Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłem PiS, Włodzimierzem Bernackim.
Przełom, reaktywacja, przebudzenie NATO – takie są komentarze po szczycie. Jak zmieniła się geopolityka po warszawskim szczycie NATO?
- Geopolityka zmienia się niewiele. W mojej opinii Europa zachodnia, partnerzy z Ameryki Północnej doszli do przekonania, że należy się dostosować z wymogu wynikającego z układu sił w Europie. Chodzi o agresję Rosji wobec Ukrainy. Są też głosy niepokojące w stronę Estonii, Łotwy czy Litwy. Politycy doszli do tego przekonania. My w tym pomogliśmy. Pokazywaliśmy, że musi być jasne stanowisko.
Jak zmienia się bezpieczeństwo i ranga Polski? Będą 4 bataliony w naszym regionie, tarcza. Wobec potęgi Rosji to niewiele, ale doświadczenie wojny hybrydowej nauczyło nas wiele?
- Te postanowienia, które zostały zatwierdzone na szczycie w Warszawie, były przyjęte nieco wcześniej. Chodzi o ustanowienie państw ramowych, które są odpowiedzialne za ulokowanie na terenie 4 państw: Polski, Estonii, Łotwy i Litwy oddziałów militarnych działających w ramach NATO. To ta decyzja. Przesunięcie punktu ciężkości na wschód. Pamiętajmy też, że to nie tylko te 4 państwa, ale także to co jest związane z napięciem pojawiającym się na granicach Rumunii i innych. To wszystko NATO będzie chroniło nie tylko na papierze.
Po szczycie opinie są zgodne, że to sukces. Jest jednak dyskusja wokół słów Baracka Obamy. Co pan usłyszał w wypowiedzi prezydenta USA? Chodzi o słowa wokół TK.
- Prezydent USA przybył do Polski. Znajdował się w trudnej sytuacji. W Dallas był przejaw rasizmu. To dotyka USA. Barack Obama dostrzegł tradycję demokracji na ziemiach polskich. Usłyszałem, że prezydent Obama jest zadowolony ze stanu stosunków polsko-amerykańskich.
Co oznacza w języku dyplomacji zniuansowane nawiązywanie do wewnętrznych problemów danego kraju?
- Wspaniale zachował się prezydent Duda, który nie wspomniał o blokowaniu przez Republikanów nominacji sędziego sądu najwyższego. To problem w USA a prezydent Duda o tym nie wspomniał. To pokazuje klasę naszych polityków. Nie chcieliśmy tego dotykać.
Jak to jest, że każdy słyszy co innego w jednej wypowiedzi?
- Jako środowisko i Polacy, słyszeliśmy to co było związane z celem szczytu NATO. To sojusz militarny i polityczny. On miał zawsze ważną rolę, teraz szczególnie. Problem zdefiniowania zagrożenia jest istotny. Dotychczas Pakt wydawał się być zbyteczny, bo trudno było zdefiniować wroga. Teraz go znamy. Jak weźmiemy to pod uwagę i ustalenia to niuanse są drugorzędne. Zwróciłbym uwagę na coś innego. Prezydent Poroszenko złożył wieniec i oddał hołd pomordowanym Polakom, którzy zginęli w Małopolsce wschodniej.
11 lipca powinien być dniem pamięci o ofiarach ludobójstwa na Wołyniu?
- Wydaje się, że ten dzień jest dniem, o którym pamiętamy od lat. Oddajemy cześć pomordowanym. Staramy się też pamiętać do czego prowadzi nacjonalizm w połączeniu z inspiracją ze strony państwa totalitarnego. Tak było wtedy ze strony ZSRR. Te tereny, na których najdotkliwiej odczuliśmy działania nacjonalistów ukraińskich to były te tereny, gdzie najsilniejsze były wpływy partii komunistycznej. Byłą też inspiracja ze strony narodowego socjalizmu, czyli ze strony niemieckiej. To kładzie się cieniem na stosunkach polsko-ukraińskich.
Co zrobić z 11 lipca? Senat apeluje, żeby Sejm przyjął uchwałę o ustanowieniu 11 lipca dniem pamięci o ofiarach ludobójstwa na Wołyniu. Z uwagi na szczyt NATO to zostało przesunięte. Na zawsze czy Sejm do tego wróci?
- W czwartek uczestniczyłem w spotkaniu z panią Sawczenko, która przyjechała, żeby podziękować za wsparcie. Ukraina toczy wojnę z Federacją Rosyjską. Ta sytuacja niesie pewne konsekwencje. W komisji jest 5 projektów uchwał dotyczących kwestii ludobójstwa na Wołyniu. Sejm podejmie prace nad tymi projektami. On się pojawi. Pojawiają się też propozycje, żeby upamiętnić generalnie cierpienie i to co dotknęło Polaków zamieszkujących dawne ziemie Polskie. To co się wydarzyło, miało swój początek wcześniej. To się stało już po wkroczeniu sowietów na tereny polskie. 17 września byłby dobrą datą do upamiętnienia wszystkich Polaków ze wschodu. Oni w konsekwencji zostali pomordowani lub wywiezieni na Sybir.
Czyli zamiast 11 lipca będzie 17 września?
- Być może. Dyskusje trwają. Jest też propozycja, żeby wskazać tych, którzy dopuścili się zbrodni, czyli na nacjonalistów ukraińskich, ale jednocześnie wskazać na tych, którzy Polakom pomagali.
Na następnym posiedzeniu Sejmu możemy się tego spodziewać?
- Tak. Wtedy ta sprawa będzie kontynuowana. Ostatnio też była ciężka debata dotycząca TK. Parlament pracuje na wzmożonych obrotach.