Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z posłem Stanisławem Bukowcem z klubu parlamentarnego PiS.
Premier Jarosław Gowin ma nadzieję, że w tym tygodniu dojdzie do podpisania umowy koalicyjnej. Rząd powstał, nowa kadencja sejmowa się zaczęła, umowy jeszcze nie ma. Dlaczego?
- Rozmowy trwają. To nie są łatwe rozmowy. Tych tematów do uzgodnienia jest wiele. Zgodnie z zapowiedziami liderów, w tym tygodniu umowa powinna być podpisana.
Domyślam się, że negocjacje lubią ciszę, ale sprawa otwartej różnicy zdań między koalicjantami ws. 30-krotności składek ZUS pokazała, że jednomyślności nie ma i różnice zdań się uzewnętrzniają.
- Oczywiście pewne różnice zawsze muszą występować w przypadku koalicji. Jakbyśmy byli jednomyślni, bylibyśmy w jednym ugrupowaniu. Różnimy się w kilku zakresach. Porozumienie inaczej patrzy na gospodarkę, przedsiębiorczość. Od początku mówiliśmy twardo, że 30-krotność powinna być zachowana. Dzięki temu nie rozregulujemy systemu emerytalnego i gospodarki. Po wygranych wyborach też prezentowaliśmy takie stanowisko. Stąd nasze twarde postulaty. Wzięli to pod uwagę nasi koalicjanci i wycofali wniosek.
Nie będzie więc limitu zniesionego. Z tego przedsiębiorcy się cieszą. Jest jednak znak zapytania, gdzie znaleźć brakujące 5-7 miliardów, na które w budżecie liczono dzięki tej operacji.
- Jesteśmy odpowiedzialnym sojusznikiem. Rozmawiamy z PiS i szukamy źródeł dochodu dla budżetu. Mamy rozwiązania, które zaprezentujemy premierowi.
Jak się panu podoba wczorajsza wypowiedź w mediach społecznościowych wiceprezesa Polskiego Funduszu Rozwoju, byłego wiceministra pracy Bartosza Marczuka, który uświadamia, że emerytura za kilkadziesiąt lat może być to 1000 złotych na dzisiejsze pieniądze, wobec średnio 2000 złotych dzisiaj?
- To nie jest tajemnica, że system ubezpieczeń społecznych nie jest pojemny i za chwilę środki mogą wystarczyć na podobne emerytury jak są w tej chwili. Każdy z nas pracując odkłada do tego funduszu środki na godziwą emeryturę. Nie wiemy, jak zachowa się gospodarka za kilka lat, jaka będzie sytuacja. Te słowa odczytuję jako sygnał, zdanie człowieka, który pracuje w obszarze polityki społecznej, żeby pomyśleć o PPK, prywatnych ubezpieczeniach, żeby ta emerytura w połączeniu z innymi źródłami była godziwa.
Bartosz Marczuk dalej pisał, że trzeba dodatkowo się zabezpieczać, dbać o zdrowie, kształcić, oszczędzać, mieć więcej dzieci i przygotować się na dłuższą pracę. Kiedyś Waldemar Pawlak mówił, że najlepszym sposobem na w miarę pewną starość jest posiadanie licznego potomstwa. Bartosz Marczuk wysyła jasny sygnał – nie liczcie na ZUS w przyszłości?
- Nie do końca. To zdanie, żeby być świadomym, iż nie można liczyć w 100% na to, że państwo zabezpieczy tak potrzeby człowieka, który ma wygórowane oczekiwania. Trzeba być świadomym tego, że nie wszystko da się zaplanować. Sytuacja gospodarcza w przyszłości nie jest pewna. Fundusz Ubezpieczeń Społecznych działa i będzie dobrze działał. Emerytury w przyszłości na pewno będą wypłacane.
Wspomniał pan, że jednym z pomysłów na poprawę emerytury są PPK, czyli Pracownicze Plany Kapitałowe. Na razie ze statystyk wynika, że nie cieszą się one dużym zainteresowaniem pracowników. Jak przekonać do PPK tych, którzy obawiają się, że podzielą one los OFE? To miał być fundusz, gdzie każdy miał składać pieniądze osobno, ale OFE dokonają żywota.
