowiedź komisarza Wojciecha Jabłońskiego, oficera prasowego Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu. W wywiadzie dla TVP Sport obalił on główny argument, na którym opierała się oficjalna narracja Śląska.
Rzecznik wrocławskiej policji wprost przyznał, że służby nie wnioskowały i nie sugerowały władzom klubu zamknięcia sektora dla kibiców gości. Komisarz Jabłoński podkreślił, że była to wyłączna, autonomiczna decyzja organizatora. Co więcej, na jaw wyszło, że ogólna opinia klasyfikująca to spotkanie jako mecz podwyższonego ryzyka została wydana jeszcze w lipcu ubiegłego roku, przed startem sezonu. Śląsk nie otrzymał w ostatnich dniach żadnego nowego, alarmującego dokumentu od organów ścigania, który uzasadniałby nagłą odmowę wpuszczenia fanów z Krakowa.
Pięć kategorycznych postulatów Wisły Kraków
Ujawnienie tych faktów przelało czarę goryczy. Kiedy prezes Jarosław Królewski potwierdził, że argumentacja Śląska mija się z prawdą, skierował do PZPN oficjalny, liczący aż 13 stron wniosek. Klub z Reymonta nie prosi o mediacje – przedstawił piłkarskiej centrali pięć stanowczych postulatów, domagając się spełnienia przynajmniej jednego z nich:
- zbadanie przez organy dyscyplinarne, czy władze wrocławskiego klubu miały jakiekolwiek faktyczne i regulaminowe podstawy do zamknięcia sektora gości;
- ukaranie Śląska nakazem rozegrania tego spotkania przy pustych trybunach – bez udziału również kibiców gospodarzy;
- zmiana lokalizacji spotkania z Tarczyński Arena na stadion przy ulicy Reymonta (klub zaznacza, że jest wstanie zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom wydarzenia);
- wyznaczenie nowej daty meczu, która pozwoliłaby na odpowiednie przygotowanie organizacyjne i wpuszczenie obu grup kibiców;
- przyznanie walkowera.
Ostatni postulat jest najbardziej radykalny. Wisła domaga się zweryfikowania wyniku na korzyść gości, ponieważ organizator nie zapewnił zgodnych z regulaminem warunków do rozegrania zawodów.
Walka o zasady i fair play
Jeśli PZPN nie podejmie zdecydowanych kroków, istnieje realna groźba, że drużyna z Krakowa na znak protestu w ogóle nie stawi się na wrocławskim stadionie.
Sytuacja, kiedy kibice Wisły Kraków mają problemy z wejściem na mecz - jako zorganizowana grupa - trwa już od dłuższego czasu. Teraz prezes, i większościowy właściciel Wisły Kraków, Jarosław Królewski postanowił wytoczyć największe działa.
Czy Wisła faktycznie nie pojedzie do Wrocławia i pogodzi się z ewentualną utratą trzech cennych ligowych punktów? Mecz już w sobotę, 7 marca, a można mieć wrażenie, że z każdą godziną atmosfera robi się bardziej gorąca.
%article_3715462%