To, co wydarzyło się na Kaszubach, to przykład zjawiska, które socjologia nazywa paniką moralną. To sytuacja, gdy społeczeństwo wpada w stan gwałtownego wzburzenia, wierząc, że zagrożone są jego fundamenty. W takiej narracji zawsze potrzebny jest czarny charakter. Tutaj padło na nauczycielkę angielskiego.
Żeby zrozumieć ten mechanizm, musimy zacząć od początku, czyli od chomika. Cała akcja rozegrała się bowiem nad klatką klasowego gryzonia, bo tam, według relacji medialnych, uczniowie zawiesili przedmiot, który stał się zarzewiem buntu. Czy to był poświęcony krucyfiks? Nie. Raport policji mówi jasno. To był brązowy, plastikowy odlew, kupiony prawdopodobnie jako gadżet na Halloween. Pusty w środku, bez wizerunku Chrystusa.
Być może nauczycielka uznała, że plastikowy krzyż nad chomikiem jest nie na miejscu i wyrzuciła go do kosza. Być może dzieci przeszkadzały w lekcji. Opinii o tych wydarzeniach z połowy grudnia jest wiele. Prawdziwy skandal wybuchł jednak dopiero na początku stycznia. Co się działo w międzyczasie? Prawdopodobnie zadziałał mechanizm głuchego telefonu.
Uczeń powiedział mamie, że pani wyrzuciła krzyż. Mama napisała na Whatsappie, że wyrzuciła krzyż ze ściany. Sąsiadka podała dalej na Facebooku. Nagle, zanim ktokolwiek zapytał o fakty, pod szkołą stanęli politycy, grzmiąc o walce z chrześcijaństwem.
Niezrozumiałe jest to, że przez trzy tygodnie nikt, ani dyrekcja szkoły, ani lokalne władze nie pofatygował się, żeby zajrzeć do tego kosza i sprawdzić fakty. To paradoks, bo instytucje, które powinny weryfikować sytuację na chłodno, same stały się częścią eskalacji. Dopiero gdy policja pokazała zdjęcie dowodu rzeczowego, pojawiły się apele o ostudzenie emocji.
Musimy jednak podejść do tego tematu z powagą i dotknąć sedna problemu. Zderzenia przedmiotu z jego znaczeniem. Wielu powie, że przecież spór nie toczy się o kawałek tworzywa. To prawda. W polskiej kulturze, szczególnie na Kaszubach, krzyż to symbol o potężnym ładunku tożsamościowym. Właśnie ten silny ładunek został tutaj instrumentalnie wykorzystany.
Konsekwencje są bardzo realne. Nauczycielka została zawieszona. Prokuratura w Gdańsku po zawiadomieniu wójta i dyrektorki wszczęła dochodzenie z artykułu 196 kodeksu karnego, czyli o obrazę uczuć religijnych. Grozi za to nawet do dwóch lat więzienia. Swoją kontrolę prowadzi też kuratorium, a jej wyniki poznamy prawdopodobnie pod koniec tego tygodnia.
W Kielnie zabrakło jednego kluczowego pytania. Co dokładnie się stało, zanim uruchomiono całą machinę państwową? Szacunek do sacrum wymaga powagi, a powaga wymaga prawdy, a nie plotki.