Jak podkreślał Urbaniak, tekst Kruczyńskiego nie jest publicystyczną przesadą ani emocjonalnym pamfletem. To „skompresowana dawka realiów polowania” – opis mechanizmu zabijania, który na co dzień pozostaje skrzętnie ukryty pod warstwą tradycji, eufemizmów i urzędowego języka.
„Myślistwo jest bardzo ładnie zamaskowane w zbiorze działań, które eufemistycznie nazywa się gospodarką łowiecką. Zenon Kruczyński świetnie to wypreparowuje i pokazuje sam mechanizm – cierpienie, agonię i brutalność” – mówił prof. Urbaniak.
Strzał rzadko oznacza śmierć
Jednym z najmocniejszych punktów rozmowy była dekonstrukcja mitu „humanitarnego strzału”. Wbrew popularnemu przekonaniu, że myśliwy zapewnia zwierzęciu szybką i bezbolesną śmierć, rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej.
„Każdy strzał, zwłaszcza śrutem, to w dziewięćdziesięciu procentach przypadek. To są zwierzęta ciężko ranne, które umierają w agonii, często godzinami albo dniami” – podkreślał Urbaniak.
Brak wiedzy biologicznej, brak realnych badań strzeleckich, brak kontroli psychologicznej i okulistycznej – wszystko to składa się na system, w którym broń palna trafia w ręce „amatorów strzelectwa”, jak ironicznie określa ich Kruczyński.
Prawo, które legalizuje rozrywkę
Rozmowa dotknęła również samego fundamentu prawnego myślistwa. Jak przypominał Urbaniak, polskie prawo wprost sankcjonuje zabijanie zwierząt dla rozrywki.
„Dopóki zwierzę żyje, jest własnością Skarbu Państwa. W momencie, gdy padnie po strzale, staje się własnością koła łowieckiego. To najszybsza prywatyzacja, jaką można sobie wyobrazić”.
Profesor zwracał uwagę na absurd tej konstrukcji: żadne inne hobby ani sport nie doczekały się osobnej ustawy regulującej możliwość zabijania żywych istot.
Rozrywka i biznes, nie ochrona
Zdaniem Urbaniaka kluczowe jest nazwanie rzeczy po imieniu. Myślistwo nie jest narzędziem ochrony przyrody, lecz połączeniem emocjonalnej rozrywki z biznesem.
„To jest połączenie rozrywki z handlem: mięsem, trofeami, porożem. Całość obudowana jest irracjonalnymi argumentami, którym próbuje się nadać pozory naukowości”.
Tzw. mediatorzy, próbujący znaleźć „złoty środek” między etyką a polowaniem, w ocenie profesora stoją na przegranej pozycji. Konsens nie jest możliwy, ponieważ uśmiercanie zwierząt nie rozwiązuje żadnego z realnych problemów ekologicznych.
Odstrzał nie rozwiązuje problemów
Urbaniak konsekwentnie odrzuca argument, że myśliwi są „niezbędni” do regulowania populacji czy walki z chorobami.
„Eliminacja zwierząt nie rozwiązuje problemu fragmentaryzacji siedlisk, urbanizacji ani dokarmiania. To są problemy systemowe, a nie kwestia liczby strzałów”.
Jeśli w wyjątkowych sytuacjach konieczne jest uśmiercenie zwierzęcia, powinny zajmować się tym wyspecjalizowane, profesjonalne służby – nie „armia stu kilkudziesięciu tysięcy amatorów, którzy łączą emocje z interesem”.
Obrazy, których nie da się zapomnieć
Tekst Kruczyńskiego – i rozmowa w „Kole Naczelnych” – pozostawiają czytelnika z obrazami, których nie da się wymazać: zwierząt konających w męczarniach, ton ołowiu trafiających co roku do gleby i wody, oraz systemu, który strzelając do kilkudziesięciu gatunków, rzekomo „reguluje” cały ekosystem.
„Oficjalnie strzela się do trzydziestu gatunków, a nieoficjalnie do wszystkiego, co się rusza. To jest absolutnie sprzeczne z jakąkolwiek wiedzą naukową” – podsumował Urbaniak.
W świątecznym czasie, gdy zwierzęta bywają idealizowane i symbolicznie „uczłowieczane”, profesor kończy rozmowę gorzką refleksją: gdyby naprawdę mogły przemówić ludzkim głosem, moglibyśmy nie chcieć usłyszeć tego, co miałyby nam do powiedzenia.