Odłóżmy scenariusze szpiegowskie na półkę z thrillerami. Sprawdziliśmy to zdjęcie przez różne narzędzia do wykrywania sztucznej inteligencji. Jest surowe, autentyczne, żadne AI czy fotomontaż. Odwrócone wyszukiwanie grafiki w wyszukiwarce nie daje także wyników wcześniejszych niż wtorkowa noc. To, co widać to efekt, to nie jest efekt pracy piły, ale brutalna siła fizyki.
⚠️W sieci pojawiły się już pierwsze zdjęcia z miejsca w którym doszło do wykolejenia drugiej jednostki pociągu 23321 na szlaku Miechów-Słomniki przed przystankiem osobowym Smroków‼️ pic.twitter.com/teS23hLLEq
— Bezpieczna Kolej🚆 (@Bezpieczna_Kol) January 20, 2026
Wyobraźmy sobie, że te szyny to tacy bardzo sztywni goście, którzy organicznie nienawidzą zimna. Gdy temperatura spada, stal zaczyna się kruszyć. Nasze tory to tak zwane bezstykowce, czyli jeden długi, zespawany ciąg, ta szyna nie ma jak odsapnąć. Robi się niesamowicie napięta.
Część internautów podkreśla, że na zdjęciach brakuje sporego fragmentu toru. Mróz to jednak nie jest czarodziej, który sprawia, że szyna znika. Tu wchodzi fizyka. Żeby to wytłumaczyć, trzeba sięgnąć do profesjonalnych opracowań dla kolejarzy. Co tam się znajduje? W popularnej szynie typu 60E1 każdy stopień mrozu generuje siłę półtorej tony. Jeśli mamy nagły spadek temperatury, szyna ciągnie siłę kilkudziesięciu ton. Wystarczy niewielka wada, pęknięcie wielkości włosa i szyna mówi pas. Pęka z hukiem, który słychać w całej okolicy. Przez te gigantyczne naprężenia końce po prostu odskakują od siebie jak zerwana gumka recepturka.
Komisja Kolejowa, która badała sprawę wykolejenia pociągu, nie stwierdziła ingerencji zewnętrznej. Według służb przyczyną wykolejenia było naturalne uszkodzenie szyny. Więc zanim zaczniemy szukać szpiegów w internecie, sprawdźmy termometr. To nie sabotaż, to fizyka w czystym, ale mroźnym wydaniu.