Kiedy zawnioskuję pan o komisarza w Krakowie i kto to będzie?
- Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że dziś będę miał komplet dokumentów, który pozwoli mi wysłać do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów - za pośrednictwem Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji - wniosek o powołanie komisarza.
Kto nim będzie?
- Ta osoba, którą wybierze pan premier. Dużo półprawd krąży w sieci. Premier nie jest związany opinią wojewody, ani innymi sugestiami. Komisarza wskaże premier. To KPRM jest władne, żeby to zakomunikować.
Czyli pan zawnioskuje, ale to nie jest wiążące dla premiera?
- W żaden sposób. Ja stosowny wniosek ze wskazaniem kandydata do tej roli wyślę. Złoże go w dniu dzisiejszym.
Stanisław Kracik?
- Nie jest to tajemnicą. Pojawiło się w mediach, że ja złożę wniosek, który zakłada powołanie do tej roli pana Stanisława Kracika.
Polityczna praktyka jest taka, że wskazanie komisarza to jednocześnie bywa bardzo często wskazanie kandydata w wyborach prezydenckich.
- Patrząc politycznie to tak. Jaka jest teraz rola administracji rządowej? Mieszkańcy zdecydowali, iż nastąpi zmiana na stanowisku prezydenta. Rolą administracji rządowej jest zapewnienie ciągłości działań i takiego w miarę normalnego funkcjonowania samorządu miasta Krakowa, realizowania wszelkich zadań własnych i zleconych do czasu wyborów. Po referendum zawsze okręt jest rozchwiany. Trzeba kapitana, który sobie poradzi na tych falach, który zadba o normalne funkcjonowanie pracowników. W mojej opinii takim człowiekiem jest doświadczony samorządowiec i polityk, którym jest Stanisław Kracik.
Ale to niekoniecznie musi być zaakceptowane przez premiera, jeśli w tym zamyśle politycznym komisarzem miałby być przyszły kandydat?
- Może tak się zdarzyć. Tak bywa. Nie jest tajemnicą, że my w ramach administracji ze sobą rozmawiamy. Nie jest tak, że ja sam z siebie będę wyciągał kandydatów jak króliki z kapelusza. Rozmawiałem z ministrem Kierwińskim na ten temat. On sprawuje nadzór nad administracją samorządową. To przemyślana i mądra propozycja. Ostateczną decyzję podejmie premier. W niektórych mediach czytałem, że Stanisław Kracik będzie komisarzem. Będzie, jeśli tak zdecyduje premier.
Stanisław Kracik jednocześnie komisarzem i kandydatem w wyborach?
- Tego nie wiem. Musiałbym wyjść z mojej roli wojewody. Nie jest zadaniem wojewody wskazywać kandydatów w wyborach. Jestem jednak też liderem regionalnym partii politycznej. Nie wydaje mi się. Wiele razy rozmawiałem z panem prezydentem. Dla mnie to był jeden ze wzorów gospodarza, gdy on zarządzał w Niepołomicach. Nie wydaje mi się, żeby pan Stanisław miał takie aspiracje.
Raz już próbował i do dzisiaj przypominamy tę sytuację, że był to jedyny kandydat, który mógł realnie zagrozić Jackowi Majchrowskiemu. Nawet pierwsze sondażowe wyniki pokazywały przewagę w pierwszej turze Stanisława Kracika nad Jackiem Majchrowskim.
- To była komfortowa sytuacja dla Krakowa, gdy do finalnej rywalizacji stanęło dwóch ludzi, którzy by byli dobrym gospodarzem dla miasta. Tego Krakowowi życzę w następnych wyborach.
Tylko to było dawno, lata płyną, żeby nie być oskarżonym o ageizm.
- Zmieniają się czasy, kanały i mechanizmy oddziaływania wyborczego. Jeden z kolegów samorządowców, który był burmistrzem na początku lat 90. powiedział mi, że on w realiach mediów społecznościowych, nagonki, fake newsów i silnej walki politycznej, nie wyobraża sobie pełnienia tej funkcji. Jest jednak wielu znakomitych włodarzy. Nie patrzę na pesel, ale na to, co kto chce zrobić, jaką ma wiedzę, mądrość, doświadczenie. Co do kandydatów, ja wierzę, że pojawi się jeden wspólny kandydat formacji demokratycznych, otwartych na drugiego człowieka, proeuropejskich, chcących budować tradycyjny Kraków w realiach UE, otwartości tego miasta. To zawsze była flagowa postawa Krakowa.
