-
Grupa E5 to realny format siłowy w UE – pięć największych militarnie państw Unii (w tym Polska) chce ściślej koordynować działania w obszarze bezpieczeństwa i obronności.
-
Wojna zmieniła myślenie o armii – kluczową rolę zaczynają odgrywać drony i technologie cyfrowe. Przykład Morza Czarnego pokazuje, że tanie bezzałogowce mogą zneutralizować drogi, ciężki sprzęt.
-
Polska dostrzega tę zmianę – rośnie świadomość, że inwestowanie w „armię dronową” i nowoczesne systemy jest koniecznością, a nie dodatkiem do klasycznej armii.
-
NATO ma problem z logistyką i rozbieżnymi interesami – wojna obnażyła przestarzały system zaopatrzenia oraz brak ujednolicenia sprzętu. Dodatkowo państwa sojuszu często deklarują poparcie dla Ukrainy, ale pozostawiają margines dla własnych interesów.
-
Nie należy oczekiwać przełomu na szczycie NATO – mimo zobowiązań do zwiększenia wydatków obronnych do 5 proc. PKB i widocznego „poruszenia” w sojuszu, wewnętrzne napięcia ograniczają możliwość zdecydowanych kroków, zwłaszcza wobec Rosji.
- A
- A
- A
„Ukraina walczy jak bokser z jedną ręką związaną”. Michał Olszewski o spotkaniu G5 w Krakowie
Europa mówi o jedności i podpisuje kolejne deklaracje, ale wojna w Ukrainie bezlitośnie testuje granice tej determinacji. W Krakowie ministrowie obrony państw grupy E5 rozmawiali o dronach, wydatkach rzędu 5 proc. PKB i przyszłości NATO. Michał Olszewski, szef działu zagranicznego "Gazety Wyborczej, nie ma złudzeń: „Ukraina walczy jak bokser z jedną ręką związaną za plecami”. I dopóki sojusz będzie wspierał ją „na pół gwizdka”, przełomu nie będzie.W Krakowie odbyło się spotkanie ministrów obrony państw grupy E5 – Francji, Niemiec, Wielkiej Brytanii, Włoch i Polski. W jakim celu zorganizowano to spotkanie i czy przyniosło konkretne ustalenia?
- Spośród wielu europejskich formatów współpracy ten jest dziś szczególnie interesujący. Mówimy o pięciu państwach uznawanych za największe siły militarne w Unii Europejskiej – i Polska jest w tym gronie. To naturalne, że ministrowie obrony tych krajów chcą spotykać się regularnie i koordynować działania.
W Krakowie obecna była również Kaja Kallas, komisarz UE odpowiedzialna, między innymi, za kwestie bezpieczeństwa, a także przedstawiciele NATO. Bardzo ważnym uczestnikiem był Mychajło Fedorow, minister transformacji cyfrowej Ukrainy. To postać w Polsce wciąż mało znana, a niezwykle istotna. To właśnie za jego sprawą ukraińska armia zaczęła przechodzić gwałtowną transformację cyfrową. Już na początku wojny do Ukrainy trafiły zaawansowane systemy informatyczne, chociażby firmy Palantir, które pozwoliły na wykorzystanie sztucznej inteligencji w analizie danych i mapowaniu pola walki. To zmieniło sposób prowadzenia działań bojowych.
Obecność unijnych i natowskich przedstawicieli, a także połączenie z ministrem obrony Ukrainy – to był też sygnał wysłany Rosji?
- Zdecydowanie tak. Cieszy mnie, że taki sygnał płynie z Krakowa. Zwłaszcza w momencie, kiedy w samym sojuszu transatlantyckim widoczne są napięcia – przede wszystkim między Stanami Zjednoczonymi a częścią europejskich partnerów. Pokazujemy, że Europa nadal wspiera Ukrainę w jej walce.
Czy krakowskie spotkanie było odpowiedzią na politykę Donalda Trumpa?
- Myślę, że miało przede wszystkim charakter roboczy. Ministrowie podpisali deklarację dotyczącą wspólnego rozwoju zdolności rażenia z wykorzystaniem dronów, wspólnej produkcji i zakupów efektorów, czyli ładunków bojowych do bezzałogowców. To może brzmieć technicznie, ale w rzeczywistości jest symbolem głębokiej zmiany. Odchodzimy od myślenia o wojnie wyłącznie w kategoriach ciężkiego sprzętu – czołgów, haubic, rakiet czy okrętów. Coraz większą rolę odgrywają tańsze, ale śmiertelnie skuteczne technologie.
Wystarczy spojrzeć na Morze Czarne. Rosyjska flota została w dużej mierze zneutralizowana bez użycia ciężkiego sprzętu, za pomocą dronów. To przykład, który za kilkadziesiąt lat będzie omawiany w akademiach wojskowych jako nowy model prowadzenia działań – walka Dawida z Goliatem w sensie technologicznym.
