Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z senatorem PiS, Markiem Pękiem.
Nad ranem zakończono gaszenie katedry Notre Dame. Wydawałoby się, że do takiego pożaru nie ma prawa dojść. Premier Morawiecki zapowiedział, że tak jak Warszawę odbudowaliśmy z ruin sami, tak katedrę odbudujemy wszyscy razem, jako Europejczycy. „To wspaniały symbol Paryża, dziedzictwo Europy” - pisał premier. Dziedzictwo chrześcijaństwa także?
- To wydarzenie o ogromnym ciężarze symbolicznym. To apokaliptyczne. Po pierwszym, emocjonalnym wydźwięku, trzeba stanąć na wysokości zadania. Francja i Europa musi podjąć próbę odbudowy tej katedry. Znajdą się na to środki. Chrześcijaństwo zawsze podnosi się ze zgliszcz. Jest nadzieja, odbudowa, zmartwychwstanie. Jest tu symbolika. To pytanie, czy dzisiejszej Europie, Francji starczy siły ducha, żeby odbudować nie tylko tę świątynię, ale też wrócić do korzeni chrześcijańskich Europy.
Chrześcijanie wpisują to, co się wydarzyło w szerszy kontekst. W marcu płonęła inna ważna paryska świątynia. To pytanie, jaka jest kondycja chrześcijaństwa, chociaż nie przesądzamy jak doszło do wczorajszego pożaru.
- Tak. Te przyczyny muszą ustalić fachowcy. Mi się nie mieści w głowie, że taki zabytek ot tak może się spalić. Są technologie antypożarowe. Ta świątynia od lat była zaniedbana. Obecny remont nadrabiał zaległość, ale nie zdążono. Ja myślę, że to pytanie, w jakim miejscu jest współczesna Europa. Ta filozofia państwa laickiego, wielokulturowego, które ma być otwarte. W Europie z większą niechęcią taktuje się chrześcijan. Jest agresja religijna, ataki na miejsca święte. Musimy się zastanowić, czy to Europa naszych marzeń. Ogromną rolę do odegrania ma tutaj Polska, jako państwo, gdzie chrześcijaństwo żyje i kształtuje moralność.
Dziś 9 dzień strajku nauczycieli i drugi dzień zmagań ósmoklasistów. Wierzy pan, że ten strajk może się zakończyć przed świętami?
- Wierzyć mogę, ale ja nie mam wpływu na to. Mam ogromne obawy jeśli chodzi o tych, którzy strajkiem dowodzą. Pan Broniarz działa od początku po to, żeby wzmocnić kochanego pana Grzegorza, jak sam mówił. Stosunek nauczycieli zwykłych do tego strajku jest inny. Jest sytuacją komplikującą ten strajk, że nasila się napięcie między uczniami, nauczycielami i rodzicami. Wiadomo, że jeśli eskalacja pójdzie w tę stronę, będzie się to komplikowało. Do rozmów trzeba wrócić. Jest propozycja rządu.
Właśnie. Propozycja premiera mówi o okrągłym stole po Wielkanocy. Szef ZNP Sławomir Broniarz mówi, żeby rozmowy zacząć przed świętami, załatwić sprawy płacowe, a po świętach kontynuować rozmowy na temat zmian w szkołach.
- To stara śpiewka pana Broniarza. On nic nie zmienił od pozycji wyjściowej. Interesuje go tylko jedna opcja. Jak ma być kompromis, muszą być ustępstwa z obu tron. Rozmowa przed świętami nie rozwiąże gruntownie problemu. Jeśli doszło do tak poważnego sporu wokół oświaty, trzeba o niej rozmawiać całościowo. Nie tylko zarobki są problemem edukacji.
Kto powinie prowadzić rozmowy? Premier Morawiecki, który okrągły stół zaproponował, Brata Szydło, która do tej pory rozmawiała ze związkowcami? Może Jarosław Gowin, który wczoraj zadeklarował gotowość do włączenia się do tych rozmów?
- To kwestia techniczna. W tym momencie twarzą rządu w tym sporze jest premier Beata Szydło. To polityk o wielkim doświadczeniu, charyzmie. To wicepremier ds. społecznych. Zna tematykę. Ważne, żeby rozmawiał rząd i nauczyciele.
