|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
12 630 62 06 (reklama)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
reklama@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Komiks inspirowany słuchowiskiem "Nietoty"

Nie tylko słuchowisko, ale także komiks. Naszej najnowszej produkcji - słuchowisku "Nietoty" w reżyserii Jana Klaty - po raz pierwszy towarzyszyć będzie opowieść wizualna. Autorem komiksu jest jeden z najzdolniejszych młodych krakowskich artystów Kuba Woynarowski.


"Nietoty" osnute są wokół głośnej historii Goralenvolk, czyli współpracy górali z faszystowskim okupantem. Radiowe słuchowisko nie jest dokumentem. To rodzaju politycznej groteski, w której autentyczne wydarzenia i postaci stają się pretekstem do stworzenia fantastycznej, momentami surrealistycznej opowieści. - Tekst słuchowiska posługuje się fascynującym językiem symboli - mówi autor komiksu.

Od 2 do 13 grudnia od poniedziałku do piątku codziennie publikować będziemy nową planszę.
Premiera nowego projektu Jana Klaty - 16 grudnia. "Nietoty" nagrodzone na Festiwalu Dwa Teatry



Zapis rozmowy Justyny Nowickiej z Kubą Woynarowskim sprzed publikacji komiksu:

Zacznijmy od plakatu do słuchowiska „Nietoty”. Jaka była droga od tekstu do formy wizualnej?

- Tekst jest bardzo metaforyczny, posługuje się abstrakcyjnymi figurami, językiem symboli. Ja starałem się wykorzystywać te symbole na poziomie wizualnym i odnieść się do ikonosfery związanej z jednej strony z Podhalem, z drugiej strony z nazizmem. Konkretna historyczna sytuacja została wyniesiona na poziom uniwersalny i tak też będę chciał to podkreślić w swoim komiksie. Na plakacie koncentruję się na wątku powiedzmy mitologicznym, trochę splatającym symbolikę góralską z symboliką nazistowską. Co jest też zakotwiczone w tych poszukiwaniach korzeni nazizmu, próby wpisania rasy góralskiej w historię rasy aryjskiej. I próby znalezienia łączników wizualnych choćby w rodzimym folklorze w formie spinek, fragmentu ubioru, co miało się łączyć z wizualną stroną kultury germańskiej.
Szukając tych motywów, które możnaby przetworzyć chyba miał pan przyjemne zadania, bo kultura góralska, ta kultura wizualna jest bogata i piękna.

- Na pewno. Od dawna chciałem zrobić projekt związany z folklorem góralskim. Ta sytuacja temu sprzyja, choć z zupełnie innej strony, wywracając jakby wszystko na drugą stronę. Ale tym bardziej jest to dla mnie atrakcyjne.

Powstała parzenica, której wymowa jest złowieszcza.

- Tak, posłużyłem się takim wybiegiem, wykorzystałem formę, która na pierwszy rzut oka jest przyjemna, ale kiedy się wpatrzymy, widzimy pewne złowieszcze sygnały, jak choćby swastyka wpleciona w ten wzór czy wężowe pyski. Pojawiają się też słońca, które kojarzą się z germańską mitologią. Oczywiście symbolika koloru: czerwień, czerń i biel – kojarzą się z totalitaryzmem.

A liternictwo?

- Tytuł wpisałem fontem nawiązującym trochę do stylistyki góralskiej, może bardziej do przetworzeń tej stylistyki, które miały miejsce w XX-leciu Międzywojennym.

Trochę w stronę stylistyki Zofii Stryjeńskiej pan poszedł?

- Trochę tak.

Teraz komiks, który od poniedziałku ukazuje się na antenie Radia Kraków. Codziennie pojawiać się będzie nowa plansza. Jaka jest wizja tej wizualnej opowieści?

- Myślałem, żeby podejść do tego nietypowo, stworzyć komiks abstrakcyjny, operujący na poziomie symboli. Mamy właściwie dwie postaci zakotwiczone w dwóch porządkach, i trzecią, która jest trochę jak chór antyczny.

Lenina nie zobaczymy?

