Kto naprawdę ponosi odpowiedzialność?
Katastrofa w Crans-Montana bardzo szybko przestała być jedynie tematem żałoby. W mediach społecznościowych, zwłaszcza w Polsce, zaczęły dominować przykre komentarze. Ten wszechwiedzący, surowy osąd szczególnie mocno uderzył w nastolatków, którzy znaleźli się w samym centrum dramatu.
Trzeba jasno powiedzieć, że młodzi ludzie przyszli do baru, by świętować. Sylwester to czas zabawy, radości i poczucia bezpieczeństwa. Nikt, ani czternastolatek, ani trzydziestolatek, nie idzie do klubu z myślą, że za chwilę znajdzie się w śmiertelnym zagrożeniu. Tak jak nie wchodzimy do sklepu, spodziewając się napadu czy tragedii. Poczucie bezpieczeństwa było w tym przypadku dodatkowo wzmocnione zaufaniem do dorosłych: właścicieli lokalu, organizatorów imprezy, osób odpowiedzialnych za przestrzeganie przepisów przeciwpożarowych i BHP. To oni mieli zadbać o kontrolę wieku gości, drogi ewakuacyjne, otwarte wyjścia, sprawne procedury. To oni zawiedli.
Dlaczego młodzi ludzie nie uciekali, tylko nagrywali?
Po pierwsze nie mieli możliwości, żeby zrozumieć, że jest jakiekolwiek zagrożenie. Oni dalej się bawili, dalej nie wiedzieli. Nikt nie wyłączył muzyki i nie powiedział, że jest niebezpiecznie. Osoby, które były po tamtej stronie nie zdawali sobie sprawy z tego, co się dzieje, że pożar obejmie wszystko – mówi Katarzyna Wnęk-Joniec.
Jedynymi odpowiedzialnymi za tę tragedię są ci, którzy dopuścili do łamania przepisów - przeciwpożarowych, bezpieczeństwa, kontroli wieku, organizacji imprezy. Nie był to nieszczęśliwy wypadek, lecz efekt szeregu zaniedbań. Winy nie ponoszą dzieci ani młodzież. Wiele rodzin straciło bliskich. Ponad sto osób będzie żyło z traumą i konsekwencjami fizycznymi do końca życia. W obliczu takiej tragedii ocenianie i moralizowanie jest nie tylko krzywdzące, ale i niepotrzebne.