Zapis rozmowy Jacka Bańki z senatorem PiS, Włodzimierzem Bernackim.
Jak pan przyjął informację o 16 zawiadomieniach do prokuratury, jakie NIK złożyła ws. programu Praca dla więźniów?
- Jest to – jak wszyscy wiemy – zaskakująca reakcja. Raport był gotowy dużo wcześniej, niż pan Banaś został prezesem NIK. Nic nie wskazywało na to, żeby było konieczne zgłaszanie do prokuratury uwag czy wniosków o podjęcie działań i śledztwa. Jestem spokojny o wyniki ewentualnego śledztwa prowadzonego przez prokuraturę.
To ma być odwet prezesa NIK?
- Nie mam pojęcia. Nie mam kontaktu z prezesem Banasiem. Nie wiem skąd taka decyzja. Być może nie on podjął decyzję, może dyrektorzy lub ludzie z nim współpracujący ją podjęli.
Pan mówi, że jest spokojny, ale NIK zwraca uwagę na omijanie prawa w zamówieniach publicznych i zawyżanie kosztów. To poważne zarzuty.
- To jest na zasadzie: jedna pani drugiej pani na Kleparzu powiedziała. To wniosek ze strony NIK do prokuratury. Ona jest w określonym trybie zobowiązana do zajęcia stanowiska. Od momentu tego zgłoszenia do momentu ewentualnego podjęcia śledztwa minie cokolwiek czasu. W Polsce przyjęliśmy takie rozstrzygnięcie, że jeśli póki co nie ma nawet stanowiska prokuratury, nie powinniśmy przywiązywać wagi do tego wniosku. Owszem jest to ważne. Problem osadzonych i problem resocjalizacji ich jest problemem poważnym.
Spodziewa się pan teraz całej serii raportów NIK?
- Nie. Gdybyśmy – jak niektóre media – chcieli sprowadzić tę decyzję prezesa Banasia i NIK do reakcji dziecka w piaskownicy, któremu zabrano łopatkę, byśmy skrzywdzili tych, którzy takie decyzje w NIK podjęli.
Na czym będzie polegał plan B związany z prezesurą w NIK?
- Nie uczestniczę w realizacji czy przygotowywaniu planu B. Słyszę coraz to nowe opinie o ewentualnych działaniach, które mogą być podjęte w przyszłości wobec tej trudnej sytuacji związanej z sytuacją prawną prezesa NIK. Trzeba być cierpliwym. Kancelaria Premiera posiada bardzo dobrych prawników, którzy mają czas od premiera, żeby przygotować właściwe rozwiązania.
Pan żałuje, że szef NIK nie stawił się przed senacką komisją? Takie zaproszenie było.
- Wydaje się, że nie było to konieczne. Mogłoby to służyć tylko kolejnej awanturze, która pewnie by rozgorzała na posiedzeniu komisji senackiej. Tydzień temu byłem na komisji spraw zagranicznych UE ws. wyroku TSUE. Okazało się, że wśród zaproszonych gości byli tylko ci z fanklubu pani Gersdorf. Pewnie i tutaj nie względy merytoryczne, ale polityczne by dyktowały warunki debaty.
Senatorowie opozycji, informuje o tym senator Klich, przygotowują ustawę, która by zwiększyła udział samorządów w podatku PIT. Pan by zagłosował za takim rozwiązaniem?
- Wyjaśnijmy. Senator Klich nie należy do mniejszości w Senacie, ale do większości. On posiada władzę w Senacie. Ja znajduję się w opozycji w Senacie. Opozycja senacka, do której należę, pewnie zagłosuje przeciwko takim nierozważnym pomysłom. To burzenie budżetu, który po wielu latach III RP w końcu ma szansę być zrównoważony. Absurdalna jest próba podniesienia podatków, żeby samorządowcom dosypać do kasy.
Obniżenie stawki podatkowej, jak mówią samorządowcy, z 18 do 17% i PIT zerowy to miliony mniej w kasach dużych miast.
- Nie. Gdyby popatrzeć na liczby bezwzględne kwot, samorządy otrzymują więcej pieniędzy. Nie tylko z PIT i CIT, ale także z subwencji na oświatę, finansowanie służby zdrowia. To stale rośnie. To absurdalna sytuacja, w której samorządowcy twierdzą, że mają mniej pieniędzy, chociaż otrzymują ich więcej.
Senatorowie, którzy mają większość, mówią o wzroście udziału w podatku PIT o 8%. W pana ocenie samorządom krzywda się obecnie nie dzieje?
- Ja uważam, że samorządom krzywda się nie dzieje. Rozmawiam z wieloma samorządowcami. Wielu wskazuje, że budżety samorządów rosną z tytułu ożywienia gospodarczego, większych wpływów z podatków. Jeśli brać pod uwagę dodatkowo wzrost subwencji, widzimy, że absurdalnym jest podejmowanie takiej inicjatywy, która ma zburzyć budżet. Czy ci, którzy mają w Senacie większość, chcą podniesienia podatków w Polsce, żeby samorządowcy mieli jeszcze więcej środków?
Nie podniesienie podatków, ale udział w podatku PIT. Obecnie 1/3 trafia do samorządów.
- To absurdalne. Podatki dla przeciętnego Kowalskiego zostały obniżone. Tym samym nie rozumiem tej propozycji, która jest składana przez senatorów. Oni nie chcą rezygnacji z tych programów podatkowych, jak zerowy PIT dla młodych? Muszę się zapoznać z tym projektem, ale takie propozycje są absurdalne. Samorządowcy chcą frondy przeciwko władzy centralnej. Tak to odbieram.
Jaka jest pana opinia o emeryturze stażowej – 25 lat pracy dla kobiet, 40 lat dla mężczyzn? O tym mówi od dawna Solidarność, pomysł popiera prezydent Andrzej Duda. Pan byłby za takim pomysłem, który by był w wielu przypadkach obniżką wieku emerytalnego?
- Nie byłaby to obniżka. Uczestniczyłem kilka lat temu – w czasie naszej pierwszej kadencji – w spotkaniu z Solidarnością. Tam przedstawiono taki projekt, że w tamtej kadencji rozwiązujemy problem po podniesieniu wieku emerytalnego przez PO i PSL. W kolejnej kadencji, gdy jest dobra sytuacja budżetowa, zrealizuje się postulat stażu pracy, który ma być podstawą do nabycia uprawnień emerytalnych. Nie każdy, kto będzie miał 40 lat pracy, przejdzie na emeryturę. Nie wszyscy jednak są nauczycielami akademickimi w dobrej formie. Niektórzy ciężko pracują od najmłodszych lat. W ich wypadku takie rozwiązanie jest czymś niezbędnym.