Radio Kraków
  • A
  • A
  • A
share

Witold Kozłowski: W Myślenicach będzie potrzebna pomoc z poziomu rządu

- Zniszczenia są duże szczególnie w infrastrukturze technicznej, w jej odbudowie potrzebna będzie pomoc na poziomie rządu - tak o skutkach niedzielnej powodzi w gminie Myślenice mówił na antenie Radia Kraków marszałek Małopolski, Witold Kozłowski. Gwałtowna ulewa największe straty spowodowała w Głogoczowie i Krzyszkowicach. Na razie do poszkodowanych trafiły pierwsze zapomogi w wysokości do sześciu tysięcy złotych. Zaczęło się też dokładne szacowanie strat, które umożliwi wypłatę większych pieniędzy. Dziś pomocą dla poszkodowanych zajmie się zarząd województwa, potem musi ją zatwierdzić Sejmik Małopolski. "Na odbudowę zniszczonej infrastruktury nas nie stać, tu potrzebna jest pomoc rządowa" - tłumaczył marszałek Kozłowski w porannej rozmowie Radia Kraków.

fot: dzięki uprzejmości Gościa

Posłuchaj porannej rozmowy w Radiu Kraków

Zapis rozmowy Jacka Bańki z marszałkiem Małopolski, Witoldem Kozłowskim.

Władze Małopolski wesprą finansowo samorządy, które ucierpiały na skutek wielkiej wody?

- Oczywiście tak. Stosujemy taką politykę od początku funkcjonowania tego zarządu. Co roku są jakieś zniszczenia – zalania, skutki wichur. W tym roku był dodatkowo wielki pożar w Nowej Białej. Tam wyasygnowaliśmy milion 50 tysięcy złotych pomocy bezpośredniej. Na mój apel skierowany do marszałków innych województw, pojawiła się kwota miliona złotych wsparcia. To kwestie ognia. Potem była pomoc w kierunku gminy Chełmiec i Korzennej. W Librantowej były wielkie zniszczenia. Rozważamy wsparcie gminy Chełmiec także z powodu powodzi. Zobaczymy, co będzie w najbliższych dniach. Sesję mamy z końcem sierpnia. Wtedy Sejmik będzie mógł zdecydować o publicznym wsparciu finansowym tych gmin. Dzisiaj na zarządzie będziemy to analizowali. Ja objechałem wszystkie miejsca. Wczoraj byłem w Myślenicach. Widziałem to na własne oczy. To ponure i smutne. Zniszczenia są duże. Pracują wszyscy. To pocieszające, że dobro jest w Małopolsce. Do pomocy idą wszyscy. Są sąsiedzi, OSP, PSP, służby.

Samorządowcy Myślenic mówią, że to milionowe straty...

- Niestety w Myślenicach są duże straty. Będzie potrzebna pomoc z poziomu rządu.

Z poziomu samorządu dzisiaj zarząd może podjąć taką decyzję?

- Będziemy dzisiaj analizować. Dzisiaj tego nie wyasygnujemy. Musiałoby być nadzwyczajne posiedzenie Sejmiku. Jestem po rozmowie z burmistrzem. Są wstępne zobowiązania. Przedyskutuję to z zarządem, potem z Sejmikiem. My nie usuniemy zniszczeń w infrastrukturze. My nie mamy budżetu na takie zadania. Szukamy tych środków we własnym budżecie. Jest rezerwa na sytuacje kryzysowe, ale to dotyczy naszej infrastruktury. My pieniędzy na pomoc musimy szukać sami. To nie jest nasz obowiązek. To nasza dobra wola. Jesteśmy wspólnotą Małopolski. Ona się składa z wielu mniejszych wspólnot. Musimy się wspierać.

Pana Nowy Sącz też został zalany.

- Nowy Sącz był zalany. Byłem tam. To nie są jednak tak wielkie zniszczenia. Nowy Sącz to też duży organizm. On ma nieco większe możliwości budżetowe. Jeśli pan prezydent poprosi o wsparcie… Na siłę się nie da. Musi być interakcja. Trzeba się zwrócić o pomoc. To oczywiste.

Jakie wnioski z zakresu ochrony przeciwpowodziowej wyciągnie samorząd? Trudno walczyć ze zjawiskami atmosferycznymi, ale można łagodzić skutki takich sytuacji.

- Zgadza się. Wczoraj oglądałem miejsca zalane w Głogoczowie, Myślenicach. Ciśnie się na usta pytanie do naszych poprzedników. Dlaczego tak się działo, że w miejscach, gdzie są naturalne poldery, były zezwolenia wydawane na budowę domów? Te tereny trzeba było wykorzystać na zbiorniki łagodzące duże opady.

Wczoraj wicepremier Sasin gościł w Krakowie. Dyskutowali państwo o Igrzyskach Europejskich. Padła podczas tej dyskusji deklaracja prezydenta Krakowa, że podpisze w przyszłym miesiącu umowę host city?

