Spór o kompetencje
Projekt zmian dotyczy wszystkich parków narodowych, ale w praktyce chodzi przede wszystkim o doświadczenia Tatrzańskiego Parku Narodowego. Obecnie straż parku może działać wyłącznie na terenie parku. Rząd chce, by w wyjątkowych sytuacjach - np. przy problemowych niedźwiedziach - mogła interweniować także poza jego granicami.
To odpowiedź na sytuacje z Bieszczadów. W ubiegłe wakacje głośno było o niedźwiedziu podchodzącym pod zabudowania w Cisnej. Pojawiła się nawet decyzja o odstrzale. Po protestach przyrodników rozważano relokację zwierzęcia w Tatry, ale pomysł ten budził wątpliwości - nie wiadomo, jak na „nowych” osobników zareagowałyby niedźwiedzie tatrzańskie i jak wyglądałoby to w rejonie o największym w Polsce natężeniu ruchu turystycznego.
Ostatecznie zaproponowano inne rozwiązanie: by tatrzańska grupa interwencyjna, mająca wieloletnie doświadczenie w pracy z niedźwiedziami, szkoliła i wspierała działania w Bieszczadach. Do tego potrzebna jest jednak zmiana prawa.
Część polityków uważa, że nowe kompetencje nie są konieczne, bo interweniować mogą służby podległe MSWiA. Przyrodnicy odpowiadają wprost: służby mundurowe mają doświadczenie w wielu sytuacjach kryzysowych, ale nie w pracy z dzikimi zwierzętami i w ochronie przyrody. A to wymaga specjalistycznej wiedzy.
Model z Tatr
W Tatrach od przełomu XX i XXI wieku prowadzony jest systematyczny program ochrony niedźwiedzia brunatnego. Na jego czele stanął Filip Zięba, dziś wicedyrektor TPN. Program przyniósł wymierne efekty - po polskiej stronie Tatr od lat nie dochodzi do poważnych konfliktów z tymi zwierzętami.
Model z Tatr opiera się na konsekwentnym odstraszaniu, a nie eliminowaniu niedźwiedzi. Gdy zwierzę zaczyna zbliżać się do ludzi, strażnicy używają broni gładkolufowej z gumowymi kulami. Strzał nie rani, ale skutecznie zniechęca i uczy, że okolice zabudowań to złe miejsce.
Równolegle usuwa się to, co przyciąga niedźwiedzie - otwarte śmietniki i łatwo dostępne jedzenie. Schroniska zabezpieczono pastuchami elektrycznymi, które odstraszają, nie wyrządzając krzywdy. Uzupełnieniem jest edukacja turystów: zakaz dokarmiania, dystans przy fotografowaniu, brak prowokowania spotkań. Kluczowa jest szybka reakcja i systematyczność działań.
Kampania „Niedźwiedź to nie miś” miała przypominać, że to dzikie, silne zwierzę, a nie pluszowa maskotka. Niedźwiedzi nie wolno dokarmiać, do zdjęć należy podchodzić z dużego dystansu, a prowokowanie spotkań może skończyć się niebezpiecznie.
Kluczowa jest konsekwencja – szybka reakcja patrolu interwencyjnego, który pojawia się w miejscu, gdzie zwierzę zaczyna zbliżać się do ludzi, i skutecznie je odstrasza.
Czy to zadziała w Bieszczadach?
Bieszczady to obszar wielokrotnie większy niż Tatrzański Park Narodowy. Jednak - jak podkreślał Bartłomiej Kuraś - sam rozmiar terenu nie musi być największym problemem. Ważniejsza jest liczba niedźwiedzi i organizacja działań.
Pomysł zakłada, że tatrzańska grupa interwencyjna działałaby doraźnie w Bieszczadach, a równolegle szkoliła lokalne zespoły. Docelowo w regionie miałaby powstać stała, wyspecjalizowana formacja.
Problem w tym, że wiosna nie poczeka na zakończenie sejmowych sporów. To właśnie po wyjściu z gawr niedźwiedzie są najbardziej aktywne. Niedźwiedzice wyprowadzają młode i w ich obronie potrafią być agresywne. Jeśli w tym czasie zabraknie sprawnych mechanizmów reagowania, może dojść do niebezpiecznych sytuacji - a w ostateczności do decyzji o odstrzale.
Takie przypadki zdarzają się już po słowackiej stronie granicy. Często chodzi o te same osobniki, przemieszczające się w rejonie pogranicza.
Wszystko wskazuje na to, że tej wiosny niedźwiedzie obudzą się jeszcze w „starym” stanie prawnym. Czy politycy zdążą z nowelizacją przed kolejnym sezonem konfliktów człowiek–dzika przyroda? Na razie odpowiedzi brak.