- A może jednak wybiorę podróżniczą emeryturę? Upadku ze schodów wiodących do Mekongu w Jinghongu, utraty przytomności i potem równowagi w Kunmingu nigdy nie zapomnę, podobnie jak zniszczonych obiektywów i awarii migawki mojej lustrzanki. Nie mówiąc już o wędrówkach, raz w górę raz w dół, kamiennymi schodami wyspy Guilin. Z ostrym stanem zapalnym stopy i nogi…
- I tak nie wierzę w twoją podróżniczą emeryturę! Wyprawy są dla ciebie tlenem. Podobnie jak fotografia.
- Na szczęście ostatnie chwile w stolicy Filipin, skąd wyruszymy, via Pekin, do Budapesztu przynoszą ulgę. Znajdujemy ją wspinając się po dachach z widokiem na mury i dziedziniec Instytutu Cervantesa. I na kawałek starej, pokolonialnej stolicy Filipin. To bardzo, bardzo blisko Katedry…
- I nie chce nam się wyjeżdżać z MANILII! Na szczęście mamy jeszcze długi stop na lotnisku w Pekinie gdzie gratisowo (zapewnia to narodowy przewoźnik chiński) możemy wybrać się na wycieczkę do taoistycznej Świątyni Nieba (początek budowy I poł. XV wieku)
- Z kolei bliżej centrum metropolii urzekają nas pełne życia i niezwykłego kolorytu dwie uliczki DASHILAN QIANMEN DAJIE Jest tu Opera Pekińska, morze knajpek, bajkowych kamienic, intrygujących rzeźb i detali.
Elżbieta i Andrzej Lisowscy