- Jest różnica między OFE i PPK. PPK to środki, które są pieniędzmi przypisanymi danej osobie. Tych funduszy państwo nie może zabrać. Tak było przy OFE. Zachęcam do wejścia w PPK. Ten system może wspomóc zabezpieczenie emerytalne Polaków.
Jest pan przedsiębiorcą. Dostrzega pan symptomy spowolnienia gospodarczego, o których piszą ekonomiści? Jak to może wpłynąć na realia roku 2020?
- Oczywiście w Europie mamy spowolnienie gospodarcze. W przypadku Polski jesteśmy w bardzo dobrej sytuacji. W Niemczech wzrost PKB jest jest 4 razy niższy niż u nas. Nie można mówić o dużym problemie. Spowolnienie jednak jest. Jak się przygotować? Programy realizowane przez rząd powodują, że małe i średnie firmy mają szansę przetrwać trudny czas i przyczynić się do tego, żeby nasza gospodarka dalej się rozwijała. Według analiz, za około 70% naszego wzrostu odpowiadają małe i średnie przedsiębiorstwa. Jeśli mały ZUS i CIT w wersji estońskiej będzie, przejdziemy łagodnie przez to spowolnienie.
Deklaruje pan, że nie zamierza być pan posłem frontowym. Co ma pan na myśli?
- Ja traktuję politykę jako służbę mieszkańcom, moim wyborcom. Nie traktuję jej w taki sposób, żeby w sposób agresywny artykułować swoje zdanie. Przekonuję do swojej racji spokojnie, realizuję swój program. Nie chcę, żeby polityka dzieliła Polaków. Spokojnie rozmawiajmy.
Na takie prowadzenie polityki jest miejsce w Sejmie? W Sejmiku taki sposób ucierania stanowisk zdarzyło nam się obserwować. W Sejmie o to trudno.
- Tak, ale w Sejmie jest duża grupa nowych, młodych posłów. Oni mają podobne zdanie. Oni też chcą spokojnie realizować swój program. W ławach opozycji jest grono ludzi, którzy inaczej do tego podchodzą. Apeluję do posłów, którzy ostatnio mieli nerwowe wystąpienia z ław i pokrzykiwali, żeby się zastanowili, czy to jest rola posła.
Jak się pan odnajduje w Sejmie? Ma pan 20-letni staż samorządowca. Ostatni rok spędził pan w Sejmiku. Nie brakuje panu tego Sejmiku?
- Żałuję, że tak krótko byłem w Sejmiku. Tylko rok, ale to dobre doświadczenie. Całe moje 20-letnie zaangażowanie samorządowe uda mi się spożytkować w roli posła. To dopiero początek pełnienia mandatu, za wcześnie na oceny, ale poznaję mechanizm działania Sejmu, procedury. Z czasem nabiorę doświadczenia. Doświadczenie samorządowe będzie przydatne.
Obserwujemy w lokalnych mediach poruszenie, bo po 20 latach przerwy Bochnia ma w Sejmie swojego reprezentanta. Na co w tej sytuacji zdecyduje się pan postawić, jeśli chodzi o lobbowanie za sprawami regionu w parlamencie?
- W moim programie było 8 punktów. W Bochni powinien być łącznik autostradowy. Jest pozytywna decyzja. Niedługo będzie umowa z wykonawcą pierwszego etapu. Chciałbym doprowadzić do budowy zakładu opiekuńczo-leczniczego. Takiego obiektu w naszym mieście brakuje. Jest też kilka innych zadań, na przykład ochrona przeciwpowodziowa. To dotyczy nie tylko powiatu bocheńskiego. To najważniejsze zadanie, które chcę doprowadzić do końca.
To wyzwania natury infrastrukturalnej stoją przed Bochnią? Bochnia jest dobrze położona, doskonale skomunikowana. Czego jeszcze brakuje do lepszego rozwoju?
- Infrastruktura jest bardzo ważna. Mając tak dobre położenie, strefę gospodarczą, gdzie pracuje wiele osób, połączenie jest bardzo ważne. Ważne jest też, żeby opiekę zdrowotną i społeczną rozbudować, żeby mieszkańcy powiatu bocheńskiego mieli odpowiedni komfort życia.