Operacja w szpitalu nie zawsze oznacza odpowiedzialność szpitala
Coraz częściej pacjenci trafiają do sytuacji, w której najpierw leczą się prywatnie w gabinecie, a następnie są kierowani na zabieg do renomowanego szpitala. Intuicyjnie zakładamy, że skoro operacja odbywa się w szpitalu, to właśnie ta placówka odpowiada za jej przebieg. Tymczasem – jak wyjaśnia radca prawny Jolanta Budzowska – rzeczywistość bywa bardziej skomplikowana.
Lekarz może być związany ze szpitalem etatowo, ale może też jedynie wynajmować blok operacyjny na określony czas.
– „Zdarza się coraz częściej, że lekarze jedynie wynajmują pomieszczenia, czyli czas na operację. To oni organizują zespół operacyjny, zatrudniają personel pomocniczy, a szpital jest tylko miejscem wykonywania tej prywatnej usługi” – podkreśla rozmówca.
W praktyce oznacza to, że pacjent formalnie może być wyłącznie pacjentem lekarza, a nie szpitala.
Prywatny zabieg w szpitalu z kontraktem NFZ
Sprawy nie upraszcza fakt, że wiele placówek działa w modelu mieszanym. Szpital może mieć kontrakt z NFZ, a jednocześnie wykonywać operacje komercyjne.
To, czy zabieg jest bezpłatny, nie zawsze przesądza o tym, kto odpowiada za ewentualne powikłania. Różnica ujawnia się szczególnie wtedy, gdy po operacji dochodzi do komplikacji, a personel oddziału nie jest na co dzień zaangażowany w tego typu procedury.
Największe znaczenie ma to jednak w sytuacji poważnego błędu medycznego i dochodzenia roszczeń.
Pacjent może stanąć przed dylematem: czy kierować roszczenia z polisy lekarza, czy z polisy szpitala. Jak mówi nasz gość, często okazuje się, że do dyspozycji jest wyłącznie ubezpieczenie lekarza, którego suma gwarancyjna bywa znacznie niższa niż w przypadku dużej placówki.
– „Okazuje się często, że tylko polisa lekarza jest do dyspozycji, a ona jest o wiele niższa niż musiałaby być w takiej sytuacji polisa szpitala” – zaznacza gość programu.
Poród na NFZ w prywatnej klinice. Co w razie bankructwa?
Jeszcze bardziej skomplikowana sytuacja może dotyczyć porodów w prywatnych klinikach, które realizują świadczenia finansowane przez NFZ.
W przytoczonym w rozmowie przypadku doszło do poważnego błędu okołoporodowego. Sąd zasądził odszkodowanie, zadośćuczynienie oraz rentę dla ciężko poszkodowanego dziecka. Problem pojawił się później.
Placówka prowadzona była w formie spółki z ograniczoną odpowiedzialnością. Po wyroku ogłosiła upadłość, a wypłata renty została wstrzymana.
– „Jeżeli prywatny podmiot ogłosi bankructwo, nikt nie przejmuje jego zobowiązań. Państwo nie przejmie obowiązku płacenia renty poszkodowanemu pacjentowi” – wyjaśnia rozmówca.
Inaczej wygląda sytuacja w publicznych szpitalach, działających jako samodzielne publiczne zakłady opieki zdrowotnej. Nawet jeśli taka placówka zostanie zlikwidowana, jej zobowiązania przejmuje organ założycielski – najczęściej powiat, samorząd województwa lub uczelnia medyczna.