Pamięć o wydarzeniach na Wołyniu z 1943 roku nie jest dziś jedynie historycznym sporem badaczy. To temat obecny w polskich szkołach, w rozmowach młodzieży, w mediach społecznościowych, a nawet w codziennych doświadczeniach ukraińskich uchodźców. „Za Wołyń pamiętali Polacy” – mówi jeden z młodych Ukraińców uczących się w Polsce. Pytania o zbrodnię wołyńską pojawiają się jednak tylko u Polaków.
Milczenie jako błąd strategiczny
Zdaniem historyka Prof Tomasza Stryjka z Zakładu Badań nad Historią i Pamięcią Europy Wschodniej Polskiej Akademii Nauk, odkładanie rozmowy o "Wołyniu" w imię bieżącej solidarności z walczącą Ukrainą może być odbierane jako "poddawanie tyłów w wojnie pamięci, jaką prowadzimy z Ukrainą”.
Stryjek zwraca uwagę, że Polska i Ukraina od trzydziestu lat nie wypracowały wspólnego języka opisu tych wydarzeń. Efektem jest sytuacja, w której pamięć o Wołyniu staje się paliwem dla nastrojów antyukraińskich i narzędziem rosyjskiej propagandy. W Ukrainie mówi się o „tragedii wołyńskiej”, co sugeruje katastrofę bez sprawcy; w Polsce – o zbrodni ludobójstwa, wskazującej jednoznaczną odpowiedzialność. Te różnice nie są jedynie semantyczne, lecz polityczne i edukacyjne.
Edukacja – drugi front wojny
Kluczowym wątkiem reportażu jest rola szkoły. W Krzyżowej, miejscu symbolicznym dla europejskiego pojednania, młodzież z Polski, Niemiec i Ukrainy konfrontuje swoje narracje historyczne. Paweł Rogala - nauczyciel języka angielskiego w VII Prywatnym Liceum Ogólnokształcącym im. Mikołaja Reja w Krakowie, który we współpracy z fundacją Krzyżowa i Polsko-Niemiecką Współpracą Młodzieży współorganizuje spotkania licealistów z Polski, Ukrainy i Niemiec, podkreśla znaczenie mniejszości zdolnej do zmiany: „potrzebujemy niewielkiej grupy pewnej wartości, które za sobą niesie”.
Rogala pokazuje, że pojednanie nie zaczyna się od wielkich deklaracji politycznych, lecz od rozmowy, empatii i świadomości, że historia nie jest dana raz na zawsze. Wołyń powraca w pytaniach uczniów, ale bez narzędzi krytycznego myślenia łatwo zamienia się w oskarżenie zbiorowe.
Podręcznik transnarodowy
Problem ten nabiera szczególnego znaczenia w kontekście szkolnych podręczników. Prof. Igor Kąkolewski jest dyrektorem Centrum Badań Historycznych Polskiej Akademii Nauk w Berlinie.Współtworzy oddolną inicjatywę polsko-ukraińskich materiałów dydaktycznych, które zamiast jednej obowiązującej narracji pokazują różne perspektywy.
To odejście od logiki zwycięzców i przegranych na rzecz zrozumienia mechanizmów przemocy.W przygotowaniach "polsko - ukraińskiego podręcznika transnarodowego" bierze udział również Dr Tomasz Wiatr - z Georg Eckert Institute w Brunszwiku - największego na świecie ośrodka naukowego, zajmującego się badaniami nad podręcznikami szkolnymi i mediami edukacyjnymi. Wskazuje, że dziś wiedza historyczna funkcjonuje w środowisku zalanym dezinformacją. Jak mówi, Rosja produkuje tysiące pseudonaukowych treści dziennie, które wpływają na to, co „podpowiada” sztuczna inteligencja i media społecznościowe.Dlatego – jego zdaniem – edukacja staje się jednym z najważniejszych frontów współczesnej wojny.
Wołyń zdaniem obu badaczy powinien być omawiany nie jako wyizolowany akt zbrodni, lecz jako proces osadzony w realiach II wojny światowej, wcześniejszych napięć narodowych, polityki II RP, działań niemieckich i sowieckich oraz późniejszych wysiedleń, takich jak akcja „Wisła”.
Tylko takie ujęcie – podkreśla Wiatr – pozwala młodym ludziom zrozumieć, dlaczego doszło do załamania wielowiekowej koegzystencji i jak łatwo historia może zostać wykorzystana do współczesnych konfliktów.
Pamięć, która łączy albo dzieli
„Wojna pamięci” nie jest sporem o przeszłość, lecz o przyszłość relacji polsko-ukraińskich. Młodzi Ukraińcy często nie znają historii Wołynia, a Polacy znają go jednostronnie. W tej próżni rosną stereotypy, lęki i agresja.
Jeśli edukacja nie stanie się przestrzenią dialogu, pamięć pozostanie bronią. Jak sugerują rozmówcy reportażu, nie chodzi o zapomnienie ani relatywizację, lecz o uczciwe, wielogłosowe opowiadanie historii. Bo tylko wtedy wojna pamięci może zostać zastąpiona edukacyjną pracą nad przeszłością. Trudną, ale dziś tym bardziej konieczną.