Dla większości ludzi to jest złom. Tymczasem każdy element miał swoje bardzo ważne miejsce w takim małym ekosystemie, jakim była kamienica, i za każdym stoi jakaś historia.
Są i skrobaczki do butów, i pochwyty przytrzymujące dywany na schodach. Judasze i dzwonki do drzwi, a także spisy lokatorów i skrzynki na listy. Na końcu znajdują się lodówki ustawiana na korytarzach, do których w specjalnych wiaderkach wkładano kry lodowe z Wisły.
Gościem Marzeny Florkowskiej jest Jakub Jastrzębski czyli twórca, razem z Małgorzatą Korpalską, Igraszek z czasem.
Fakt, że w Krakowie duża część ulic nie była wybrukowana powodowało, że buty nam się brudziły. Stąd też przy wejściu do budynku pojawiały się skrobaczki do butów, o które można było podeszwę oskrobać. Zazwyczaj były wprawione w posadzkę i z niej wystawały. Kiedy pokazujemy takie elementy na spacerach, to ludzie, zwłaszcza ci mieszkający na nowych osiedlach, gdzie cały czas coś jest jeszcze rozkopane, stwierdzają, że w sumie to by się nadal przydały, bo jak się idzie przez te wszystkie błota, to potem jest problem, jak buty wyczyścić.
Jako komplet do skrobaczki był taki pochwyt do trzymania się. Czasami się zachowuje całość, czasami się zachowuje tylko jeden element, czasami na ścianie jest ślad po tym, że ten uchwyt był, ale został odcięty.
Musimy ubłocone buty wyczyścić przy wejściu do budynku. Ale tak właściwie dlaczego?
Są takie budynki, w których znajdziemy tabliczki albo napisy na ścianach: „Uprasza się wycierać obuwie”, albo w bardziej strofującym tonie. Jest na Kazimierzu taka kamienica, gdzie w lastrico jest ułożona mozaika „Obuwie wycierać”. To wynika z kolejnego elementu, który jest w tym wnętrzu, czyli z klatki schodowej, która najczęściej miała stopnie z kamienia, ze sztucznego kamienia albo z drewna.
Jeżeli przejdziemy po takich schodach w butach ze skórzaną podeszwą, a takie przecież wtedy dominowały, to okazuje się, że te buty są bardzo głośne. Poza tym łatwo jest się na tych schodach poślizgnąć. W związku z czym, żeby ludzie się nie tłukli obcasami i nie ślizgali i nie przeszkadzali sąsiadom, zwłaszcza jak wchodzili na ostatnie piętro, rozkładano dywany. Mogły być maty kokosowe, czy na początku XX wieku linoleum.
Przy stopniach schodów znajdowały się uchwyty do tego dywanu. Możemy czasem znaleźć albo po prostu wywiercone dziurki, albo metalowe elementy, takie haczyki na dwóch końcach, między którymi był pręt, który trzymał nam ten dywan lub matę kokosową. I czasem się gdzieś zachowują właśnie te elementy, bardzo często piękne, odlewane, mosiężne, z toczonymi nakrętkami na końcach.
Pręt już zazwyczaj był żelazny, bo było go mniej widać, w związku z czym mógł być z troszeczkę tańszego materiału.
W niektórych budynkach, np. użyteczności publicznej, bardziej poważnych instytucji, zwłaszcza jeżeli są w starym budynku, cały czas te wykładziny czy dywany na schodach mamy i one są w taki właśnie sposób przyczepione.
Skrobaczka do butów i pochwyt. Fot. Igraszki z czasem
crop_free
1
/ 2
Skrzynka na listy, taka, jak my znamy, czyli przy wejściu do budynku zestaw skrzynek dla wszystkich mieszkańców, to jest rzecz, która pojawia się w Krakowie w dwudziestoleciu międzywojennym. I w modernistycznych kamienicach znajdziemy już takie skrzynki na listy. Natomiast wcześniej skrzynek nie było, tylko każde mieszkanie miało swoją własną wrzutnię. Albo w drzwiach do mieszkania była szczelina z klapką i jak coś wrzuciliśmy, to wpadało do mieszkania, albo pojawiały się skrzynki wewnętrzne, to znaczy z zewnątrz była tylko ta szczelina, natomiast w środku była skrzyneczka, do której się wrzucało. Skrzynki zdecydowanie były wyłącznie na listy, bo gazeta były dosyć duże.
