Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z kandydatem Koalicji Obywatelskiej na prezydenta Nowego Sącza, Leszkiem Zegzdą.
Kiedy widział pan w weekend gwałtowne sceny z Marszu Równości i kontrdemonstracji w Lublinie to wyobraża pan sobie podobne zgromadzenie w Nowym Sączu?
- Nie chciałbym takich konfliktów. To bez sensu. Jednak nakręcanie spirali wydarzenia, bo kilkaset osób chce iść z flagami tęczowymi? Niech idą. Nie róbmy z tego cudowania. To nie jest moja bajka, ale demokracja ma to do siebie, że tacy ludzie też są. To wywołuje emocje. Zadaniem samorządu jest studzenie emocji, nie kreowanie podziałów społecznych i politycznych. Jest taka grupa, mają inicjatywę. Nie trzeba robić dymu.
Nie przekonuje pana argument prezydenta Lublina, związanego z PO? Te obawy nieco się potwierdziły. On zabronił organizacji manifestacji i kontrmanifestacji w trosce o bezpieczeństwo uczestników.
- Mam przyjaciół w Lublinie. Oni mówili, że na początku chciało iść kilkadziesiąt osób. Jak się zaczęły te przepychanki to ludzie spod tęczowej flagi zaczęli napływać z całej Polski. Media to podkręciły. To nie ma wielkiego odbioru społecznego. To wzbudza jednak emocje. Jeśli unikniemy emocji to dobrze. Ja bym ich przekonywał, żeby tego nie robili. To powoduje, że druga strona zaczyna reagować. Po co to komu? Lepiej się po cichu tolerować.
Czyli jako prezydent Nowego Sącza Marszu Równości pan by nie zabraniał, żeby nie robić reklamy zgromadzeniu?
- Tak. Po co to komu?
„Rząd PiS będzie współpracował ze wszystkimi samorządami, bez względu na to kto wygra” - deklaruje w Rzeczpospolitej Marszałek Senatu Stanisław Karczewski. Uspokaja pana ta deklaracja?
- Innej deklaracji być nie może. To paranoja, że kandydaci PiS mówią, że oni dostaną pieniądze. Państwo tak nie działa. Są reguły. Wiem, jak to działa. Jestem w zarządzie województwa. Raz za razem są dofinansowania, nikt nie pyta kto skąd jest. Jest ocena, punktacja. Jak jest dobry wniosek to zostanie zrealizowany. Takie są zasady. Państwo, które deklaruje, że wesprze kogoś politycznie w samorządzie to nieporozumienie.
Prezes PiS w czasie wizyty w Gorlicach wrócił d wątku synergii między szczeblami władzy i potrzebie konsolidacji społeczeństwa wokół wartości. Przekonuje pana taki dyskurs, żeby wartości patriotyczne miały konsolidować samorząd – bez znaczenia na partyjne barwy - z rządem?
- Nie ma w życiu człowieka funkcjonowania bez wartości. Pytanie jest o wartości i ich postrzeganie. Co to znaczy patriotyzm w wolnym państwie? Jeśli chodzi o hasła: człowieczeństwo, patriotyzm, wiara, solidarność to wszyscy podobnie myślimy. Jak wejdziemy w opis tego na czym nam zależy, są różnice. Nie chcę się odnosić. Mówimy o samorządzie, nie wielkiej polityce. Nie podoba mi się polityka konfrontacji, zderzania, dyskredytowania innych, którzy tworzą wolną Polskę. Nie podoba mi się to. Dla mnie to nie jest patriotyzm. Te 30 lat to rozwój, wejście do UE. Widać to na ulicach. Polityka konfrontacji mi się nie podoba.
Pan podkreśla swoje doświadczenie samorządowca. Był pan trzy kadencje wiceprezydentem Nowego Sącza, potem był pan związany od 2002 roku z samorządem wojewódzkim. Startuje pan jednak jako kandydat Koalicji Obywatelskiej, jest pan związany z PO. Jak pan chce przekonać nieprzekonanych, że jako dla prezydenta szyld partyjny nie odegra dla pana roli?
- Jestem samorządowcem, nie politykiem. Powtarzam to. Przez 28 lat współpracowałem z różnymi ludźmi. Warto zapytać wójtów, burmistrzów i innych samorządowców z Sądecczyzny, Gorlic, Limanowej. Ja dyskutuję o różnych tematach, ale mam na względzie inwestycje i konkrety w gminach - chodniki, oświetlenie, szkoły.
Nigdy polityka się w tym nie pojawiała?
