Tak. Najkrócej mówiąc, przynajmniej biorąc pod uwagę to, co mówi premier w tej chwili, te środki fizycznie już praktycznie są dostępne. Jeżeli zdecydujemy się je wziąć, to jest to kwestia tygodni, kiedy prawdopodobnie, tak jak powiedziałem, tutaj bazuje na tym, co mówi rząd, będziemy mogli uruchomić te pierwsze płatności i rozpocząć realizację zadań związanych z SAFE. To znaczy takich, które SAFE ma finansować. Więc faktycznie czas to pieniądz. Im szybciej, tym lepiej.
Przypomnijmy, na co te pieniądze mają iść. To jest 200 miliardów złotych na polską zbrojeniówkę, mówiąc w skrócie.
Formalnie te pieniądze mają być wydane na broń kupowaną czy na projekty związane z obronnością realizowane i kupowane w krajach Unii Europejskiej. To nie jest tak, że z zasady te środki mają być wydane w Polsce, ale oczywiście nam zależy na tym, żeby jak najwięcej tych środków w Polsce było wydanych.
Premier twierdzi, że 80-82% to są te pieniądze, które zostaną w Polsce wydane. Aczkolwiek trzeba to też dobrze rozumieć.
To nie znaczy, że 82% z tych pieniędzy w 100% zostanie przerobionych w Polsce. Weźmy na przykład taki program Borsuk, czyli wóz bojowy zatwierdzony zresztą przez poprzedni rząd.
Do Borsuka będziemy kupowali niemiecki silnik, skrzynię biegów, która jest wytwarzana w Wielkiej Brytanii. Więc jeżeli na ten program przeznaczymy ileś tam miliardów złotych w ramach programu SAFE, będą to pieniądze wydane w Polsce, to tak naprawdę część tych pieniędzy pójdzie za granicę.
Tego typu projektów mamy więcej, projektów, które zostały rozpoczęte fizycznie za poprzedniej koalicji. Fakt, że środki będą wychodziły poza Polskę, to jest jeden z tych elementów, z którego robi się zarzut w kontekście programu SAFE.
Argumentacji Pałacu Prezydenckiego, że to jest uderzenie w suwerenność.
No to weźmy taki program Miecznik, czyli program budowy trzech fregat rakietowych. W październiku 2023 roku, czyli końcówka poprzedniego rządu, podpisano umowę z francuską firmą Thales na dostawę systemu zarządzania polem walki razem z tymi najważniejszymi radarami, czyli na wyposażenie elektroniczne do tej fregaty. Nie produkujemy wszystkiego w Polsce.
Już nie mówię o takich bardzo wyrafinowanych rodzajach broni, jak myśliwce piątej generacji. Jedyne, co jest dostępne w tym zakresie na rynku, to jest F-35. Nie produkujemy, tu w Polsce nie mamy własnych rozwiązań w zakresie systemów antyrakietowych czy przeciwlotniczych dalekiego zasięgu.
My musimy tego typu rzeczy kupować za granicą. W związku z tym, nawet jeżeli będziemy faktycznie 80% środków przeznaczali dla firm, które działają w Polsce albo dla firm polskich, to nie znaczy, że część tych pieniędzy nie wyjdzie poza Polskę.
Tak jest zawsze, prawda?
Tak jest zawsze. Stany Zjednoczone to jest taki kraj, który prawie wszystko produkuje u siebie. Bardzo rzadko zdarza się, że Amerykanie kupują jakąś broń na zewnątrz. Jeżeli kupują to na przykład lufy do czołgów Abrams w Niemczech, ale to są naprawdę jakieś tam pojedyncze przypadki. Wyposażenie elektroniczne, jakieś elementy są kupowane na przykład w Izraelu.
Bardziej tu chodzi o programowanie niż fizycznie jakiś sprzęt. Ale to jest kraj, który dziesiątkami lat pracował na ten potencjał obronny, który wydaje setki miliardów dolarów rocznie generalnie na obronność, a na nowe technologie związane z obronnością dziesiątki miliardów dolarów rocznie. Amerykanie mają po prostu inny potencjał.
My nie jesteśmy w tej sytuacji. Ja bym bardzo chciał, żebyśmy mogli budować ten potencjał w przyszłości. To jest przykład choćby Turcji, która na offsecie, właśnie na ściąganiu tej technologii, na bazie kupowania sprzętu za granicę zbudowała sobie naprawdę potężny przemysł obronny.
