Siedziba Trybunału Konstytucyjnego/Autorstwa Adrian Grycuk - Praca własna, CC BY-SA 3.0 pl, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=46587030
Posłuchaj rozmowy Patryka Kubiaka z prof. Grażyną Skąpską.
Czy prezydent może wybierać, którego sędziego zaprzysięgnie
Od lat droga powołania sędziów do Trybunału Konstytucyjnego wyglądała – upraszczając – tak, że Sejm wybiera, a prezydent odbiera ślubowanie i wówczas sędzia staje się sędzią trybunału. Kością niezgody jest tym razem odpowiedź na pytanie: czy prezydent może odmówić zaprzysiężenia sędziego wybranego przez Sejm, czy nie? To jak to jest?
- Z wielkim zdziwieniem przeczytałam – bo nie wysłuchałam tej konferencji prasowej – wyjaśnienia pana Boguckiego, że prezydent musi zapoznać się z dokumentami, życiorysami oraz innymi elementami dorobku poszczególnych sędziów po to, żeby ich zaprosić do ślubowania. Otóż to jest sytuacja absolutnie sprzeczna z Konstytucją, a w szczególności z uprawnieniami prezydenta.
Prezydent nie ma zapoznawać się z życiorysami i osiągnięciami zawodowymi kandydatów na sędziów Trybunału Konstytucyjnego. On ma po prostu odebrać przysięgę. To wszystko, o czym wspomniano na tej konferencji prasowej (znam z doniesień prasowych, ale myślę, że właśnie tak to wyglądało) jest wykraczaniem poza kompetencje pana prezydenta. Takich kompetencji pan prezydent nie ma.
Wobec tego tłumaczenie, że do zaprzysiężenia zostało wybranych dwóch kandydatów, a właściwie już sędziów, bo zostali przecież wybrani przez Sejm, a pozostałej czwórki nie zaproszono, jest działaniem wykraczającym poza kompetencje, jakie przysługują panu prezydentowi. Jego kompetencją jest odebranie ślubowania.
To zresztą przypomina mi bardzo niechlubne praktyki dotyczące profesur, kiedy Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej nie wręczał nominacji profesorskich. W szczególności jest jedna taka profesura, która już bardzo długo czeka na zatwierdzenie, ponieważ prezydentowi nie podoba się dorobek tej osoby. Tymczasem prezydent nie ma oceniać dorobku. Podobnie tutaj: prezydent, historyk z wykształcenia, nie ma ani merytorycznych kompetencji, żeby oceniać karierę zawodową prawników, ani kompetencji konstytucyjnych innych niż odebranie ślubowania. To idzie więc w zupełnie poza konstytucyjnym kierunku.
Argument o kadencji prezydenta i ciągłości państwa
Zostańmy, pani profesor, przy tłumaczeniach pana Boguckiego. Bo one brzmią jeszcze tak: podczas jego kadencji wygasły mandaty dwójki sędziów i dlatego zaprzysiągł tę dwójkę – po prostu jeden za jednego. Podkreśla również, że po tym zaprzysiężeniu Trybunał może działać, bo 11 z 15 sędziów to wymagana prawem liczba, żeby rozpoznawać sprawy w czymś, co określa się prawnie pełnym składem. No to może, skoro Trybunał może działać, nie ma problemu?
- To są takie tłumaczenia, które w tej chwili wykraczają już w ogóle poza meritum tej sprawy i tej kwestii. To, że pan prezydent zaczął swoją kadencję określonego dnia, nie znaczy, że ma nie odbierać przysięgi od kandydatów, których miejsca zwolniły się przed objęciem przez niego urzędu.
Bo to chyba dotyczy kwestii ciągłości państwa mimo wszystko.
- To dotyczy kwestii ciągłości państwa, prestiżu instytucji, zaufania do państwa – tych wszystkich rzeczy, o których w tej chwili właściwie się nie mówi ani nie myśli.
Mogłabym dodać tutaj coś ze swojego doświadczenia socjologiczno-prawnego - Trybunał Konstytucyjny jest jedną z najważniejszych instytucji porządku konstytucyjnego w Polsce. To jest instytucja niesłychanie ważna, która pilnuje, żeby Konstytucja była przestrzegana. I koryguje ustawodawcę wtedy, kiedy ten wykracza poza uprawnienia konstytucyjne, łamie Konstytucję czy prawo.
Funkcja przewodniczącego Trybunału to bardzo prestiżowa rola. W każdym kraju przewodniczący TK, bądź sądu, jest postacią bardzo prestiżową. Tak też było to oceniane przez społeczeństwo polskie.
Odwołam się właśnie do tego doświadczenia socjologiczno-prawnego i do badań - jeszcze w latach 2007–2008 Trybunał Konstytucyjny należał do tych instytucji, które społeczeństwo polskie darzyło największym zaufaniem – obok Rzecznika Praw Obywatelskich i, uwaga, również obok sądów europejskich.
To zaufanie po prostu zniknęło. Dlaczego? Bo niszczono Trybunał, mianowano polityczne figury, a nie wybitnych prawników. Trybunał stracił co najmniej połowę tego zaufania, które miał. Co pokazuje, jak bardzo niszczycielskie są praktyki polegające na omijaniu, nieprzestrzeganiu, a przede wszystkim upolitycznianiu prawa i wszystkich procedur, które mają służyć temu, żeby prawo zachowało autonomię, a Konstytucja swoją wagę.
Czy Polaków jeszcze obchodzi Trybunał
To ja też się do pani doświadczenia naukowego odniosę. Wspomina pani o tym, jak Polacy oceniają Trybunał. Pytanie, czy w tym momencie w ogóle ich ten Trybunał obchodzi?