- Ciągle jest obecna, ale jestem samorządowcem. Mam swoje poglądy, ale jestem człowiekiem, który chce łączyć. Ja nie tworzę konfliktów. Unikam ich. Czasem mnie napadają i muszę się odnieść. Mnie wielka polityka nie interesuje. Chodzi o załatwianie spraw. Wszystkich moich kolegów z PiS zapraszam do współpracy. Oni na to pozytywnie pewnie odpowiedzą. Pewna grupa będzie kontestowała, ale większość będzie współpracowała. Większość ludzi z PiS to moi koledzy z AWS, Komitetu Obywatelskiego. My byliśmy w jednym miejscu. Potem warszawska polityka nas podzieliła.
Wielka polityka was podzieliła, ale nie mam wrażenia, żeby samorząd mógł was połączyć.
- Dlaczego? W Sejmiku czasem były spory, ale współpracowaliśmy dosyć harmonijnie z PiS. Dlaczego nie może tak być w Nowym Sączu?
Kiedy patrzy się z oddali na Nowy Sącz i bez znajomości sądeckich spraw, można przypuszczać, że pojedynek rozegra się między PiS-em i antyPiS-em: Iwoną Mularczyk i panem. Kiedy popatrzymy bliżej, sprawa staje się skomplikowana. O względy elektoratu PiS zabiega aż czworo kandydatów. Jak pan widzi swoją receptę na sukces? Może ta czwórka ułatwiła panu zadanie?
- Patrzę bez zaangażowania, ale trudno. Zastanawiam się co wygra w Nowym Sączu. Kompetencja i dyskusja, czy szyld i nazwisko? Moja konkurentka, przy szacunku dla niej, jakimi walorami poza szyldem dysponuje? Nie znajdziemy tego. Znane nazwisko posła jest. To żona posła. Do tego szyld. Jeśli to by miało wygrać to meritum nie liczy się. To ciekawa obserwacja. Czy mi to ułatwi? Nie wiem. Konkurencja jest duża. Jest siedmiu kandydatów. Ilość bilbordów jednego kandydata jest niewyobrażalna.
Jak ten fenomen sądecki tłumaczyć? Wiele osób zadaje sobie pytanie dlaczego tam temperatura kampanii jest tak duża, że na poziomie bilbordów jest wielkie szaleństwo?
- Źródłem jest sytuacja w PiS, które miało w Nowym Sączu duże poparcie, ale jest tak podzielony, że jest walka osobista. Poza tym jeden kandydat nie wiem skąd ma środki, ale one są gigantyczne. To nakręca spiralę. Mnie ludzie atakowali, że mnie nie widać. Teraz mnie widać, ale przy konkurencji wysiadam. Jest granica środków finansowych.
Ktokolwiek wyborów by nie wygrał, będzie się musiał zmierzyć z pewnym zadaniem. Skala politycznych emocji rośnie, dochodzi do rękoczynów w programach telewizyjnych. Pan mówi o budowaniu mostów – dosłownie i w przenośni. Jak te podziały w Polsce samorządowej zasypać?
- Najważniejsze wyzwanie w samorządzie to budowanie mostów zgody. Samorząd to miejsce konkretne. Tam ludzie chodzą do szkoły, na basen, na boisko, po chodniku. Trzeba przebić kanalizację. W moim programie jest wiele działań, które nie mają nic wspólnego z dużą polityką. To złota rączka dla seniorów, wytchnienie dla niesamodzielnych, 500 złotych na niepełnosprawne dzieci. Tak się to buduje. Myślę o słabszych, dzieciach, sporcie powszechnym. To jest budowanie wspólnoty. To misja i zadanie. Rozmowa, kształtowanie postaw, bycie ze sobą, pomaganie. W ten sposób przełamuje się uprzedzenia. To ciekawa konstatacja. Ciężko jest zaprosić na herbatę osobę z przeciwnego obozu politycznego. To absurd. Jak się wypije herbatę, podziały słabną, nie ma niechęci. Dlatego w partiach są sekty, żeby tylko siebie nakręcać, nie mieć kontaktu z konkurentem, bo morale osłabnie.
Dzisiaj poznamy drugiego w historii laureata nagrody Veritatis Splendor, której patronem jest święty Jan Paweł II. Jutro minie 40 lat od wyboru Karola Wojtyły na papieża. W ten sposób najlepiej budować pomniki pamięci?
- Tak. To nagroda Blask Prawdy w dziedzinie dialogu społecznego i pomocy potrzebujących. Województwo uchwaliło tę nagrodę. To zostanie na zawsze. To wielkie osiągnięcie. 100 tysięcy dolarów dla człowieka, który pomaga potrzebującym.