Rozmowa z s. Marzeną Władowską zakonnicą ze zgromadzenia Jadwiżanek Wawelskich, pełniącą funkcję koordynatorki w Ośrodku Katechumenalnym Archidiecezji Krakowskiej. Zaangażowaną w przygotowanie dorosłych do sakramentów oraz działalność ewangelizacyjną i teologiczną.
Zgromadzenie Sióstr Świętej Jadwigi Królowej Służebnic Chrystusa Obecnego – to pełna nazwa, choć częściej mówi się po prostu „Jadwiżanki Wawelskie”. Tak jest od lat dziewięćdziesiątych, kiedy zgromadzenie powstało.Przed świętami wielkanocnymi przygotowujecie nowe szaty dla neofitów. Jest z tym związana pewna powtarzająca się anegdota?
Tak, właśnie wczoraj uświadomiłam sobie, że co roku mam podobne doświadczenie. Prasuję i przygotowuję szaty dla kandydatów do chrztu. Pojawia się jednak bardzo praktyczne pytanie: jaki rozmiar, zwłaszcza dla mężczyzn – L czy XL? Dzwonię więc do konkretnych osób i pytam o rozmiar. Są zdziwieni – dlaczego Kościół pyta o takie rzeczy?
Wyjaśniam, że chodzi tylko o białe szaty. A tak naprawdę Kościół interesuje się w tym czasie tylko „rozmiarem serca”.
Szaty są przygotowane. W tym roku dwunastu kandydatów podejdzie do chrzcielnego źródła. Są z Polski, ale też właściwie ze wszystkich kontynentów – różne kultury, doświadczenia, wrażliwości. Pan Bóg zbiera nas w jednym Kościele ponad podziałami.
To moment wtajemniczenia. Czy można go porównać do święceń kapłańskich?
Można powiedzieć, że to proces jeszcze głębszy, bo święcenia opierają się na fundamencie chrztu. Chrzest to wejście w życie i w relację z Bogiem, która nie jest tylko formalna – dokonuje się ontologiczna zmiana w człowieku.
Można to porównać do święceń, bo jest to zmiana trwała, niezmazywalna. Człowiek zostaje na nowo skierowany ku Bogu, nawet jeśli tego nie odczuwa. Często chcielibyśmy przeżywać to jako wewnętrzny ogień, ale obiektywnie człowiek staje się bardziej skierowany ku Bogu i dla Boga.
Dorośli przygotowują się nie tylko do chrztu, ale do pełni wtajemniczenia: chrztu, bierzmowania i Eucharystii. To wprowadzenie w pełnię życia Kościoła i bliskości Boga.
Zatrzymajmy się przy Wigilii Paschalnej, nazywanej „Matką wszystkich wigilii”.
To prawda. To niezwykła synteza historii zbawienia – wielka opowieść o miłości Boga do człowieka. Pełna symboli: ognia, światła, wyjścia z niewoli do wolności.
Najpierw Liturgia Światła, potem Liturgia Słowa, Liturgia Chrzcielna i wreszcie Eucharystia – ogłoszenie, że Chrystus żyje, że to nie jest mit, ale rzeczywistość.
Wielkanoc kojarzy się głównie z życiem. A co ze śmiercią?
Właśnie w Wigilii Paschalnej centralny jest motyw przejścia ze śmierci do życia. Dla neofitów to bardzo konkretne doświadczenie – śmierć starego człowieka i początek nowego życia.
Często wiąże się to z trudnymi decyzjami: zmianą życia, konfliktami w rodzinie, a nawet odrzuceniem przez bliskich. Dla osób z innych religii bywa to dramatyczne doświadczenie.
To pokazuje, że coś, co w naszej kulturze jest dostępne „łatwo”, dla innych może kosztować bardzo wiele – czasem nawet zagrożenie życia.
Neofita to zachwyt. Ale czy ten zachwyt mija?
Ja sama przyjęłam chrzest jako dorosła, więc znam ten etap. Zachwyt jest naturalny – spotkanie z Bogiem jest czymś nowym i pięknym. Ale to nie tylko doświadczenie emocjonalne.To musi się pogłębić. Jednocześnie prawdziwy wierzący powinien pozostać człowiekiem zachwytu. Problem pojawia się, gdy wiara staje się rutyną.
Dla nas ogromnym darem jest towarzyszenie neofitom – pomagają nam nie utracić świeżości wiary.
Jak zmienia się wiara z czasem?
Człowiek przechodzi różne stany emocjonalne, ale ważne jest odkrycie czegoś stałego: świadomości, że Bóg jest i działa.
Nie mam nadzwyczajnych doświadczeń, ale mam pewność Jego obecności. Dlatego w momentach „słabości” trzeba trzymać się tego, co obiektywne.Wiara powinna być świadoma. Dziś często wszystko odwracamy: najważniejsze są emocje, potem decyzje, a rozum gdzieś na końcu. Tymczasem właściwy porządek jest odwrotny: rozum poznaje prawdę, wola za nią idzie, a uczucia uczą się ją kochać.
Wspomniała siostra o szatanie. Jak siostra rozumie jego obecność?
Człowiek doświadcza jego działania w myślach. To są myśli, które podcinają skrzydła: „nie dam rady”, „jestem bezwartościowa”.
Bóg daje nadzieję: „idźmy razem”. Szatan izoluje: „jesteś sama”.
Najważniejsze jest wychwycenie tych myśli na początku – zanim się „rozpędzą”. Bo potem trudniej je zatrzymać.
Droga powołania była dla siostry „na skróty do Chrystusa”?
Na początku koszty były duże – silne więzi rodzinne, śmierć rodziców w młodym wieku. Dziś bardziej jest we mnie tęsknota za „górą”, za tym, co wieczne.
Zrozumiałam, że w niebie relacje będą pełniejsze niż tu – każdy z każdym w miłości bez ograniczeń. I pomyślałam: skoro tak będzie, to chcę zacząć tym żyć już teraz.
Chrystus jest dostępny w Eucharystii – ten sam, który jest w niebie. Dlaczego więc czekać?
Co tam robić w tym "niebie"?
Brzmi jak "piekielna nuda" ale myślę, że jest tam bardzo dynamicznie. To nie statyczna przestrzeń, ale ciągłe odkrywanie, poznawanie – rozwijającą się rzeczywistość miłości.
I spotkamy tam ludzi, których się nie spodziewamy.
W jakim wieku?
W optymalnym. Zdrowi, pełni, piękni – w najlepszej wersji siebie.
Czego siostra życzy słuchaczom?
Aby każdy przeżył te święta – odkrywając przejście ze śmierci do życia w codzienności.
Niech kontemplacja Triduum Paschalnego pomoże zobaczyć, że jesteśmy zaproszeni do tej samej drogi: kochać do końca i przejść przez swoje ograniczenia ku życiu, za którym tęskni każda komórka naszego ciała.
Pełna wersja rozmowa w wersji audio.