Zdjęcie ilustracyjne, fot. Pixabay
1. Rośnie liczba wniosków o usunięcie treści z Google
Coraz więcej osób korzysta z prawa do bycia zapomnianym, chcąc chronić swój wizerunek przed hejtem i nieprawdziwymi informacjami w sieci.
2. Dwa oblicza internetu
Prof. Michał Ostrowicki wskazuje na różnicę między „twardym” internetem instytucji (banki, administracja, edukacja), który jest niezbędny, a przestrzenią mediów społecznościowych, podatną na dezinformację i treści generowane przez boty.
3️. Sztuczna inteligencja zmienia zasady gry
Upowszechnienie narzędzi AI sprawia, że coraz trudniej odróżnić treści autentyczne od wygenerowanych. Ekspert postuluje wprowadzenie systemów oznaczania materiałów tworzonych przez sztuczną inteligencję.
4️. Zapomnienie ma dwie strony
Choć osoby prywatne powinny mieć prawo do usuwania krzywdzących treści, całkowite zniknięcie z sieci oznacza także utratę części cyfrowej tożsamości i obecności w przestrzeni, w której dziś toczy się życie społeczne.
Czy to próba ochrony prywatności, ucieczka przed hejtem, a może reakcja na świat, w którym coraz trudniej odróżnić prawdę od treści generowanych przez sztuczną inteligencję? Zdaniem prof. Michała Ostrowickiego problem jest znacznie głębszy niż tylko kwestia reputacji.
Klikając po sieci, często nie wiemy już, co jest prawdziwe, a co fałszywe. Boty piszą teksty, tworzą muzykę, generują filmy. Zatraca się poczucie rozdzielenia między tym, co autentyczne, a tym, co wygenerowane
– zauważa filozof.
Twardy internet i „martwa” sieć
Ekspert zwraca uwagę na istotne rozróżnienie. Istnieje internet „twardy” – instytucjonalny, związany z bankowością, administracją, pracą, edukacją. To infrastruktura, bez której współczesne społeczeństwo nie jest w stanie funkcjonować. Ale obok niego istnieje drugi wymiar – świat mediów społecznościowych, viralowych treści i algorytmicznie podbijanych emocji.
Ten techniczny, zobowiązujący internet nie może zniknąć. Nie obudzimy się bez systemów, które pozwalają nam pracować czy realizować obowiązki. Problem dotyczy raczej tej drugiej warstwy, która bywa kreowana przez boty i intencjonalną dezinformację
– podkreśla Ostrowicki.
To właśnie w tej przestrzeni rodzi się potrzeba „cyfrowego wymazania”. Hejt, fałszywe informacje, zmanipulowane materiały – wszystko to wpływa na wizerunek osoby w sieci. A wizerunek internetowy coraz częściej decyduje o życiu zawodowym i społecznym.
Kto ma prawo do zapomnienia?
Czy jednak każdy powinien móc zniknąć z internetu? Filozof nie ma wątpliwości, że granice muszą istnieć.
Instytucje publiczne, które pełnią społeczną misję, nie mogą po prostu zniknąć z pamięci sieci. Natomiast zwykli obywatele mają prawo zgłosić wniosek o usunięcie linków, które ich dotyczą – zwłaszcza jeśli są to treści nieprawdziwe lub krzywdzące
– mówi.
Jednocześnie zwraca uwagę na paradoks. Całkowite wyjście z internetu oznacza inny rodzaj zapomnienia – społeczne wykluczenie z przestrzeni, w której dziś toczy się znaczna część życia. – „Nie da się tak do końca wyjść z sieci. To byłoby również zapomnienie przez duże Z – utrata pewnego wymiaru tożsamości” – dodaje.
Internet po ChatGPT
Przełomowym momentem w historii sieci było pojawienie się ogólnodostępnych narzędzi sztucznej inteligencji. Od tego czasu każdy może generować teksty, obrazy czy nagrania na niespotykaną wcześniej skalę. To zmienia naturę internetu.
Sztuczna inteligencja wprowadziła nową jakość. Każdy ma dostęp do narzędzi produkowania treści, których wcześniej nie było. To rodzi pytania o autentyczność i odpowiedzialność
– podkreśla Ostrowicki.
Jego zdaniem przyszłość sieci może zależeć od systemów identyfikujących, które treści są generowane przez AI, a które powstały w sposób tradycyjny. –
Potrzebujemy pogłębionej autoidentyfikacji treści. Oznaczenia materiałów jako wygenerowanych pozwoliłyby przywrócić równowagę między prawdą a fikcją
– proponuje.
Biblioteka czy żywy organizm?
Przez lata internet porównywano do nieograniczonej biblioteki wiedzy. Dziś ta metafora wydaje się niewystarczająca.
Biblioteka nie jest interaktywna. Internet jest responsywny, reaguje, współtworzy z nami rzeczywistość. To raczej współistnienie z pewnym organizmem niż sięganie po książkę
– mówi filozof.
Czy powinniśmy patrzeć w przyszłość z optymizmem? Ostrowicki zachowuje ostrożność.
Pewien niepokój jest uzasadniony. Pojawia się konkurencja w sferze intelektualnej. Trzeba się temu przyglądać – póki jeszcze możemy
– podsumowuje.
Prawo do bycia zapomnianym nie jest więc wyłącznie prawnym instrumentem. To symptom większej zmiany. Internet nie jest już tylko archiwum informacji. Stał się przestrzenią walki o tożsamość, wiarygodność i kontrolę nad własnym istnieniem w świecie cyfrowym. A pytanie nie brzmi już tylko: kto ma prawo zniknąć? Coraz częściej pytamy: kto w ogóle zachowa w sieci realną obecność.