Skrzynka na listy. Fot. Igraszki z czasem
Niektóre te szmelcownikowe elementy były robione za granicą, ale były robione na polskojęzyczny rynek co powoduje, że czasem znajdą się błędy. Jest taka kamienica, w której na drzwiach jest mała biała tabliczka z napisem "Niezamikac".
I to "Niezamikac" wynika z tego, że jest to tabliczka, która została zrobiona w Wielkiej Brytanii, ale z myślą o polskojęzycznym rynku. Wbrew pozorom, dużo wynalazków, które wydają nam się czymś, co przyszło do Polski po 1989 roku, występowało jeszcze w XIX albo na początku XX wieku. I tą rzeczą są domykacze do drzwi albo zamki samozatrzaskowe.
W wypadku tego "Niezamikac" to jest prawdopodobnie ślad po zamku samozatrzaskowym, jako że mamy tam sygnaturę producenta.
Fot. Igraszki z czasem
crop_free
1
/ 3
Zasadniczo kamienice były otwarte poza godzinami nocnymi. To jest zresztą rzecz, która była ustalona przez Magistrat krakowski, żeby bramy zamykać w godzinach 21.00-22.00, do 6.00 rano. Albo mamy to szczęście, że mamy swoje własne klucze, albo musimy zadzwonić. I od czasu do czasu można przy wejściach do kamienic znaleźć ślad dzwonka mechanicznego. Najczęściej będzie nam gdzieś w górnej części wisiała taka mała kotwiczka i ta kotwiczka łączyła nam znowu taki pochwyt, za który trzeba było pociągnąć przy bramie. To było sznurkiem połączone z dzwonkiem, który się znajdował w stróżówce, czyli w mieszkaniu stróża. Stróż wychodził, patrzył na nas krzywo, czasem przez to okienko w bramie, czyli tak zwany prześwit albo judasza.
Mogła to być po prostu dziura w drzwiach, ewentualnie z zaślepką. Były również już proste urządzenia optyczne: pojedyncza szybka, ale zazwyczaj w takiej ładnej mosiężnej oprawie.
Na drzwiach znajdowały się dzwonki. Jeśli były mechaniczne, to mamy takie kółeczko na drzwiach, z którego coś wystaje i mamy piękny napis dookoła zrobiony „Proszę kręcić”. I to jest urządzenie, które bardzo przypomina stary dzwonek rowerowy. Natomiast pojawiały się też oczywiście dzwonki elektryczne. I tu jest ciekawostka, ponieważ dzwonki elektryczne w Krakowie pojawiły się wcześniej niż elektrownia.
Judasze i dzwonki do drzwi. Fot. Igraszki z czasem
crop_free
1
/ 7
Właściciel kamienicy był zobowiązany do tego, przynajmniej od pewnego momentu, żeby w sieni znajdowała się informacja, kto w tej kamienicy mieszka. Kojarzymy to głównie z PRL-em, ale tak naprawdę to się występowało dużo wcześniej.
Fot. Igraszki z czasem
Na klatce schodowej stałą często tajemnicza szafa, która z przyczyn nieznanych ma dziwne sitko na drzwiczkach, a później się okazuje, że to jest XIX-wieczna lodówka. Była umieszczana w najchłodniejszym kącie, a dziurki są po to, by zapewnić przepływ powietrza. Wstawiano wiadro z lodem czyli fragmentem kry z Wisły, którą się przetrzymywało w lodowniach przez cały rok.
Radio Kraków informuje,
iż od dnia 25 maja 2018 roku wprowadza aktualizację polityki prywatności i zabezpieczeń w zakresie przetwarzania
danych osobowych. Niniejsza informacja ma na celu zapoznanie osoby korzystające z Portalu Radia Kraków oraz
słuchaczy Radia Kraków ze szczegółami stosowanych przez Radio Kraków technologii oraz z przepisami o ochronie
danych osobowych, obowiązujących od dnia 25 maja 2018 roku. Zapraszamy do zapoznania się z informacjami
zawartymi w Polityce Prywatności.