Podobny kierunek widać dziś w Europie. Cieszy mnie, że widać go również wśród polskich żołnierzy i osób odpowiedzialnych za polską obronność. Świadomość, że czołg wart dziesiątki milionów euro może zostać zniszczony przez kilka bezzałogowców wartych ułamek tej kwoty, staje się coraz powszechniejsza – i towarzyszy nie tylko Władysławowi Kosiniakowi-Kamyszowi. Ważne, że ta świadomość zaczyna przekładać się na konkretne działania, czyli inwestowanie w drony i rozwój armii dronowej.
Deklaracja to jedno. A praktyka?
- Jedną z bolączek NATO jest system zaopatrzenia. Trzeba było wojny i rosyjskiego najazdu na Ukrainę, by decydenci w sojuszu zaczęli dostrzegać, jak bardzo jest on przestarzały. Części do niemieckich wozów bojowych różnią się od części do polskich, co utrudnia logistykę i naprawy. Dlatego powstają kolejne grupy robocze, które pracują nad ujednoliceniem systemów dostaw i zaopatrzenia. Armia musi być nie tylko silna, ale też sprawna technicznie i technologicznie. Im większe rozdrobnienie, tym mniejsza elastyczność i zdolność szybkiego reagowania.
Spotkanie w Krakowie było też wstępem do lipcowego szczytu NATO. Czy możemy spodziewać się przełomu?
- Państwa NATO zobowiązały się do zwiększenia wydatków na obronność do poziomu 5 procent PKB. Jedne realizują ten cel szybciej, inne wolniej – często zależy to od geograficznej bliskości wojny. Widać jednak wyraźne poruszenie w całym sojuszu.
Czy możemy liczyć na coś więcej? Moim zdaniem nie. Wewnątrz NATO ścierają się rozbieżne interesy. Z nie do końca jasnych powodów Ukraina nie otrzymuje niektórych systemów uzbrojenia – na przykład tomahawków – które mogłyby zmienić sytuację na froncie i umożliwić atakowanie celów położonych dalej od linii walk. Dania nie decyduje się na zamknięcie cieśniny Sund, przez którą przepływają rosyjskie statki, w tym jednostki tzw. floty cieni. Takich przykładów można wskazać więcej. Poparcie dla Ukrainy jest deklarowane jako bezwarunkowe, ale często towarzyszy mu zastrzeżenie wynikające z własnych interesów państw. Dlatego nie spodziewałbym się spektakularnych przełomów.
A kwestia członkostwa Ukrainy w NATO?
- Ukraina – moim zdaniem – straciła nadzieję na szybkie członkostwo. Drzwi formalnie pozostają otwarte, ale w praktyce są zamknięte. Wsparcie jest udzielane, lecz nie w pełnym zakresie. To sytuacja, w której Ukraina walczy jak bokser z jedną ręką związaną za plecami.
Komentarze (0)
Najnowsze
-
22:05
Czy zwierzęta mają "orientację seksualną"?
-
21:41
700 lat kościoła św. Mikołaja w Chrzanowie. Jest jubileusz, będzie album
-
21:10
KTOZ: 10 tys. zł nagrody za wskazanie sprawcy skatowania królika Marcysia
-
20:06
„Ukraina walczy jak bokser z jedną ręką związaną”. Michał Olszewski o spotkaniu G5 w Krakowie
-
19:28
Futbolowy wieczór z Radiem Kraków - Wisła Kraków z Wieczystą, Cracovia z Widzewem! TRANSMISJA
-
18:05
A może by tak do "Rio"? Słynna krakowska kawiarnia powraca!
-
16:54
Kraków będzie miał szlifierkę do torów. Przetarg już ogłoszono
-
15:51
Czy przynosisz szczęście "Białej Gwieździe"? Wisła Kraków sprawdzi to z pomocą AI
-
15:40
Nowe ognisko ptasiej grypy w Małopolsce
-
15:19
Tak jak w Łodzi i Sosnowcu? Krakowski Kościól gotowy na komisję ds. nadużyć seksualnych
-
15:07
Niż demograficzny wymusza zmiany. Tarnów reorganizuje oświatę
-
14:29
Kraków bez planu na przyszłość? Strategia i plan ogólny wciąż niegotowe
-
14:27
Czy bociany przylecą w tym roku? Sprawa bocianego gniazda zaniepokoiła mieszkańców
-
14:09
"Ołowiane dzieci". Najgłośniejszy serial ostatnich tygodni
-
13:52
Narkotyki w płatkach śniadaniowych i zupkach w proszku. Wpadł diler z Nowego Sącza