By Adrian Grycuk - Own work, CC BY-SA 3.0 pl, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=46587031
Czego dowiesz się z tej rozmowy?
- dlaczego – zdaniem eksperta – sytuacja wokół Trybunału Konstytucyjnego się nie zmienia
- jakie są dwa główne scenariusze wyjścia z obecnego sporu
- czy możliwy jest tzw. reset konstytucyjny
- jaki wpływ na sytuację może mieć polityka międzynarodowa
„Mamy zdelegitymizowany Trybunał”
Poprosiłem pana o rozmowę, żeby zastanowić się nad możliwymi scenariuszami rozwoju sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego. Czy brak odebrania ślubowania od sędziów przez prezydenta i jednoczesne ślubowanie bez jego obecności to kolejny etap eskalacji sporu?
– Nie, absolutnie tak nie uważam. Nic się nie zmienia. Mamy zdelegitymizowany Trybunał Konstytucyjny od 2016 roku i on nadal taki pozostaje. Tej legitymizacji nie udało się przywrócić. Można powiedzieć, że przeprowadzono operację podtrzymania tej delegitymizacji – pokazano, że Trybunał nie jest instancją, której autorytet byłby uznawany przez wszystkich aktorów politycznych.
Czy była szansa na zmianę tej sytuacji, gdyby prezydent odebrał ślubowanie od wszystkich sędziów?
– Pewnie tak. Otworzyłoby to przynajmniej możliwość przywrócenia legitymizacji. Natomiast to scenariusz czysto hipotetyczny, bo prezydent Nawrocki nie chciał tego zrobić i – w jego logice politycznej – nie mógł. Został wybrany po to, żeby blokować działania obozu rządzącego i uniemożliwić mu przejęcie wszystkich kluczowych instytucji.
Czyli z tej perspektywy lepiej, żeby instytucje nie działały, niż żeby były kontrolowane przez drugą stronę?
– Z punktu widzenia prezydenta i wyborców Prawa i Sprawiedliwości tak. Czy z punktu widzenia państwa – to już inne pytanie.
Dwa scenariusze i brak kompromisu
Jak długo ten paraliż może potrwać? Czy w ogóle się skończy?
– Możliwości są z grubsza dwie. Albo ktoś wygra – jeden z głównych obozów politycznych ulegnie takiemu osłabieniu, że straci zdolność działania. To w tej chwili nie jest bardzo prawdopodobne, choć pewne symptomy osłabienia widać.
Drugi scenariusz to kompromis ponad podziałami, ale on nie jest możliwy przy tych liderach i tych obozach. Musiałyby one osłabnąć i zostać zmuszone do rządów koalicyjnych.
Na razie ten element państwa jest zablokowany i nie działa. To nie jest żaden przełom – po prostu jak nie działał, tak nie działa.
A pomysł tzw. resetu konstytucyjnego?
– Proponuję sprawdzić, jaka jest większość potrzebna do zmiany konstytucji – to trzy piąte. Bez zgody dwóch głównych graczy to absolutnie niewykonalne.
Konsekwencje sporu i kontekst międzynarodowy
Kto zyskuje na tym sporze?
– Można się zastanawiać, czy w dłuższym horyzoncie nie wygrywa Unia Europejska. Osłabiając instytucje krajowe, otwieramy pole dla instytucji ponadnarodowych. W praktyce, jeśli Trybunał Konstytucyjny nie działa, rośnie znaczenie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, z którego orzeczeń sędziowie mogą korzystać.
Jaki wpływ na polską politykę może mieć sytuacja międzynarodowa?
– Ma duży wpływ. Wydaje się, że obóz rządzący liczy na osłabienie Prawa i Sprawiedliwości. Tymczasem PiS przesunął się w stronę silniejszej antyunijności, co w obecnej sytuacji międzynarodowej bywa odbierane jako postawa prorosyjska.
Nie oznacza to, że PiS prowadził taką politykę – przeciwnie, odegrał ważną rolę po wybuchu wojny w Ukrainie. Problem dotyczy raczej kierunku, w którym partia się przesuwa po utracie władzy.
Jak może wyglądać polska scena polityczna w najbliższych latach?
– Trudno to przewidzieć. Duże znaczenie będzie miała sytuacja międzynarodowa, zwłaszcza rozwój wojny rosyjsko-ukraińskiej. Tego dziś nie jesteśmy w stanie określić.
Natomiast warto pamiętać, że dopóki nie jesteśmy w stanie powiedzieć, kto wygra wybory, to znaczy, że żyjemy w demokracji.
A Węgry?
– To demokracja na krawędzi. Wprowadzono tam mechanizmy ograniczające pewne zasady, ale władza nie ma pełnej kontroli i pozostaje zagrożona.