Zapis rozmowy z senatorem-elektem PiS, wicemarszałkiem Senatu mijającej kadencji, Markiem Pękiem.
Do 16:00 we wtorek wpłynęło 55 protestów wyborczych. Nie wiemy, czy nie będzie ich więcej, bo czas był do północy, żeby do Sądu Najwyższego protesty zgłaszać. To tam rozstrzygnie się przyszłość Senatu i ostateczny kształt większości w tej izbie?
- Nie. Przyszłość Senatu rozstrzygnie się na sali senackiej, na pierwszym posiedzeniu nowej kadencji, gdy wybierzemy marszałka i prezydium. Wtedy zobaczymy układ sił. Na dzisiaj – patrząc na komitety wyborcze – zwycięzcą jest PiS. Mamy 48 senatorów. Po drugiej stronie jest 52 senatorów z kilku komitetów wyborczych i czworo senatorów niezależnych, którzy kiedyś byli w PO, teraz nie są, PO się ich wstydziła, były konflikty. Sytuacja jest otwarta. Wszystkie scenariusze są możliwe. Zobaczymy, kto zapewni sobie większość. Wracając do protestów, nie jest to nadzwyczajne. Patrzyłem na statystyki przy poprzednich wyborach. Średniej nie przekraczamy. Mieścimy się w granicach. To normalna instytucja wyborcza. Rozstrzygnie protest niezawisły sąd.
Przyzna pan, że niezwykłe jest to, iż w obliczu tego układu sił, które przyniosło rozstrzygnięcie wyborcze, jakakolwiek zmiana dwóch osób, może zmienić układ sił w Senacie. Z tej perspektywy pytanie o protesty staje się istotne. Lider KO Grzegorz Schetyna mówi, że demokracja i zasady są w Polsce zagrożone. Komentując decyzję o państwa protestach mówił, że mamy do czynienia z podważaniem wyników wyborów do Senatu. Potem Koalicja Obywatelska sama złożyła trzy protesty.
- Właśnie. Miałem to powiedzieć. Grzegorz Schetyna przedwczoraj mówił, że demokracja jest łamana, wczoraj w pośpiechu sam składał serię protestów. Co ciekawe, nie składa protestów dotyczących wyborów do Sejmu, gdzie PO bez wątpienia przegrała. Wracając do układu sił, tak zwany pakt senacki doprowadził w większości okręgów do plebiscytu PiS-antyPiS. Jestem tym zasmucony. To delikatnie mówiąc duże uproszczenie. Pod szyldami kilku komitetów jest jeden kandydat. Czym się mogli kierować wyborcy? Nie było propozycji programowych. Na kandydatów paktu senackiego głosowali ci, którzy nie chcieli głosować na PiS. Trzeba teraz z tego wybrnąć. Musi się ukonstytuować faktyczna większość w Senacie, oparta na programie. Pakt senacki trzeszczy. Słyszę z rozmów, że jest kilku chętnych na stanowisko marszałka, są targi. Tak będzie przez 4 lata to wyglądało. To nie jest jednorodna struktura. Z drugiej strony jest PiS. Jest program, liderzy. Marszałek Karczewski znowu jest naszym kandydatem na marszałka. Jakby ta większość się ukonstytuowała, ona chce wspierać rząd wyłoniony przez mechanizmy konstytucyjne. Wygraliśmy wybory w Sejmie.
Koalicja Obywatelska zarzuca państwu, że niewielka różnica między kandydatami to niewystarczający powód, żeby domagać się ponownego przeliczenia głosów. Nie niepokoi pana postanowienie Sądu Najwyższego z 2005 roku, które jest teraz szeroko przywoływane, które mówiło, że Sąd Najwyższy nie dokonuje ponownego przeliczenia głosów, jeśli wnoszący protest nie uprawdopodobnił zarzutów dotyczących błędnego ustalenia wyniku głosowania?
- Tak, ale tu nie chodzi tylko o to, że w jednym czy drugim okręgu jest niewielka różnica, ale o to, że równocześnie jest bardzo wysoki procent głosów nieważnych. Tu jasny i logiczny jest wniosek, że taka skala głosów nieważnych mogła mieć wpływ na wynik wyborczy. Trzeba to zbadać i popatrzeć na karty. Jeśli nagminnie innym długopisem jest dopisany drugi krzyżyk, jak tego nie traktować jako fałszowanie wyborów? Poczekajmy na sąd. Protesty są w rękach niezawisłego sądu. Sędziowie orzekną to, co będą uważali. My używamy jednej z klasycznych instytucji prawa wyborczego. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego.
Jak pan się odnosi do obaw, które mówią, że skoro nowa izba kontroli nadzwyczajnej i spraw publicznych, która będzie rozpatrywać protesty w Sądzie Najwyższym, została powołana w toku reformy SN w 2018 roku, to trzeba szczególnie uważnie patrzeć sędziom na ręce i konieczne jest, żeby międzynarodowi obserwatorzy uczestniczyli w procesie ponownego przeliczania głosów, jeśli o takim sędziowie zadecydują?
- Jest to działanie szkodliwe, charakterystyczne dla opozycji. Oni kwestionują legalność demokratycznych władz państwa. Sejm jest od tworzenia ustaw, regulowania ustroju sądów. Na żadnym etapie naszej reformy nie odebrano tego podstawowego atrybutu sędziowskiego, jakim jest niezawisłość. Protestował już jeden z sędziów, żeby tak sprawy nie przedstawiać. PO ma taką manierę, w której, gdy ona protestuje i sięga po instrumenty prawne, to jest to uzasadnione. Gdy robi to PiS, wtedy jest atmosfera naruszania suwerenności. To polityczna moralność Kalego. Patrzymy na to krytycznie. Spodziewam się, że Senat w rękach opozycji będzie kolejnym instrumentem tworzenia w Polsce atmosfery zagrożenia, mówienia o Polsce, której nie ma, w której jest kryzys praworządności i demokracji.
12 listopada okaże się, jaki jest układ sił w Senacie. Zakłada pan, że zmiany są możliwe, jeśli chodzi o preferencje wyborcze senatorów niezależnych? Sięgam do wypowiedzi senatora Jana Filipa Libickiego, który lata temu był związany z PiS, potem z PO, teraz z PSL. On mówi, że nie ukrywa, iż osoby związane z PiS próbowały zabiegać o kontakt z nim.
- Tak. Senator Libicki, z którym wczoraj rozmawiałem w Polsacie, jest szczery do bólu. On był w tylu partiach, że nic go nie zaskoczy. Taka jest polityka. Rozmowy zawsze trwają. Nic nie jest wykluczone. Podstawowym kryterium naszych rozmów jest to, że my chcemy, żeby Senat nie był kijem w szprychy polskiego rządu i większości sejmowej. To ma kluczowe znaczenie. Z tej większości wynika rząd. To najważniejsza polityka. Senat jest troszkę dalej. Taka jest nasza pozycja. Nie chcemy, żeby Senat stał się kolejnym ogniwem totalnej walki z demokratycznym rządem. To może być kolejne ogniwo „zagranicy”. Pozycja marszałka Senatu jest bardzo wysoka. To trzecia osoba w państwie, spotyka się z wieloma osobami na świecie. Jeśli przyszły marszałek będzie się zajmował głównie waleniem w polski rząd, będzie to szkodliwe dla Polski. Nie przyniesie to pozytywnych efektów.
Jedno jest pewne. Senat po tych wyborach jest na czołówkach gazet i pewnie będzie jeszcze tak długo.
- Potwierdzam. Zaproszeń medialnych senatorowie mają ostatnio coraz więcej.