- Nie zobaczymy twarzy, ponieważ historia nie jest o twarzach, historia jest uniwersalna. To jest szeroki problem, który można uniwersalnie opowiedzieć, ale wychodząc od konkretnych historycznych zjawisk. Tak jak Witalis Wieder jest tam potraktowany jako postać metaforyczna. Faktycznie nie zachowała się twarz tej postaci więc jest trochę jakby duchem, ideą zdrajcy, pojawia się Lenin, który też nie jest Leninem, ale postacią, która schodzi jakby ze sztandaru i elektrona wolna, która jest jakby duchem, energią – nadaje tej historii pewien bieg. Są tam też odwołania do języka nauki, przewrotne i ironiczne. Elektrona zaznacza, że są w przestrzeni nie tyle fizyki, co metafizyki. Formuły wizualne, które spotykamy w świecie nauki wydają mi się tu atrakcyjne, żeby były kontrapunktem dla treści. Taka forma trochę diagramu, infografiki – obrazy zaczerpnięte z języka naukowej wizualizacji wydają mi się tu interesujące.

Nie będzie więc tekstów?

- Tekst się pojawi. To wydaje mi się ciekawym zestawieniem. Pojawią się też symbole wizualne połączone ze słowem. Cała gra będzie się rozgrywać między słowem a obrazem. Będzie to trochę język współczesnych hieroglifów, gdzie granica między tekstem a obrazem się zaciera.

Jeszcze raz zapytam o kolory, stosuje pan z wielkim namysłem ten język.

- Będę kontynuował tę linię kolorystyczną, którą wybrałem w tworzeniu plakatu. Tu jest ta triada kolorystyczna i tak też oznaczę trójkę głównych bohaterów. Przez to staną się bardziej rozpoznawalni i ta wymiana między nimi będzie rozgrywać się nie tylko na poziomie formy, ale i koloru.

W tej chwili z jednej strony „Nietoty” z drugiej strony Biennale Architektury w Wenecji. Jest pan w rozbiegu między tymi zadaniami. Jak wyglądają przygotowania do powstania Polskiego Pawilonu na Biennale Architektury w Wenecji, bo wiem, że niebawem pan tam wyjeżdża?

- Jest to jeszcze jedynie wizyta studyjna, rozpoznanie terenu. Wydaje mi się interesujące to, że pracuję nam tymi projektami w jednym czasie, bo są wątki, które je łączą. Wątek narodowy i polska historia. Koniec XX-lecia Międzywojennego. Akurat w wypadku ram wyznaczonych przez kuratora Biennale, ta epoka modernistyczna zaczyna się do 1914 roku. My razem z Instytutem Architektury sięgamy do korzeni polskiego modernizmu. Próby połączenia porządku modernistycznego z narodową tradycją. Wynikiem tej próby jest budowla Adolfa Szyszko-Bohusza, którą poddajemy przekształceniom. Takie działania na polskiej historii, próba znalezienia w tym uniwersalnej metafory – łączą te dwa projekty.

Baldachim nad Kryptą Królewską na Wawelu niejako zostaje podniesiony o kilka centymetrów. Może pan wyjaśnić ten gest? On jest zdumiewająco prosty i wieloznaczny jednocześnie. Ile tam jest tych centymetrów?

- Ile ich będzie dokładnie to wynika z technicznych ograniczeń. Zależy mi na tym, żeby ta różnica była minimalnie widoczna, ale nie narzucająca się od razu. Wynika to z konstrukcji samej budowli, która jest tak stworzona, że górna płyta nie spoczywa bezpośrednio na kapitelach kolumn. Małe elementy konstrukcyjne trochę ja unoszą, stąd ten pomysł oddzielenia.

Czyli już w zamyśle Szyszko-Bohusza jest ta lekkość, sugerująca "odlot", jakieś dziwne oderwanie od rzeczywistości?

- Jest powiedzmy „dziwność”, niektórzy mówią, że manieryczność, która uwydatnia się w tym elemencie. A z drugiej strony jest też ciekawa podbudowa ikonograficzna tego pomysłu. Dolna część bardzo mocno tkwi w historii. To wręcz kolaż zdobyczy po trzech zaborcach. Podczas kiedy część górna ma formę modernistyczną, jest to wybieg w przyszłość, która jeszcze nie nastąpiła. Więc ta szczelina nabiera znaczenia pęknięcia między starym i nowym. Jest też tym punktem przyciągania między tymi formami, pewnego zawieszenia, zatrzymania w czasie, w ważnym momencie historycznym.

W pana projekcie to już nie będzie szczelina, to będzie większy obszar?

- Wszystko będzie się rozgrywać w detalach. Chodzi o to, żeby to wrażenie na poziomie emocjonalnym pojawiło się po chwili. Chodziłoby o to, żeby najpierw zauważyć formę monumentalną, a potem zauważyć wywrócenie tej monumentalności na druga stronę, które w tym geście lewitacji się nagle pojawia. Więc jest to ta tytułowa „Figura niemożliwa”.


Partner główny:






Partner prasowy:







0%
0%