Zdjęcie ilustracyjne/ Fot. Pexels.
Czego dowiesz się z tej rozmowy?
- Jacek Prusak uważa, że procesu można było uniknąć, gdyby wcześniej doszło do bezpośrednich spotkań z osobami pokrzywdzonymi i przeprosin.
-
Spór prawny koncentruje się wokół interpretacji słowa „niezwłocznie” i momentu zgłoszenia spraw do organów ścigania.
-
Watykańskie wytyczne wskazują, że fundamentem działań powinny być przeprosiny, uznanie krzywdy i realne wsparcie ofiar.
-
Kościół nie jest instytucją wyjętą spod prawa i musi podlegać takim samym zasadom odpowiedzialności jak inne podmioty.
-
Transparentność jest warunkiem wiarygodności – zwłaszcza w diecezji o wysokim poziomie praktyk religijnych; jej brak może prowadzić do utraty zaufania młodszych pokoleń.
Posłuchaj rozmowy Piotra Łęgowskiego z Jackiem Prusakiem.
Wstrząsające jest to, że ani wyrok sądu, ani Watykan nie skłoniły biskupa Andrzeja Jeża do przeproszenia ofiar księży. Nie przekonała nawet biskupa kara (1000 złotych), która została nałożona pod koniec ubiegłego roku na diecezję za każdy dzień zwłoki. Dziś to już ponad 30 tysięcy złotych. Czy Kościół ma jakiś problemem problem z przeproszeniem ofiar?
- W tym wypadku biskup ma, bo gdyby spotkał się indywidualnie z każdą z tych poszkodowanych osób, zmieniłby narrację. Rozumiem, że tłumaczy się, że jeśli nie dostał orzeczenia o winie sprawcy, to osoba pokrzywdzona jest domniemaną osobą pokrzywdzoną. Ale to jest tłumaczenie czysto prawne i wysoce krzywdzące dla osób skrzywdzonych. Gdyby podszedł do tego po prostu po ludzku, spotkał się z taką osobą, nie czekając na werdykt sądu, tylko dając jej przestrzeń do tego, żeby opowiedziała o swojej krzywdzie, nie rozmawialibyśmy dzisiaj o tym problemie w ten sposób.
Uważa ksiądz, że musiało dojść do tego procesu? Mogło to wyglądać zupełnie inaczej?
- Oczywiście. Nie jestem prawnikiem, ale spór dotyczy jednego terminu, w którym biskup miał niezwłocznie po otrzymaniu informacji o przestępstwie zgłosić je do organów ścigania. Prawnicy kurii mają swoją interpretację tego, co to słowo ma oznaczać dla biskupa. Ale prawo kościelne nie stoi ponad prawem państwowym w tych kwestiach i mamy jasny przekaz także z Watykanu. Nie rozumiem, w jaki sposób można się zasłaniać argumentacją, że najpierw trzeba było dopełnić formalności kanonicznych, żeby uruchomić czynności cywilno-prawne. To niech się spierają prawnicy. Puenta jest taka: po co to interpretować? Lepiej zacząć działać niezwłocznie. To słowo oznacza to, co oznacza i tyle.
Wspomniał ksiądz o wytycznych Watykanu w kwestii postępowania wobec ofiar – są one jednoznaczne. Fundamentem polityki Kościoła powinny być przeprosiny, uznanie krzywdy i realne wsparcie ofiar, a nie symboliczne gesty.
- Tak jest. Tylko to stanowisko… Tu są jeszcze dwie problematyczne rzeczy. Jedną są wypowiedzi biskupa, do których ma prawo, bo zarzuty dotyczą jego zaniechań. Druga - lakoniczne i nieprecyzyjne wypowiedzi kurii tarnowskiej, które krytycznie oceniają sami prawnicy, także związani z Kościołem. Więc to nie do końca jest spójny przekaz.
Jeżeli nie będzie wrażliwości, to najlepsze przepisy nie zadziałają. Kuria tarnowska mówi, że nie tylko działa zgodnie z regułami prawa, ale także „biskup jest wrażliwy na te kwestie”. Myślę, że nie byłoby wątpliwości, gdyby doszło do spotkania biskupa z osobami poszkodowanymi. Nie byłoby tych pytań, nie byłoby dylematów i pewnie dzisiaj nie byłoby tego procesu.
Czy ten proces wyrządzi szkodę samemu Kościołowi?
- Kościół nie jest podmiotem wyjętym spod prawa, zwłaszcza jeśli mówimy o przestępstwach. Jeżeli złe rzeczy dzieją się w Kościele, nie mogą być traktowane według innych praw.
Oczywiście jest też pytanie, czy biskup zaniechał czynności, do których był zobligowany, czy nie. Nie jest pytanie tylko abstrakcyjne – przeniesienie duchownych z Polski do Ukrainy nie rozwiązało problemu wykorzystania osób małoletnich, tylko stworzyło kolejne okazje. Opóźnienie zgłoszenia zamknęło możliwość procedowania cywilnego, bo sprawy zostały przedawnione; jednak krzywdy nie można przedawnić. Wiemy, że dzisiaj w sądzie były osoby pokrzywdzone, które czekają na słowo "przepraszam". I nie rozumiem, dlaczego tak trudno je biskupowi Jeżowi powiedzieć.
Niczego biskupowi nie zarzucam, bo nie jestem sądem, ale nie rozumiem po prostu - tak po ludzku i po chrześcijańsku - dlaczego nie może przeprosić.
Słyszeliśmy słowa jednej z ofiar, były oczywiście poruszające. Może to jest początek jakiegoś katharsis?
- Trzeba pamiętać, że diecezja tarnowska to jedna z tych, w której jest największa liczby księży od wielu, wielu lat. I rozumiem, że dla biskupa Jeża - czy każdego biskupa w diecezji - kwestie problematycznych duchownych nie będą łatwe. Równocześnie jest to diecezja, w której mamy największą populację ludzi praktykujących (dominicantes). Jeśli Kościół nie będzie transparentny, to przestanie być wiarygodny. I myślę, bo to pokazują sytuacje innych diecezji w Polsce i innych miejsc na świecie, że nawet najbardziej religijne diecezje nie wytrzymały konfrontacji z systemowym brakiem transparentności Kościoła. Po prostu starsi umierali wierząc w nieskazitelność Kościoła, ale młodzi już nie wierzą. To także czeka diecezję tarnowską. Jeśli sobie z tym problemem nie poradzi w transparentny sposób - czego domaga się papież… To jest lekcja dla wszystkich, bez względu na to, jakim wynikiem zakończy się sam proces.