Ale na dzisiaj wszystkiego nie potrafimy produkować. Jeszcze jedna rzecz. Jest też taki zarzut, że blokujemy sobie możliwość zgotowania tych pieniędzy indziej, wchodząc do programu SAFE. No ale jeżeli my chcemy wydać 800 miliardów złotych, już wydajemy część z tych pieniędzy, no to SAFE to jest tylko część z tego. Więc w ramach rozsądnej dywersyfikacji moim zdaniem absolutnie trzeba w tym kierunku iść.
To nie jest dla mnie zarzut, bo to nie są wszystkie pieniądze, które Polska chce wydać na obronność w perspektywie kolejnych lat.
To przejdźmy do argumentów Pałacu Prezydenckiego. "Skorzystajmy z rezerw, które należą do narodu" - wzywa rząd szef kancelarii prezydenta Zbigniew Bogucki. Takie słowa padły na tej konferencji po spotkaniu. Jak pan się zapatruje? Jak pan ocenia pomysł wykorzystania zysków, jak rozumiem rezerw, wypracowanych przez Narodowy Bank Polski do tego, by to był zamiennik, jak rozumiem, dla programu SAFE?
Jedno nie wyklucza drugiego. My mamy wydać na obronność w kolejnych latach znacznie więcej niż to, co wynika z programu SAFE. Dlaczego to ma być zamiast? Wszystkie zarzuty, które dotyczą programu SAFE, na przykład to, że on może być warunkowy. Jeżeli obecna opozycja mówi, jeszcze zanim pojawił się ten pomysł prezydencki, zamiast SAFE sami sobie te pieniądze pożyczmy. Jeśli zostaną nam one w przyszłości zablokowane, mam tutaj na myśli program SAFE, to wtedy sobie sami pożyczymy. Na razie pożyczamy drożej niż to, co wynika z programu SAFE, więc dlatego z polskiego punktu widzenia lepiej wziąć SAFE.
Kolejny zarzut - Niemcy i Szwecja w tym programie nie uczestniczą. No bo Niemcy i Szwecja pożyczają pieniądze na niższy procent, pożyczają taniej niż wynika to z programu SAFE.
My w tej sytuacji nie jesteśmy. My pożyczamy w tej chwili dzisiaj, patrząc na rentowność obligacji na poziomie 5,6%. Program SAFE dzisiaj to jest około 3,3%.
A dlaczego pożyczamy drożej? Dlatego, że po pierwsze mamy wyższe stopy procentowe - to jest taka zależność między rentownością i obligacją stopami, ale przede wszystkim mamy gorsze postrzeganie. Jesteśmy oczywiście dumni z tego, co osiągnęliśmy, ale jednak Szwecja czy Niemcy są uważane za kraje bezpieczniejsze z punktu widzenia inwestycyjnego, a zatem inwestorzy godzą się na to, że mniej zarobią pożyczając tym krajom pieniądze.
Jedyne realne ryzyko związane z SAFE dla mnie to jest kwestia ryzyka kursowego, czyli kwestia ryzyka kursu euro w stosunku do złotego, ale też mamy tutaj technologię zabezpieczania się przynajmniej mocnego ograniczenia niekorzystnych wahań. Poza tym w ramach rozliczeń Polski z zagranicą, jeżeli mogę tak powiedzieć, także pojawia nam się euro. Możemy tym wszystkim tak zarządzać, żeby to ryzyko kursowe ograniczyć.
Kolejny zarzut - to jest program na dziesiątki lat i obciążamy w ten sposób oczywiście kolejne pokolenia. Jeżeli zgromadzimy jakieś istotne pieniądze wcześniej, nic nie stoi na przeszkodzie, żeby spłacić ten dług wynikający z SAFE. To nie jest tak, że my musimy to spłacać na 40 czy 50 lat. Możemy spłacić wcześniej.
Poza tym, jeżeli zamiast tego będziemy sami pożyczali pieniądze, no to przecież też te pieniądze w przyszłości będzie trzeba oddać. Sam ten pomysł prezydencki mnie osobiście przynajmniej w kilku aspektach nie kojarzy się dobrze, jeżeli mogę tak powiedzieć.
Pierwsza kwestia to jest sama rola Banku Centralnego i rezerw walutowych, którymi bank centralny dysponuje.
My to chyba powinniśmy trzymać na tak zwaną czarną godzinę, prawda? Po to są rezerwy.