- Tak. Sprawy idą w dobrym kierunku. Rząd wiele razy potwierdzał pomoc finansową i organizacyjną. Traktujemy to jako narodowe wydarzenie sportowe. Prezydent Andrzej Duda jest honorowym patronem Igrzysk. Prace posuwają się do przodu. Na nas ciążyły opłaty licencyjne w stosunku do Europejskiego Stowarzyszenia Komitetów Olimpijskich w wysokości około 160 milionów. Rząd wziął na siebie rozliczenie tego. Mówienie, że rząd się nie angażuje finansowo, nie jest prawdą. Jestem po wielu rozmowach z panem prezydentem. Jesteśmy coraz bliżej umowy host city i tego, żeby miasto Kraków weszło do spółki celowej. Odpalenie spółki nastąpi wkrótce. Ustaliliśmy chronologię zdarzeń. Wczoraj były prace nad projektem specustawy między Małopolską, Krakowem i Śląskiem. Mam nadzieję, że szybko dokończymy te konsultacje. Rząd i pan premier Sasin wprowadzi to pod obrady. Rząd przyjmie projekt. To potem pójdzie do Sejmu. To będzie gwarancja, że specustawa jest w trybie legislacyjnym. Będziemy mieć otwarte pole do podpisu umowy głównej o organizację Igrzysk. Mam nadzieję, że to nastąpi do połowy sierpnia. Sejm – mam taką nadzieję – przyjmie specustawę z końcem sierpnia, lub na początku września. Specustawa to gwarancja dla organizatorów. Ręce będą rozwiązane. Będą tam też zobowiązania strony rządowej, jeśli chodzi o infrastrukturę.

Projekt jest już gotowy?

- Jest gotowy. Wczoraj zaczęły się prace między interesariuszami nad ostateczną wersją dokumentu. To nam będzie potrzebne, żeby była jasna gra między podmiotami. Przyda się to w kolejnym roku. Wtedy wejdziemy w procedury. W Krakowie będą nowe obiekty sportowe – strzelnica, tor kajakowy do sprintu. Będzie wiele modyfikacji, miasteczko Igrzysk. To ogromne przedsięwzięcie.

Są dwa lata na organizację...

- Dlaczego nie trzy? Pandemia zatrzymała cały świat. Nie zatrzymaliśmy się w teoretycznych analizach. Moi eksperci pracowali. Teraz mamy wszystko opracowane. Idziemy do etapu organizacyjnego, logistycznego. Mówimy o konkretach.

Rozumiem, że to kwestia najbliższego miesiąca?

- Powiedzmy, że wakacji. Ten proces nie będzie błyskawiczny.

Wybiera się pan do Tokio, żeby japońskie know-how przeszczepić na małopolski grunt?

- Wybieram się na zaproszenie PKOl, który pokrywa koszty wyjazdu. Będę jedynym samorządowcem tam. Moi współpracownicy i ludzie z boku namawiali mnie, bo wizerunek Małopolski jest ważny. Lecę zatem.

Wśród komentarzy samorządowców ws. organizacji Cybersec w Krynicy często słyszymy – pierwsze koty za płoty. Może nie była możliwa taka szybka organizacja wydarzenia na miarę Forum Ekonomicznego?

- Trafnie pan to określił. Jesteśmy atakowani przez środowisko poprzedników. My nie atakujemy. W naszej polityce regionalnej musimy dbać o wizerunek miast wiodących. Jeśli nie będziemy lokować tam dużych wydarzeń, miasta obniżą swój wizerunek. To nie nasze decyzje. Instytut Studiów Wschodnich sam się wycofał. Mieli lepszą propozycję, ale ok. Mieli prawo. Dajcie jednak innym pracować. Jesteśmy atakowani, z drugiej strony było mało czasu. Instytut odwlekał decyzję w czasie. Mimo to podjęliśmy się tej organizacji. Jeśli ludzie odpowiedzialni określają ryzyka i jest ich zbyt wiele – mało czasu, anomalie pogodowe i wycofanie się głównego podmiotu… Co mieliśmy zrobić? Wyszedł z inicjatywą Instytut Kościuszki. To renomowany instytut. Zrobimy coś mniejszego.

I za rok na nowo rozpoczynamy?

- Za rok będzie dużo czasu na przygotowanie. 14 rektorów z krakowskich i małopolskich szkół to zaakceptowało z entuzjazmem. Lepiej zrobić coś mniejszego, ale dobrze. Tu idą prace. Organizatorem jest Instytut Kościuszki. My kupujemy usługę promocyjną. Tak to działa.

Autor:
Jacek Bańka

Wyślij opinię na temat artykułu

Kontakt

Sekretariat Zarządu

12 630 61 01

Wyślij wiadomość

Dodaj pliki

Wyślij opinię