Wiosną ubiegłego roku poziom rzek i potoków był na poziomie, który zwykle występuje po suchym sezonie letnim. W małych miejscowościach, korzystających z ujęć na niewielkich rzekach i potokach, wprowadzano nawet reglamentację i nocne przerwy w funkcjonowaniu wodociągów.
Zdaniem specjalistów już teraz wiadomo, że powtórka jest mało prawdopodobna.
- Śnieżne zimy są ważne, zwłaszcza w obszarze górskim i podgórskim, czyli w miejscach, gdzie największe rzeki w Polsce i dopływy największej rzeki, czyli Wisły, mają swoje źródła. Ta pokrywa śnieżna w okresie roztopów śródzimowych, czy roztopów wiosennych, zaspokoi zasoby wodne, przynajmniej wód powierzchniowych - mówi dyżurny synoptyk Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej, hydrolog Paweł Staniszewski.
Synoptycy zaznaczają również, że mamy dopiero pierwszą połowę stycznia, czyli opady śniegu mogą jeszcze wielokrotnie powracać. W tej chwili pokrywa śnieżna w Tatrach i Beskidzie Sądeckim ma średnią grubość około 70 cm.