„Dead malls” - globalny trend dociera do Krakowa
Jak zauważa dr Karol Wałachowski z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie, to, co dzieje się dziś w mieście, nie jest wyjątkiem, lecz częścią globalnego procesu.
Mamy takie zjawisko na Zachodzie - dead malls, czyli martwych centrów handlowych. Handel detaliczny bardzo się zmienił. Te wielkopowierzchniowe galerie to model lat 90. i początku lat 2000
- tłumaczy.
Dawniej galerie pełniły funkcję nie tylko zakupową, ale także społeczną. Były miejscem spotkań i spędzania wolnego czasu. Dziś ich znaczenie słabnie.
- Teraz ludzie dużo bardziej doceniają lokalne przestrzenie, zieleń i inne formy spędzania czasu. To sprawia, że centra handlowe przestają być rentowne - dodaje ekspert.
Gdy znika handel, znika życie
Proces upadku galerii rzadko jest nagły. To raczej powolne osuwanie się całego modelu.
Centra handlowe są trochę jak domek z kart. Jeśli pojawiają się puste lokale, klientów jest mniej, a to sprawia, że kolejne sklepy mają trudniej. I proces się pogłębia
- wyjaśnia dr Wałachowski.
Zmiany przyspieszyły pandemia, rozwój e-handlu i rosnąca popularność parków handlowych. Te ostatnie, z łatwym dojazdem i prostą strukturą, coraz częściej wypierają klasyczne galerie.
Protest mieszkańców i utrata lokalnego centrum
W przypadku Krokusa sprzeciw mieszkańców nie wynika wyłącznie z przywiązania do miejsca zakupów. Dla wielu osób to ważny punkt na mapie codziennego życia.
Dla wielu mieszkańców ta galeria pełni funkcję lokalnego centrum miasta
- przyznaje ekspert.
Jej likwidacja oznacza nie tylko utratę sklepów, ale też przestrzeni spotkań, która w tej części Krakowa jest deficytowa.
Błędy przeszłości wracają
Zdaniem dr. Wałachowskiego problem ma swoje źródło w sposobie planowania miasta sprzed lat.
To efekt wadliwego planowania przestrzennego. W wielu częściach miasta powstały osiedla, gdzie nie zadbano o przestrzenie publiczne, zieleń czy funkcje usługowe
- mówi.
W takich warunkach galerie handlowe przejęły rolę lokalnych centrów. Ich zniknięcie ujawnia, jak bardzo tych funkcji brakuje.
Planistyczna próżnia Krakowa
Sytuację dodatkowo komplikuje brak aktualnych dokumentów strategicznych.
Mamy dziś planistyczną próżnię. Nie ma ani planu ogólnego, ani zaktualizowanej strategii rozwoju miasta. Nie wiemy, w jakim kierunku Kraków chce się rozwijać
- podkreśla ekspert.
To sprawia, że decyzje dotyczące przyszłości takich terenów w dużej mierze zależą od inwestorów, a nie od spójnej wizji rozwoju miasta.
Co zamiast galerii?
Zamiast kolejnych bloków możliwe są inne scenariusze.
To idealne miejsca, by tworzyć lokalne centra – z usługami, zielenią i przestrzeniami spotkań. Bardziej inkluzywne niż typowa przestrzeń komercyjna
- przekonuje dr Wałachowski.
Takie rozwiązania mogłyby lepiej odpowiadać na potrzeby mieszkańców, jednak ich realizacja wymaga jasnych ram planistycznych.
Czy mieszkańcy mają wpływ?
W ocenie eksperta obecny moment może sprzyjać mieszkańcom.
- To moment, w którym politycy są bardziej wrażliwi na głos mieszkańców - ze względu na zbliżające się referendum i wybory - mówi.
Presja społeczna już wcześniej wpływała na decyzje władz miasta. Nie jest więc wykluczone, że podobnie będzie i tym razem.
„Degalaryzacja” – proces, który już trwa
Znikanie galerii handlowych z dużych miast staje się faktem. Choć określenie „degalaryzacja” brzmi nieformalnie, dobrze oddaje kierunek zmian.
To, co powstanie w ich miejsce, zdecyduje o tym, jak będą wyglądać współczesne miasta – czy staną się bardziej zrównoważone i przyjazne mieszkańcom, czy też jeszcze bardziej jednorodne i podporządkowane rynkowi nieruchomości.