Czy nie jest pan rozczarowany tym, że premier nie wyklucza odebrania odznaczenia Wołodymyrowi Zełenskiemu?
To bardzo złożona kwestia. Donald Tusk prawdopodobnie nie chce dać prezydentowi Nawrockiemu możliwości wykorzystywania tego tematu w polityce wewnętrznej. Można to odczytywać jako ruch taktyczny. Natomiast sama idea odebrania odznaczenia będzie miała bardzo negatywne i długotrwałe konsekwencje. Znacząco ograniczy możliwości działania polskiej dyplomacji wobec Ukrainy. Uważam, że byłby to wielki błąd.
Zwłaszcza że temat budzi emocje także wśród osób dotąd przychylnych Ukrainie.
Rzeczywiście przez Polskę przeszła fala oburzenia, również w środowiskach wspierających Ukrainę. Premier zapewne bierze to pod uwagę i chce zamknąć ten temat. Można jednak patrzeć na to różnie. Wzmacnianie antyukraińskich nastrojów niewątpliwie szkodzi Ukrainie, ale odebranie odznaczenia również będzie miało poważne konsekwencje.
Ukraińcy wykonali ostatnio ważne gesty wobec Polski – zarówno w sprawie ekshumacji, jak i poprzez wizytę generała Kyryła Budanowa. To postać bardzo symboliczna dla Ukrainy i prawdopodobnie jedna z osób, które będą w przyszłości współkształtować politykę tego kraju. Jeśli wyjedzie z Polski z poczuciem, że jego gest został zignorowany, może to mieć długofalowe skutki dla relacji obu państw.
Czy decyzja Wołodymyra Zełenskiego nie świadczy o tym, że Polska przestała być dla Ukrainy kluczowym partnerem?
Nadajemy tej sprawie ogromne znaczenie. Tymczasem mówimy o szczególnym pododdziale sił specjalnych, który na własny wniosek otrzymał taką nazwę. W Ukrainie ocena UPA jest zupełnie inna niż w Polsce. UPA kojarzona jest przede wszystkim z walką przeciwko Moskwie i o niepodległość Ukrainy.
Mieliśmy już podobne sytuacje, choćby gdy prezydent Wiktor Juszczenko nadał Stepanowi Banderze tytuł Bohatera Ukrainy. W Polsce również wywołało to dyskusję, ale prezydent Lech Kaczyński nie zdecydował się wtedy na gesty, które mogłyby zaszkodzić relacjom polsko-ukraińskim. Dziś argumenty przemawiające za utrzymaniem bliskiej współpracy są równie aktualne.
Sam pan jednak podkreślał, że wielu Ukraińców niewiele wie o wydarzeniach na Wołyniu.
To prawda i jest to temat wymagający przepracowania. Taka dyskusja już się w Ukrainie toczy. Powstają publikacje, podcasty i materiały historyczne poruszające kwestie Wołynia. Trzeba jednak pamiętać, w jakich warunkach funkcjonuje dziś ukraińskie społeczeństwo.
Ludzie żyją pod ostrzałem, giną cywile, niszczone są domy. W takich realiach trudno oczekiwać, by debata historyczna była dla nich priorytetem. To nie oznacza, że temat nie istnieje, ale trzeba rozumieć kontekst wojny.
Myślę też, że ukraińskie władze nie przewidziały, że sprawa wywoła w Polsce aż tak silną reakcję. Tymczasem dla wielu Ukraińców symbole związane z UPA są przede wszystkim elementem narracji o walce o niepodległość państwa.
Jaka reakcja Polski byłaby więc adekwatna?
Uważam, że wystarczające było stanowisko polskiej ambasady, która jasno wskazała, że decyzja ta szkodzi relacjom polsko-ukraińskim i budzi w Polsce ból oraz sprzeciw. Taka reakcja była właściwa.
Niestety później sprawa zaczęła być wykorzystywana w polityce wewnętrznej.
Pojawiły się nawet propozycje zamknięcia hubu logistycznego w Jasionce.
To byłoby działanie skrajnie nieodpowiedzialne. Hub w Jasionce służy wspieraniu Ukrainy i wzmacnianiu bezpieczeństwa całej Europy. Ograniczanie jego funkcjonowania oznaczałoby działanie korzystne wyłącznie dla Rosji.
Przypomina mi się tutaj stanowisko Jerzego Giedroycia. Już w latach 60. podkreślał on, że emocjonalne spory o historię powinny pozostawić historykom, a Polska i Ukraina powinny za wszelką cenę szukać porozumienia. Gesty, które niszczą współpracę między naszymi narodami, przynoszą korzyści wyłącznie innym.