Gdzie dziś jesteśmy, jak wiele się zmieniło i czym jest nasza siła sprawcza w kościele - o tym w Dniu Kobiet opowiadają... panie:
dr Maja Miduch - Dyrektorka Salezjańskiego Instytutu Teologicznego w Krakowie, biblistka, doktor teologii biblijnej z zakresu judaistyki i hermeneutyki biblijnej (UPJPII Kraków) ,autorka wielu książek, m.in. Kobiety, które kochał Bóg (2025), Słowo przed Słowem (2024)
Paulina Model - etnografka i antropolożka kultury. Na co dzień bada lewicę katolicką i jej radzenie sobie z kryzysem Kościoła. Po godzinach prowadzi w mediach społecznościowych profil @mowiacpaniboze, na którym dzieli się wiedzą oraz opiniami z perspektywy chrześcijańskiej feministki.
dr Dominika Sozańska - socjolog Uniwersytet Komisji Edukacji Narodowej , interesuje się politykę społeczną i jej związkami z doktrynami politycznymi, katolicką naukę społeczną, polskimi i zagranicznymi partiami politycznymi ze szczególnym uwzględnieniem socjaldemokracji i chadecji
8 marca - Estery. A to mocna kobieta
Kobiecość i obecność kobiet w życiu publicznym warto świętować, ale sam Dzień Kobiet nie dla wszystkich ma takie samo znaczenie. Jedna z naszych gościń przyznaje, że lubi świętować i widzi sens w celebrowaniu obecności kobiet w przestrzeni społecznej. Pozostałe podchodzą do tej daty z większym dystansem, podkreślając, że kobiecość można doceniać przez cały rok. Wszystkie zgadzają się jednak, że 8 marca może przypominać o sprawach związanych z emancypacją i równouprawnieniem.
Warto jednak zwrócić uwagę, że samo święto kobiet można ciekawie odczytać w kontekście biblijnym. Data 8 marca została ustalona w pobliżu święta Purim, w którym ważną rolę odgrywa Estera – postać przypominająca, że w historii zbawienia pojawiały się kobiety odważne i sprawcze. Jak zauważyła dr Maja Miduch, to przecież „mocna kobieta”.
Kobiety w Kościele i „kobiecy geniusz”
Gościnie audycji z dystansem odnosiły się do pojęcia „kobiecego geniuszu”, mocno obecnego w języku kościelnym. Dr Maja Miduch zwracała uwagę, że bliższe jest jej myślenie o ludzkim geniuszu – takim, który może przejawiać się zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn, bez potrzeby budowania osobnej, sztywnej kategorii.
W dokumentach kościelnych pojęcie to pojawia się często, ale – jak zauważała dr Dominika Sozańska – nigdy nie zostało jasno doprecyzowane. Z kontekstu można jedynie wywnioskować, że chodzi o szczególną wrażliwość na drugiego człowieka, większą zdolność budowania relacji czy „humanizację struktury społecznej”. Pozostaje jednak pytanie, na ile jest to realna cecha, a na ile wygodny skrót.
Jeszcze dalej idzie Paulina Model. W jej ocenie „kobiecy geniusz” bywa elementem kościelnej nowomowy, która zamiast coś wyjaśniać, raczej oddala język Kościoła od codziennego doświadczenia ludzi. Za tym pojęciem stoi także określona wizja kobiecości i męskości jako dwóch bytów komplementarnych, ale pełniących odmienne role. Taki sposób myślenia – choć głęboko zakorzeniony w dokumentach kościelnych – może w praktyce prowadzić do zawężania kobiecej roli.
W tym kontekście mocno wybrzmiał również wątek macierzyństwa. Rozmówczynie były zgodne, że Kościół zbyt często definiuje kobietę właśnie przez tę kategorię. Dr Maja Miduch podkreślała, że choć macierzyństwo jest czymś ważnym i nie wolno go bagatelizować, nie może być jedyną drogą i jedynym sposobem opisywania kobiecego powołania.
„To nie jedyna droga, którą może obrać kobieta”.
Biblistka przypomniała postacie Miriam, Marii Magdaleny, Marty, Marii czy kobiety cierpiącej na krwotok. Ich znaczenie nie wynikało z macierzyństwa, lecz z odwagi, obecności, wiary i konkretnego działania.
Paulina Model – sama będąca matką – podkreślała, że choć to ważna część jej życia, nie wyczerpuje całej jej tożsamości. Pojawia się też pytanie, czy rozszerzanie pojęcia macierzyństwa na każdą formę kobiecego zaangażowania, także duchowego, rzeczywiście pomaga kobietom, czy raczej jeszcze bardziej zamyka je w jednej roli. Być może – jak sugerowała – czasem lepiej po prostu powiedzieć:
uczę, prowadzę, organizuję, jestem liderką.