- Myślę, że dla większości populacji to chyba nie jest taka ważna sprawa. Tym niemniej są grupy społeczne, czy kategorie obywateli, dla których jest to sprawa bardzo ważna i którzy są bardzo zainteresowani, żeby instytucje, od których zależy funkcjonowanie państwa, porządku społecznego, a przede wszystkim przestrzeganie ich własnych praw obywatelskich, działały właściwie. Dla nich te instytucje są bardzo ważne.
Takimi grupami były na przykład kobiety, które demonstrowały bardzo masowo. Dla nich Trybunał Konstytucyjny był bardzo ważny wtedy, gdy wydawał dwa wyroki ograniczające ich prawa, dotyczące świadomego wyboru.
To pokazywało właśnie prestiż i moc trybunału.
- To pokazywało, że trybunał się liczy w opinii społecznej. Te wyroki nie były obojętne. One uderzały bezpośrednio w prawa obywatelskie, w tym wypadku prawa kobiet. I to spotkało się z masowym protestem. Było wtedy widać, że istnieją społeczne kategorie obywateli, dla których Trybunał Konstytucyjny i jego orzecznictwo są bardzo ważne.
Do takich kategorii należą wszyscy ci, którym nie jest obojętny porządek polityczny i ustrojowy w Polsce. To są wszystkie organizacje społeczeństwa obywatelskiego, czyli obywatele, którzy w sposób świadomy uczestniczą w procesach społecznych i domagają się przestrzegania prawa, Konstytucji oraz zachowania powagi instytucji państwowych.
Bardzo mi się nie podoba, że to wszystko staje się niepoważne. Osoby oraz instytucje reprezentujące najważniejsze w Polsce urzędy – na przykład prezydenta – zaczynają działać w sposób, który odbiera tym instytucjom powagę. (...). Taki ping-pong zaczyna tutaj się odbywać, jakaś zabawa.
Dystopijna, ale wyobrażalna logika selekcji
Cytat: „Proponuję, aby, idąc za światłym przykładem prezydenta Nawrockiego, który wybiera sobie sędziów trybunału, od których przyjmie ślubowanie, następny marszałek senior zrobił to samo po wyborach do Sejmu. Niech też wybierze sobie posłów, od których przyjmie ślubowanie”. To słowa mecenasa Marcina Matczaka. Dystopijna wizja, ale jednak wyobrażalna.
- To jest wizja wyobrażalna. Mamy już do czynienia z sytuacjami, których wcześniej sobie nie wyobrażaliśmy. I to się powtarza za każdym razem. Mówimy: nic gorszego już nie może być, albo nic bardziej śmiesznego, nic bardziej komicznego, bo to jest jakaś tragifarsa. A potem okazuje się, że jednak może być.
I prezydent nagle, niespodziewanie, wybiera sobie dwóch sędziów, którzy akurat nie reprezentują Koalicji Obywatelskiej, tylko byli wyznaczeni przez inne partie (to mógł być motyw ), innych nie wybiera. I jeszcze im grozi, że albo wybierze, albo nie wybierze. Wezwie ich na rozmowę... A cóż rozmowa z prezydentem ma wspólnego z kwalifikacjami prawniczymi osób, które zostały wybrane przez Sejm na sędziów Trybunału Konstytucyjnego?
Kruczki prawne i niebezpieczny precedens
A teraz, odstawiając socjologię trochę na bok, a zostając przy prawie: minister sprawiedliwości Waldemar Żurek podtrzymuje, że dopuszcza inne warianty złożenia ślubowania przez sędziów Trybunału. Według pana ministra przyrzeczenie wobec prezydenta niekoniecznie oznacza ślubowanie twarzą w twarz, a może oznaczać na przykład formę pisemną. Pani dopuszcza, podobnie jak Waldemar Żurek, takie warianty?
- Tutaj rzeczywiście przydałby się ktoś, kto ma duże doświadczenie praktyczno-prawnicze. Trudno mi, prawdę mówiąc, jednoznacznie się do tego ustosunkować. Pan minister Żurek jest prawnikiem naprawdę wielkiej rangi, więc prawdopodobnie wie, co mówi. Natomiast to jest dalszy ciąg tej niekończącej się historii przerzucania się rozmaitymi trikami.
No właśnie, kruczkami prawnymi, które na tym poziomie nie powinny jednak odgrywać znaczenia.
- Nie powinny w ogóle. Kruczki prawne są czymś niegodnym, niekoniecznie chwalebnym, a już na poziomie porządku ustrojowego nie powinny mieć miejsca. Bo jedna strona zastosuje kruczek prawny, druga sobie coś wymyśli – na przykład wystarczy odebrać ślubowanie tylko od dwóch sędziów, to już jest kolejny kruczek. I tak można w nieskończoność. Inwencja ludzka jest naprawdę bardzo duża, więc nie wiadomo, czego jeszcze mamy się spodziewać.
Tutaj powinny obowiązywać twarde procedury. One są i powinny być jasno zastosowane, bez żadnych kruczków. To poziom jakiejś sprawy o miedzę – tu można sobie próbować stosować kruczki, choć też nie jest to chwalebne postępowanie – ale na poziomie porządku ustrojowego państwa nie powinno mieć miejsca.
Przypomnę, że rozmawialiśmy o Trybunale Konstytucyjnym, o kolejnym rozdziale tego sporu wokół trybunału. Dwoje nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego przyjęło ślubowanie przed prezydentem Karolem Nawrockim. Czterech innych prezydent postanowił na razie nie zapraszać w ogóle…
- Na razie.