Zapis rozmowy Jacka Bańki z Pawłem Kowalem, jedynką na krakowskiej liście Koalicji Obywatelskiej w wyborach do Sejmu.
Małgorzata Kidawa-Błońska będzie kandydatką na premiera w przypadku wygranej bloku nieprawicowego. Dlaczego Koalicja Obywatelska powtarza pomysł, który kiedyś wykorzystało PiS?
- To nie jest odpowiedź na pana pytanie, ale ja mam wątpliwości co dzisiaj w Polsce jest prawicą. Gdzie szukać prawicy? W wypadku tego, czego można się spodziewać, kiedy wygrają partie PO, PSL i SLD, powstanie koalicja. Dla tej koalicji powinna być dobra kandydatura na premiera, łącząca wszystkie te wątki. Z tego punktu widzenia – choć sam o tym wcześniej nie wiedziałem – ta kandydatura jest dobra. To wskazuje na ponadpartyjność tego rządu, który powstanie. To nie będzie rząd PO i innych partii, ale coś więcej. Małgorzata Kidawa-Błońska wyrobiła sobie w polityce rzadką reputację osoby, które swoją postawą i kulturą potrafi połączyć różnych ludzi.
To ukłon w stronę środowisk liberalnych? To pytanie do konserwatysty.
- Nie wiem czy to ukłon w stosunku do jakiegoś środowiska. To nie jest układanie na wadze, że jeśli Małgorzata Kidawa-Błońska jest kandydatką na premiera to jest to bardziej liberalne rozwiązanie. Zdecydowała osobista postawa Kidawy-Błońskiej, która w trudnych momentach potrafiła powstrzymać się od ostrych słów i wznieść się ponad podziały. To ciekawa oferta dla ewentualnych koalicjantów. Ta kandydatura nie będzie traktowana jako partyjna. Kidawa-Błońska ma wielkie doświadczenie państwowe, osobiste.
Rodzinne…
- To dodatek. Nie chcę, żeby jej zasługi były przytłumione tym, że opowiemy sobie jej piękną, rodzinną historię. Trzeba podkreślać to, co ona sama osiągnęła.
Jak pan się będzie czuł w tej koalicji – o ile do niej dojdzie - z ugrupowaniami lewicowymi: SLD, Razem i Wiosną?
- Uporządkujmy dlaczego ja jestem tu gdzie jestem. Są zagrożenia dla demokratycznego systemu w Polsce. One wynikają z niechęci obozu władzy do pluralizmu, różnorodności, z chęci zawłaszczenia państwa. Wiemy z historii, że rozwiązaniem na to są szerokie koalicje. Takich koalicji, gdzie konserwatyści byli w jednym rządzie z lewicą, polityka włoska, francuska i niemiecka zna masę. W formie pytania może się to wydawać zaskakujące, ale to naturalna koalicja. W niektórych sprawach będę się zgadzał ze wszystkimi, w niektórych pewnie nie. To koszt szerokiej koalicji. Dorosła polityka musi to rozumieć.
Jak pan spogląda na krakowską listę Koalicji Obywatelskiej i niskie miejsca parlamentarzystów – posła Rasia czy Bogusława Sonika? Są to przedstawiciele konserwatywnej części PO.
- Mam doświadczenie w wyborach. Układ na liście to nie jest ranking. Dobrzy kandydaci potrafią się dostać z każdego miejsca. Ważne jest 1, 2 miejsce. Nie ma jednak prawidłowości, że numer 6 jest lepszy od 9 czy 11. Chyba że ktoś wierzy w numerologię. Nie traktuję tego jako gestu niechęci, preferowania innych. Ostatecznie decyduje w dużym stopniu partia. Ja jestem z boku. Zdecydowałem się pomóc. Nie chce wchodzić w rozgrywki partyjne. Jako politolog powiem tak, że nie ma prawidłowości mówiącej, że numer 4 jest lepsze od 9, a 9 od 17.
Przyjmie pan zaproszenie – o ile takie będzie- do debaty z Małgorzatą Wassermann?