Czyli Polskie Stronnictwo Ludowe własnego kandydata nie będzie wystawiać? Rozumiem, że minister Ireneusz Raś nie byłby do zaakceptowania przez wszystkich z Koalicji Obywatelskiej?
- Minister Raś to znany i ceniony polityk w Krakowie. On wypełnia wszystkie wymagania dobrego kandydata na prezydenta Krakowa, ale wyłanianie wspólnego kandydata polega na tym, że najpierw liderzy dogadują, gdzie są granice kompromisu. Potem konsultuje się to szerzej. Musi to być kandydat z dużym poparciem społecznym. To Ireneusza Rasia cechuje.
To nie będzie w takim razie kandydata, bo o tym mówił Władysław Kosiniak-Kamym, że musimy znaleźć jednego takiego, który wychodzi ponad te polityczne podziały, jest takim kandydatem koncyliacyjnym. Pan przekonuje, że Ireneusz Raś, ale pewnie nie do zaakceptowania...
- Nie twierdzę, że to będzie Ireneusz Raś. Jakby ktoś w PSL zapytał, czy to dobry kandydat, na pewno tak. Dobrym kandydatem byłby też Piotr Kempf. Mamy świetnych parlamentarzystów, europosłów. Jest wielu dobrych potencjalnych kandydatów.
O trzy nazwiska dzisiaj była w TVN rano pytana posłanka Pomaska - Bartłomieja Sienkiewicza, Pawła Kowala, a także Bogdana Klicha. Co pan na te trzy kandydatury?
- Trzy mocne nazwiska. Trzech świetnych liderów. Ci ludzie wiele dla Krakowa zrobili. Pewnie osoba najbardziej łączącą byłby pan Paweł Kowal. Ja bym jednak nie zawężał.
Lista jest długa.
- Tak. Gdzieś padło w mediach nazwisko senator Piątkowskiej. W mojej opinii bardzo dobra potencjalna kandydatura. Będzie z kogo wybrać.
Wspominamy już były prezydent Krakowa Jacek Majchrowski przekonuje, że to będzie stracona kadencja dla Krakowa. Najpierw dwa lata uczył się jeden prezydent, teraz ponad dwa lata będzie się uczył drugi prezydent. Stracona kadencja? Pan się z tym zgadza?
- Wiele energii wyrzucone w błoto. Czy stracona kadencja? Pewnie nie. Sporo dobrego uda się zrobić. Może naprawić pewne rzeczy, które nie zostały zrobione idealnie. Mówię o SCT. W kwestii wdrożenia stało się to elementem niezgody. Zgoda buduje, niezgoda rujnuje. Referendum się odbyło. Nie pomoże to Krakowowi specjalnie dobrze. Takie jest moje zdanie.
Według profesora Majcherka referendum lokalne to jest narzędzie destrukcyjne, bo 30% uprawnionych zdecydowało o odwołaniu prezydenta, a 70% nieobecnych mogło być za.
- Tak. Dobrze jednak wiemy, że tak to wygląda w naszym systemie. Jedyną skuteczną formą głosowania przeciw w referendum jest, żeby nie iść. Jest wadliwy przepis. Mówią o tym eksperci. Nie ma szansy innej. Idą ci, którzy chcą odwołania. Normalnym sposobem wyrażenia swojej opinii jest nie wzięcie udziału w referendum. Podzielam to zdanie. Referendum to broń atomowa. Nie powinna być użyta, ale na pewno nie służy do rozgrywania bieżących konfliktów. O referendum mówiono zaraz po wyborach. Szukano pretekstu i go znaleziono.
Spodziewa się pan fali referendalnej? W Małopolsce były już grafiki dotyczące choćby Tarnowa.
- To już było. Była Lanckorona, była Kalwaria Zebrzydowska, Radłów. Skończyło się to tam na niczym. Ja lubię na to patrzeć na styku psychologii i zarządzania. To często dogrywka tych, którzy nie potrafili się pogodzić z utratą władzy. Spodziewam się też z innego powodu. To będzie narzędzie, żeby w przededniu kampanii parlamentarnej roku 2027, rozegrać sobie legalnie prekampanię.
Czyli prekampania?
- Niestety tak do tego pochodzę.