Czy tradycję można po prostu zachować taką, jaka była? A może, żeby naprawdę żyła, musi się zmieniać razem z nami? O tym, co słyszymy w dawnych pieśniach, nagraniach i opowieściach, rozmawiano podczas XII Kongresu Kultury Regionów w Nowym Sączu. Tegoroczna edycja, odbywająca się pod hasłem „Między brzmieniem a milczeniem”, była poświęcona słuchowi, ale także temu, czy we współczesnym świecie potrafimy jeszcze naprawdę słuchać siebie nawzajem.
Fot. Kinga Ptak | Małopolskie Centrum Kultury SOKÓŁ
XII Kongres Kultury Regionów, który odbywał się od 20 do 23 października w Małopolskim Centrum Kultury SOKÓŁ w Nowym Sączu, był kolejną odsłoną cyklu „Zmysły z zamysłem”. Po ubiegłorocznej edycji poświęconej dotykowi tym razem organizatorzy skierowali uwagę na słuch. W programie znalazły się między innymi panele, warsztaty i spotkania dotyczące muzyki tradycyjnej, dźwięku, pamięci i sposobów słuchania.
To właśnie przez słuch przez pokolenia przekazywano sporą część kultury. Zanim pojawiły się nagrania i nowe media, wiedzę o świecie przekazywano przede wszystkim bezpośrednio, od człowieka do człowieka. Dziś wracamy do tych opowieści, melodii i zwyczajów, ale nie zawsze oznacza to wierne odtwarzanie przeszłości.
Tradycje muzyczne w Polsce są niezwykle różnorodne. W jednych regionach przekaz wciąż odbywa się bezpośrednio, z pokolenia na pokolenie, w innych dawne praktyki niemal całkowicie zanikły. Wtedy pojawia się potrzeba ich ponownego odkrywania. Problem w tym, że nie da się po prostu odkopać przeszłości i odtworzyć jej dokładnie takiej, jaka była. „To nie jest tak, że możemy jakiś skarb odkopać, znaleźć i on wygląda dokładnie tak jak kiedyś” - mówi antropolożka kultury Maria Małanicz-Przybylska.
Odtwarzanie tradycji jest więc także jej współczesnym konstruowaniem. Znaczenie ma to, kto po nią sięga, po co to robi i w jakim miejscu żyje. Dlatego tradycja może wyglądać inaczej na Podhalu, inaczej w Wielkopolsce, a jeszcze inaczej w mieście.
Nagranie nie jest całą historią
Szczególną rolę w tym procesie odgrywają archiwalne nagrania. Dla współczesnych muzyków mogą być odpowiednikiem mistrza, od którego uczą się repertuaru i sposobu wykonania. Problem zaczyna się wtedy, gdy pojedyncze nagranie uznajemy za dowód na to, że właśnie tak zawsze grano.
Każde nagranie zatrzymuje przecież tylko jeden moment. Muzyk mógł tego dnia mieć dobry albo gorszy dzień, mógł zagrać inaczej niż tydzień wcześniej i inaczej niż zagrałby tydzień później. „To znaczy, ci muzykanci grali dużo, dużo wcześniej, grali później. A to jedno nagranie, które mamy, być może przypadkowe, może mieli lepszy dzień, może mieli gorszy” - przypomina badaczka.
Dawna muzyka zresztą z natury była zmienna. Wykonawcy dodawali ozdobniki, zmieniali sposób grania i reagowali na sytuację. Dziś często próbujemy znaleźć jeden wzór i uznać go za kanoniczny. W ten sposób coś, co kiedyś żyło właśnie dzięki zmianie, zaczyna być traktowane jak nieruchomy model.
Jeszcze ciekawsze stają się pytania o to, co z takim nagraniem można dziś zrobić. Czy wolno zmienić tonację, połączyć dawną muzykę z elektroniką, wykorzystać ją w nowym utworze? Jedna z najstarszych żyjących muzykantek z Podhala, Stanisława Galica-Górkiewicz, ujęła ten problem bardzo prosto: „Muzyk to jest człowiek wolny. Może robić, co chce, tylko niech nie nazywa tego tradycją”. „Bardziej o nazwy ludzie się biją i kłócą niż o samą materię” - podsumowuje Małanicz-Przybylska.