- Tak. Ja w ogóle mam taką koncepcję, że powinniśmy dać przykład w Krakowie wyjątkowo merytorycznej kampanii. Chciałbym ostrej kampanii, ale merytorycznej, bez osobistych wycieczek. Na razie się to udaje. To też zasługa Małgorzaty Wassermann, nie tylko moja. Do debaty przyjmę zaproszenie. Apeluję, żeby dać przykład, żeby krakowska kampania była wzorcowa. Wyborcy lubią jak jest ostro, ale po kilku latach są tym znudzeni.
Małgorzata Wassermann mówi, że chętnie by pana zapytała jak się pan czuje na listach, na których jest także Stanisław Gawłowski.
- Mnie ze Stanisławem Gawłowskim nie różnią poglądy polityczne. Z tym nie mam problemu. Zawsze jest problem z kimś na liście. Pewnie Małgorzata Wassermann by znalazła na liście lub obok siebie kogoś takiego. Ja bym zapytał jak się Małgorzata Wassermann z Krystyną Pawłowicz? W każdej dużej partii znajdzie się ktoś, z kimś jest różnica poglądów. Ze Stanisławowem Gawłowskim tego nie mam.
Wiele wskazuje na to, że lokalną kampanię zdominują sprawy komunikacji i powietrza. Co pan zaproponuje krakowianom w debacie o tych problemach?
- Nie ma co wymyślać nowych rzeczy. Nie przychodzę po to, żeby się ścigać na oryginalne pomysły. Wiadomo co jest problemem w Krakowie. To powietrze i fakt, że dotychczasowe regulacje rządu są za mało skuteczne. Trzeba szukać z ekspertami rozwiązań, nie w polityce. Druga sprawa to komunikacja. Będę mówił w kampanii o zdrowiu. Chcę wykorzystać kampanię do czegoś dobrego, co dotyczy każdego obywatela. Tym powinno być zdrowie, szczególnie onkologia. Będę mówił jak źle jest w polityce zdrowotnej w dużych miastach. Brakuje karetek specjalistycznych. To oryginalne dla Krakowa? Nie. To problem Krakowa, Warszawy i każdego dużego miasta. O tym będę mówił. W tej sprawie można dużo ugrać, bez znaczenia kto wygra. Tyle jest obietnic, że nie będzie ich można wszystkich pominąć.
Wiele wskazuje na to, że podczas weekendowej konwencji PiS postawi nacisk na służbę zdrowia…
- Ścigają się z nami. Ja jednak taki wyścig dopuszczam. Jak jest wyścig o dobrą rzecz to podbieranie może mnie wkurzać, ale w kampanii warto wyznaczyć sobie dwa cele. Jeden to polityczny. Dla mnie to walka o pluralizm i o to, żeby system polityczny w Polsce się nie psuł. Drugi cel jest ludzki, żeby coś z tego zostało. Ja chcę uderzyć w sprawy ratownictwa medycznego, onkologii, chorób cywilizacyjnych. 2-3 tematy. Będę o tym mówił. Inni to podbiorą. Potem wszyscy o tym tyle powiedzą, że nikt się nie wycofa.
Powiedział pan, że rządowe programy dotyczące powietrza nie są wystarczające. Mamy program Czyste Powietrze...
- Ten program jest szczególnie krytykowany przez ekspertów, że jest mało efektywny.
Czyli jaka propozycja? Nowy program, czy zmiana?
- Może włączenie większej liczby gmin? Może jest zbyt duże terytorialne ograniczenie, które zmniejsza efektywność? Może tak trzeba iść. Może trzeba bardziej rekompensować tych, którzy coś zmieniają. Będę to konsultował z ekspertami.
Jak pan spogląda na Kraków? Od kilku dni mamy zakaz palenia węglem i drewnem. Jak powinna wyglądać egzekucja przepisów? Od razu surowo karać, czy na początku być pobłażliwym?
- Jakieś moratorium jest dobre. Trzeba dać czas ludziom, ale chcemy być efektywni. Będzie trzeba powiedzieć dość w jakimś momencie.
Czyli na początku pobłażliwie...
- To bardzo specjalistyczne pytania. To kwestia doświadczeń innych krajów, co przynosi najlepszy efekt. Czasem wydaje nam się, że ostre działanie przynosi efekt. Czasem efektywność zwiększa się przez motywację finansową, która bywa bardziej przekonująca dla kogoś niż kara.