Klub Parlamentarny Centrum, czyli co, rozłamowiec?
- To nie jest rozłamowiec. Rozłamowiec wyciąga ludzi z obecnej partii. W Małopolsce jestem jedyną osobą, która złożyła rezygnację. Nie wychodzę z ludźmi, którym coś się nie podoba. Ja podjąłem decyzję, z którą borykałem się przez długi czas. Inni moi koledzy myśleli to samo. Powstał więc klub Centrum.
Opuścił pan Polskę 2050 z nienawiści do minister Pełczyńskiej-Nałęcz? Tak mówił Szymon Hołownia, że to nienawiść kierowała tymi osobami.
- Jednym z powodów mojego odejścia z partii były zachowania, wypowiedzi i brak kontaktu z Szymonem Hołownią. Jakiś czas temu Szymon mówił, że nie widzi się w partii Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, ani w partii Pauliny Hennig-Kloski. Czy teraz zrezygnował, gdy wygrała Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz? Czy jest wiceprzewodniczącą partii? O czym to świadczy? On wspierał panią Pełczyńską-Nałęcz, żeby została szefową. To, co mówił, było nieprawdą. Trudno wierzyć osobie, która nie chciała być wicemarszałkiem, została wicemarszałkiem. Nie chciała być szefem partii. Potem przygotowała pucz wewnętrzny i chciała skasować wybory. Mówił, że nie widzi się w partii Katarzyny Pełczyńskiej-Nałęcz, teraz jest wiceprzewodniczącym. Z całym szacunkiem. Dlatego miałem dość. Musiałem odejść z partii. Szkoda mi naszych działaczy. To wspaniali ludzie w Małopolsce. To moja druga rodzina, budowaliśmy razem partię. Oni mnie się pytali, co się dzieje. Mówiłem, jak to wygląda, ale niestety nie było odzewu. Czara goryczy się przelała.
Krytycznie się wypowiada pan o Szymonie Hołowni. Pogubił się w swoich sądach? W ogóle obwinia pan Szymona Hołownię za to...
- Ja go nie będę oceniał. Mówię o faktach. Jestem poza partią. Nigdy tego publicznie nie mówiłem, wspierałem Szymona. Jeżeli lider nie zostaje prezydentem, potem chce iść do ONZ i chce zostawić ludzi, jak to członkom partii wytłumaczy? To trudne. To ulanie się pewnych rzeczy. Nie tak się umawialiśmy z Szymonem w 2020 roku, gdy dołączałem do partii. Nie wiedziałem, że ma być walka o stołki. W dwa lata Polska 2050 nadrobiła 30 lat i stała się taka sama jak inne partie. Co zrobić? Powiedziałem dość, buduję teraz coś innego z moimi kolegami, którzy mają podobne zdanie.
Słyszymy, że być może kolejne osoby z Polski 2050 dołączą do Centrum.
- Nie wiem. Nie jestem rozłamowcem. Nie namawiam ludzi, każdy to potwierdzi, żeby szli ze mną. Jak pytają, mówię, dlaczego odchodzę, ale ludzi nie zabieram. Każdy ma swoje zdanie. Ja doszedłem do wniosku, że to nie jest polityka, którą ja chcę firmować.
Szefowa Polski 2050 cofa też rekomendacje tym ministrom, którzy wyszli.
- To naturalne. Nie jesteśmy w partii, rekomendacje cofają. Przewodnicząca mówiła, że wszyscy ministrowie i wiceministrowie Polski 2050 mają zostać na stanowiskach. Ta partia myśli tylko o stołkach. Nie tak miało być.
Rozmawiają państwo z premierem ws. stanowisk ministerialnych?
- Nie. Rozmawiam z Pauliną Hennig-Kloską. Była tylko informacja o tym, że będzie nowy klub. Pan premier nie był zaskoczony tym, bo to jest normalne. Nie było rozmów, kto ma objąć jakie stanowisko. To nie ten moment. Nie wyobrażam sobie, żeby pani Hennig-Kloska nie była ministrem klimatu i środowiska. To zostaje. My myślimy, jak pokazać, że jesteśmy inni niż Polska 2050. Przez 2 lata dużo było ustaw, ale wielkich zmian nie było. Lewica i PO wprowadziły swoje projekty, my nie.
Z obu stron też płyną zapewnienia, że podział nie zagraża stabilności Koalicji 15 października. Centrum nigdzie się nie wybiera z tej koalicji? Zostaje?
- To jeden z powodów, dlaczego jest klub Centrum. Koalicja 15 października powinna trwać. Niestety wydaje mi się, że jednym sposobem na odróżnienie się Polski 2050 od innych będzie ostry kurs wewnętrznej opozycji w Koalicji. Umówiliśmy się na tę kadencję z wyborcami. Łódkę trzeba stabilizować, nie chybotać nią. My będziemy walczyli o nasze postulaty, ale przez dyskusje i uzgodnienia wewnętrzne.
Ciekawe to będzie wyglądać przed wyborami parlamentarnymi...
- Zaczęliśmy już. Odpartyjnienie spółek skarbu państwa. Jest minister Balczun. Byłem na spotkaniu w tamtym tygodniu. Minister idzie w kierunku profesjonalizacji i rozumie nasze postulaty. Czekamy na ustawę o zarządzaniu mieniem państwowym. Tam nasze postulaty będą ujęte. O to chodzi. Tak trzeba rozmawiać.
Mirosław Suchoń będzie szefem klubu parlamentarnego Centrum?
- Tak. Jest szefem.
Uważa pan, że sprawa S7 jest załatwiona, jak to napisał prezydent Krakowa? Czy decyzję ministra infrastruktury należy czytać tak, że droga nie pójdzie przez Kraków?
- Ta sprawa nie jest załatwiona. Decyzja jest odsunięta. Na dziś nie było innej alternatywy. To jedyna decyzja, która była do podjęcia, żeby te trzy korytarze przez Kraków nie były kontynuowane. Decyzja ministra Klimczaka jest jedną z możliwych, żeby nie kontynuować złego pomysłu przebiegu przez południe Krakowa. To proces długotrwały. Dla mnie jest ważne, że S7 nie powstanie bez udziału strony społecznej.
Będziemy jeździć do Warszawy teraz?
- Są dyskusje na ten temat. Nie wyobrażam sobie, żeby S7 była dyskutowana w Warszawie. Będę rozmawiał z kolegami z PSL. Oni mają narzędzia do podjęcia decyzji. To powinno być w Krakowie. Strona społeczna musi mieć swoich przedstawicieli przy pracach. To dobry kierunek.
Czyli dobry kierunek, ale sprawa nie jest załatwiona?
- Załatwiona by była, jakby był nowy przebieg S7 nie przez Kraków i wszyscy by się zgadzali. To dobry kierunek jednak.
Choć słyszymy od Ludowców, że na pewno powrotu do tego, co było, już nie będzie.
- To bardzo dobrze. Cieszę się, że koledzy z PSL tak do tego podchodzą.