Według szacunków, nowe przepisy pozwoliłyby na ocalenie nawet 30 tysięcy ton żywności rocznie, czyli 20 razy więcej niż obecnie. Organizacje uczestniczące w opracowywaniu ustawy liczą na to, że wejdzie ona w życie wraz z nowym rokiem.
Zapis rozmowy Jacka Bańki z senatorem PiS, Stanisławem Kogutem.
Senat przygotowuje projekt ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. Wśród senatorów jest polityczna zgoda co do tych zapisów?
- Dla mnie to jednoznaczny przykład dialogu. Nie ma w komisji głosu sprzeciwu. Ta ustawa jest potrzebna, żeby żywność nie była marnowana przez supermarkety. Byłem pomysłodawcą poprawki. Na granicach urzędy celne zabierają odzież. To nie powinno być palone. To powinno trafiać do domów dziecka. Nie można marnować. Tu nie ma kłótni politycznej. Przyjmujemy to jednogłośnie.
Jak pan ocenia same przepisy? Może coś trzeba dopisać. Polegać to ma na tym, że sklepy by płaciły od kilograma zutylizowanej żywności, o ile by jej nie przekazały do organizacji pożytku publicznego. Coś jeszcze?
- Ta ustawa jest bardzo dobrze przygotowana. To złotówka, żadne pieniądze. Nacisk jednak musi być. Trzeba to przekazywać a nie utylizować. Ta ustawa pójdzie do dialogu społecznego. Jak będą poprawki... W pracach komisji biorą udział organizacje społeczne czy Caritas. Pojawił się temat likwidowania biurokracji. Wiele organizacji pomaga ludziom. Jest taka biurokracja z UE, że trzeba było przyjąć po 10 osób, żeby obsłużyć 1500 osób. Wiele organizacji się wycofuje. Przyjęcie tylu ludzi? Nie stać na to fundacji. Ten dialog jest cudowny na komisji. Szeroka konsultacja jest.
Długo trwa ta dyskusja. Tymczasem każdego roku marnujemy 9 milionów ton żywności. O takich przepisach mówi się od dawna. One już obowiązują we Francji czy we Włoszech.
- Tak, ale jest przyspieszenie jak władzę objęło PiS. Wcześniej były długie negocjacje, ale konkretów nie było. Teraz jest już decyzja. Ta ustawa pójdzie do konsultacji.
Sprawa ograniczenia handlu w niedziele jest przesądzona? Jak projekt Solidarności trafi do parlamentu to przepisy zostaną przyjęte jeszcze w tym roku?
- Pan wie, że jestem człowiekiem Solidarności. Jestem wierzący. Niedziela to dzień święty, dla rodziny i kościoła. W krajach laickich Europy w niedziele nie ma handlu w wielkich sklepach. Ta ustawa przejdzie. Może do końca roku zostanie uchwalona przez Sejm i Senat.
Pan nie ma wątpliwości? Turyści, którzy jadą na weekend w góry nie przedkładają restauracji nad oszczędniejsze przygotowywanie posiłków. W weekend przyjedzie w góry masa turystów. Ciekawe jakby to wyglądało jakby zastali sklepy zamknięte w niedzielę.
- Restauracje nie będą zamknięte. Można się zaopatrzyć też w sobotę czy piątek i można mieć gotowe. Nie wszystko musi być kupowane w niedziele. Dla chcącego nic trudnego. Nie rozgrzebujmy problemu, ale szukajmy rozwiązania. Jakbym gdzieś jechał to w piątek się zaopatrzę. Po drugie restauracje będą działać. Wielu turystów już nie gotuje i nie bierze ze sobą jedzenia na wyjazd. Kiedyś tak było. Teraz idzie się do restauracji i kupuje się obiad.
Może samorządy powinny decydować? Może trzeba przyjąć takie zapisy? Mamy gminy żyjące z turystyki.
- Decyzja nie jest podjęta. Jak wpłynie projekt Solidarności to będzie praca w komisjach. Może być taki zapis. Jest taka możliwość. Ta poprawka jest w mojej opinii słuszna. Niech decydują samorządy.
W przyszłym roku ma ruszyć narodowy program prokreacji, który ma zastąpić program in vitro. Była taka petycja, żeby programem 500+ objąć też kobiety w ciąży. Co pan myśli o połączeniu tych programów?
- Jak chodzi o życie poczęte to pan zna moje stanowisko. To powinien przeanalizować rząd RP pod kierownictwem premier Szydło. Tam powinna zapaść decyzja.
Jakie jest pana zdanie ws. 500+ dla kobiet w ciąży?
- 500+ dla kobiet w ciąży? Jak budżet na to pozwoli to jestem zwolennikiem. Ten program przynosi efekty. Oponenci mówili o braku pieniędzy, ale zostali oświeceni. Jak finanse pozwolą to jestem za.
Narodowy program prokreacji jak powinien wyglądać?
- Jak chodzi o tę materię to nie chcę się publicznie wypowiadać. Ja mam radykalne poglądy. One są potem wykorzystywane w inną stronę.
Ostatnio ujawnił pan ciekawe informacje. 70% kandydatów do straży granicznej miało kontakt z narkotykami. Jaki płynie z tego wniosek?
- Każdy wie, że cieszę się, iż KOSG wrócił do Nowego Sącza. Ta ogromna korupcja polityczna PO-PSL została naprawiona. Na dzisiaj jest oddział wsparcia, który jest likwidowany. Jest też KOSG, gdzie jest powołany nowy komendant. Jest nabór. Każdy kandydat musi przejść badania psychologa i na wariografie. Jednym z punktów jest pytanie o kontakt z narkotykami. Wielu z nich miało taki kontakt. Dlatego nie przechodzą badań. Straż graniczna walczy przecież z gangami narkotycznymi. To żadna tajemnica. Na naszej granicy był największy przemyt broni, narkotyków i kobiet. Oni przepadli na badaniach. To dla mnie jest przerażające. Ja myślałem, że kontakt ma młodzież w wielkich miastach a nie u nas na tej maleńkiej Sądecczyźnie. Dlatego powiedziałem, żeby rodziny wiedziały, że to u nas może też się dziać. Młodzi mają kontakt. Potem po latach na tych badaniach zeznają, że miał kontakt z narkotykami.
Rozumiem, że chodzi o skalę?
- Tak. Przeraża mnie ta skala. Około 70% to porażające. To nie jest 2% czy nawet 10%. Położyło mnie to na kolana. Ja tych dilerów uważam za morderców młodych ludzi. To bandyci. Nie można się dorabiać kosztem życia i zdrowia. Jak ktoś wpadnie w nałóg to kończy życie. Musimy temu przeciwdziałać.