Wicepremier Szydło w TVN24 powiedziała, że do tych rozmów powinni usiąść wszyscy, także opozycja. Wyobraża sobie pan, że przedstawiciele najważniejszych ugrupowań opozycyjnych usiądą przy stole oświaty?
- W Wielkim Tygodniu jestem w stanie sobie to wyobrazić i sobie tego życzyć. Taka debata powinna być całościowa. Całe środowisko polityczne powinno brać w tym udział. Doświadczenie od 3,5 roku pokazuje, że opozycja jest totalna. Trudno spodziewać się konstruktywnych działań.
Wczoraj premier Morawiecki przedstawił projekt zmian w Otwartych Funduszach Emerytalnych. W 20. rocznicę uruchomienia OFE premier zapowiedział pogrzebanie tego systemu?
- OFE nie ma dobrej historii i skojarzeń. To system, który Polakowi kojarzy się z tym, że raz na czas dostaje odcinki, ile środków zgromadził. To mgliste.
Reklamy 20 lat temu obiecywały piękną emeryturę.
- Reklamy obiecywały piękną przyszłość, ale marketing nie zawsze się sprawdza. Potem było łatanie dziury budżetowej środkami z OFE. Pobłogosławił to TK. Chodzi o przywrócenie sensu temu systemowi. Przywrócimy go przesądzając, że to środki prywatne. One trafią na konta Polaków. Polacy będą się bogacili, będą mieli kontrolę. To odroczona próba prywatyzacji tych środków. Nie wszystkich. Część ma zasilić system ubezpieczeń społecznych. Jest nadzieja, że ten system zacznie służyć Polakom.
Krytykuje pan to, co poprzednicy zrobili z OFE, ale tego dzieła demontażu premier Morawiecki nie dokończy? Nawet jeśli mówi, że 100% środków zostanie oddane Polakom, to zostanie oddane na konto ZUS lub na indywidualne konta emerytalne. Ta druga opcja jest obaczona 15% opłatą przekształceniową, którą niektórzy nazywają już podatkiem Morawieckiego.
- Jest tu manipulacja. Wcześniejszy system OFE przewidywał taką opłatę i to wyższą. Musi być równość między podmiotami. Emeryci też płacą podatek. Teraz te środki mają trafić do portfeli Polaków. Polacy będą się mogli bogacić. To kolejny punkt naszego programu społecznego, który cechuje się tym, że Polacy mają poczuć owoce wzrostu gospodarczego w swoich portfelach.
Trwa kampania przed wyborami do Parlamentu Europejskiego. Pan nie startuje, ale uczestniczy w spotkaniach. Mieszkańcy Małopolski pytają państwa o wprowadzenie euro?
- Ta kampania od początku przez PiS jest tak pomyślana, żeby się przewijały wątki europejskie i krajowe. Sprawy europejskie wiążą się z krajowymi. Euro działa na wyobraźnię Polaków, którzy byli zagranicą i to widzieli. Ze strefą euro jest różnie. Na niej korzystają głównie Niemcy. To wzmacnia gospodarkę niemiecką. Nie przysłuży się to wszystkim. Polacy widzą, że UE to różnorodna rzeczywistość. Jedne instrumenty służą jednym, innym szkodzą. W UE każde państwo musi zabiegać o swoje interesy.
Dzisiaj z pierwszej strony Rzeczpospolitej apelują dziennikarze i redaktor naczelny, żeby nas nie straszyć euro, bo do przyjęcia euro się zobowiązaliśmy. Nie należy rozpocząć tej trudnej debaty?
- Nikt nikogo nie straszy. Debata ma być racjonalna, oparta o wskaźniki ekonomiczne. To nie jest ideologia. Nie określiliśmy terminu kiedy to zobowiązanie zrealizujemy. Mamy to zrobić, gdy się to będzie opłacało nam i Europie. Póki co strefa euro jest w kryzysie. Polska się rozwija, bo w niej nie jest. Trzeba to kontynuować. Do tej dyskusji wrócimy gdy Europa wyjdzie z kryzysu.