XII Kongres Kultury Regionów w obiektywie Kingi Ptak
crop_free
1
/ 35
Wieś to nie skansen, a folklor musi żyć
Podobny problem dotyczy pieśni ludowych. Przez lata powstało wyobrażenie wsi jako miejsca barwnego, malowniczego i żyjącego według dawnych zasad. Tyle że wieś, podobnie jak każde inne środowisko, się zmienia. Kolejne pokolenia mają inne doświadczenia, potrzeby i gusta.
Ewa Klekot, antropolożka kultury, zwraca uwagę, że ludzie mieszkający na wsi „to nie są eksponaty w skansenie”. Pieśni, które kiedyś śpiewano, nie muszą więc odpowiadać temu, co współczesnym mieszkańcom wsi rzeczywiście wydaje się piękne.
Właśnie dlatego warto rozróżniać folklor od jego scenicznego przedstawienia. Folklor w swoim pierwotnym znaczeniu jest żywym przekazem, odbywającym się bezpośrednio między ludźmi, także poprzez ruch, gest i codzienne zachowania. Kiedy trafia na scenę i zostaje opracowany jako widowisko, staje się już folkloryzmem. „Spektakl to nie jest już folklor” - mówi Klekot.
To rozróżnienie nie musi jednak oznaczać wartościowania. Przeciwnie, może uwolnić od lęku, że każda próba sięgnięcia po tradycję musi wyglądać dokładnie tak samo jak dawniej. Najważniejsze jest raczej pytanie, po co daną rzecz robimy. Czy chodzi o konkurs, spotkanie z innymi, naukę, zabawę, czy może o zwykłą potrzebę kontaktu z przeszłością?
Nie tylko słyszeć, ale słuchać
Właśnie tutaj temat kongresu wykraczał poza muzykę i folklor. Organizatorzy mówili o „słuchu społecznym”, czyli o tym, jak słuchamy innych ludzi i jak zmieniło się to w świecie zdominowanym przez obraz, internet i nieustanny nadmiar bodźców.
Antropolożka Maria Małanicz-Przybylska zwraca uwagę, że słuch jest jednym z najważniejszych sposobów orientowania się w świecie. Dźwięki prowadzą nas przez przestrzeń, informują o zmianach i pomagają budować relacje. Problem w tym, że „często słyszymy, ale nie słuchamy”. Jej zdaniem warto więc ćwiczyć głębokie słuchanie, choćby przez chwilę zamknąć oczy i spróbować wychwycić wszystko, co dzieje się wokół nas.
Z podobnej potrzeby wyrasta sam Kongres Kultury Regionów. To coroczne ogólnopolskie forum poświęcone kulturze regionów i niematerialnemu dziedzictwu kulturowemu, które gromadzi przedstawicieli świata nauki, twórców, regionalistów, animatorów kultury i osoby związane z zespołami folklorystycznymi.
Tradycja jest jednym z tematów, przy których szczególnie łatwo pomylić słyszenie ze słuchaniem. Można przecież znać melodię, pamiętać słowa, odtworzyć taniec, a jednocześnie nie rozumieć, po co i w jakich warunkach powstały. Można też tak mocno przywiązać się do jednego obrazu przeszłości, że przestanie się zauważać ludzi, którzy tę tradycję tworzą dzisiaj.
Dlatego tradycja nie jest skarbem zakopanym pod ziemią. Jest czymś, co kolejne pokolenia przejmują, interpretują i przekazują dalej. „Każde pokolenie dodaje coś od siebie” - mówi Małgorzata Broda, koordynatorka Kongresu Kultury Regionów.
I może właśnie dlatego warto jej nie tylko słuchać, ale przede wszystkim słuchać uważnie. Nie po to, żeby zatrzymać ją w jednym miejscu, ale żeby zrozumieć, skąd przychodzi i co możemy zrobić z nią dalej.
Radio Kraków informuje,
iż od dnia 25 maja 2018 roku wprowadza aktualizację polityki prywatności i zabezpieczeń w zakresie przetwarzania
danych osobowych. Niniejsza informacja ma na celu zapoznanie osoby korzystające z Portalu Radia Kraków oraz
słuchaczy Radia Kraków ze szczegółami stosowanych przez Radio Kraków technologii oraz z przepisami o ochronie
danych osobowych, obowiązujących od dnia 25 maja 2018 roku. Zapraszamy do zapoznania się z informacjami
zawartymi w Polityce Prywatności.