Czy Amerykanie są rzeczywiście przekonani, że panują nad sytuacją na Bliskim Wschodzie?
Moim zdaniem na razie Stany Zjednoczone tę wojnę przegrywają. Donald Trump, wzmocniony wcześniejszym sukcesem operacji w Wenezueli, uznał, że na Bliskim Wschodzie scenariusz będzie podobny. I tu się przeliczył - przeciwnik jest zupełnie inny, a skala działań i potencjalnych konsekwencji nieporównywalnie większa.
Czy zespół doradców Donalda Trumpa dobrze ocenił potencjał militarny i determinację Iranu?
Pytanie, czy Donald Trump w ogóle korzysta z porad doradców. W jego pierwszej kadencji istniała grupa doświadczonych ekspertów, nazywana „dorosłymi w pokoju”, którzy mieli realny wpływ na decyzje. Dziś wydaje się, że w tzw. situation room najgłośniej wybrzmiewa głos samego prezydenta. Krytyczne opinie zostały z jego otoczenia wyeliminowane.
Czy przeciętni Amerykanie w ogóle wiedzą, co dzieje się w rejonie Cieśniny Ormuz?
Tak - choć niekoniecznie śledzą szczegóły militarne. Odczuwają natomiast skutki w swoich portfelach. Ceny paliw wyraźnie wzrosły i to jest dla nich najbardziej namacalny sygnał. Tymczasem Trump obiecywał brak nowych wojen i spadek inflacji. Dziś rzeczywistość wygląda inaczej, co budzi niepokój.
Stany Zjednoczone są przecież jednym z największych producentów ropy na świecie.
To prawda i to może w pewnym stopniu amortyzować skutki kryzysu. Jednak globalne wskaźniki gospodarcze i komentarze ekonomistów są w większości negatywne. Mówi się o ryzyku recesji. Amerykańska gospodarka pozostaje relatywnie odporna, ale nie rośnie - wskaźniki są na granicy stagnacji lub spadków. Dolar się umacnia, co krótkoterminowo pomaga, ale nie jest to strategia długofalowa.
Tyle że mocny dolar uderza w eksport.
To prawda, ale w narracji prezydenta zawsze dominuje przekaz o zwycięstwie - niezależnie od realnej sytuacji. Trump często mówi o „bezprecedensowych sukcesach”, nawet jeśli dane temu przeczą. Z jego wypowiedzi trudno odczytać rzeczywisty obraz sytuacji.
Jeśli Iran nie spełni ultimatum, możemy spodziewać się eskalacji?
Niekoniecznie. Trump wielokrotnie stosował strategię ostrych ultimatum, po których następowało wycofanie się. Przykładem może być sprawa Grenlandii - głośne zapowiedzi zakończyły się ciszą. To dyplomacja operująca na wysokim napięciu, ale nie zawsze kończąca się realnym działaniem.
Czy podobnie należy patrzeć na jego wypowiedzi dotyczące NATO?
Na razie nie widzę realnych przesłanek, by USA miały opuścić NATO. To jeden z najbardziej efektywnych sojuszy w historii. Jednak wojna pokazuje pewne ograniczenia amerykańskiej siły - w ciągu kilkunastu dni wydano miliardy dolarów bez osiągnięcia celów strategicznych. To bacznie obserwują Chiny i Rosja. Iran, mimo swojej słabości, potrafi skutecznie stawiać opór.
A jak wygląda dziś poparcie dla Donalda Trumpa?
Niezbyt dobrze. Około 30-40 proc. Amerykanów popiera jego działania - i to poziom niski. Co ważne, w samej Partii Republikańskiej pojawiają się coraz śmielsze pytania o sens tej wojny. Nawet wpływowe głosy, jak Tucker Carlson, zaczynają pytać: gdzie w tym wszystkim jest interes Stanów Zjednoczonych? To może przełożyć się na dalszy spadek poparcia - zwłaszcza jeśli sytuacja gospodarcza będzie się pogarszać.
Gościnią Radia Kraków była prof. Małgorzata Zachara-Szymańska z Instytutu Amerykanistyki i Studiów Polonijnych Uniwersytetu Jagiellońskiego.