Z perspektywy socjologicznej widać także inny problem – Kościół często reaguje na zmiany społeczne wolniej niż samo społeczeństwo. Dziś kobieta nie musi już realizować się wyłącznie jako żona i matka, może wybrać zupełnie inną drogę życia, a instytucja Kościoła nie zawsze potrafi tę zmianę dostrzec i nazwać.
Dlaczego zmiana w Kościele idzie tak wolno
Pytanie brzmi więc, dlaczego właśnie w życiu Kościoła zmiana przychodzi najtrudniej. W przypadku Pauliny Model refleksja nad miejscem kobiet była jednym z elementów szerszego namysłu nad tym, jak funkcjonuje wspólnota kościelna. Ostatecznie doprowadziło to ją do przejścia z Kościoła rzymskokatolickiego do Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Nie chodziło jednak o jedną konkretną sprawę, lecz o cały sposób myślenia o Kościele, urzędzie, kapłaństwie i sprawczości wiernych.
Profil w mediach społecznościowych nazwała przewrotnie „Mówiąc Pani Boże”. Ten zabieg miał skłonić do refleksji nad tym, że Bóg przekracza ludzkie kategorie płci. Z punktu widzenia Biblii – jak przypomina dr Maja Miduch – „Bóg nie ma płci”, choć w Piśmie Świętym najczęściej przedstawiany jest przy użyciu obrazów męskich. Nie oznacza to jednak, że brakuje także metafor żeńskich: Boga porównuje się do rodzącej kobiety, matki karmiącej dziecko czy zakochanej kobiety.
Zdaniem dr Mai Miduch obecna, słabsza pozycja kobiet w Kościele bierze się także z tego, że wielu ludzi „nie doczytało do końca Ewangelii”. Wystarczyłoby wrócić do fragmentów pokazujących, jak Jezus traktował kobiety.
„Powrót do prawdy objawionej w Ewangelii, czytanie Ewangelii Jezusowej tak na serio zmieniłoby to podejście”.
Jezus rozmawiał z kobietami mimo społecznych zakazów, czynił z nich uczennice i objawiał im ważne prawdy teologiczne. To właśnie kobietę – Marię Magdalenę – posłał do uczniów ze słowami: „Idź, powiedz moim braciom”. Gdyby Kościół potraktował ten przekaz naprawdę serio, musiałby – jak zauważa biblistka – przyznać, że gdzieś po drodze zgubił odwagę Jezusa do przełamywania schematów.
„Patrzenia po prostu na człowieka, niezależnie od tego, jakiej jest płci”.
Ta refleksja wynika także z osobistego doświadczenia. Objęcie przez dr Maję Miduch funkcji dyrektorki Salezjańskiego Instytutu Teologicznego spotkało się z oporem części środowiska kościelnego. Sam fakt, że o kształceniu kleryków rozmawia kobieta, dla niektórych okazał się trudny do zaakceptowania.
„To był dramat. Po prostu zaakceptowanie tego, że rozmawia się z kobietą o kształceniu kleryków”.
Zdarzały się sytuacje, w których mimo formalnych kompetencji rozmówcy i tak domagali się kontaktu z księdzem, nie chcąc uznać kobiecego autorytetu w instytucji kościelnej.
Jak wzmocnić głos kobiet w Kościele
Jednym z konkretnych postulatów jest większa obecność kobiet w formacji duchownych. Klerycy – zdaniem dr Mai Miduch – powinni uczyć się od kobiet i traktować to jako coś naturalnego. Kościół, który w dużej mierze tworzą kobiety, nie może formować przyszłych księży w całkowitym oderwaniu od kobiecego doświadczenia i wrażliwości.
Paulina Model zwracała uwagę, że problem w Polsce często nie leży już w samych przepisach, lecz w mentalności. Wiele rzeczy formalnie jest możliwych, a mimo to się nie dzieje. Wystarczy jednak czasem jedna osoba w widocznej funkcji, by zmienić sposób myślenia całej wspólnoty.
Podobne opory wobec kobiet pełniących funkcje religijne nie są zresztą wyłącznie cechą jednego wyznania. To raczej przejaw szerszego społecznego sposobu myślenia, który z czasem będzie się zmieniał.
„Myślę, że te zmiany po prostu nastąpią”.
W tym kontekście naturalnie powraca postać Maryi. Przez lata przedstawiano ją przede wszystkim jako osobę cichą, pokorną i podporządkowaną. Tymczasem uważna lektura Ewangelii pokazuje kobietę samodzielną i odważną – taką, która podejmuje decyzje sama i potrafi działać wbrew kulturowym oczekiwaniom.
„To jest kobieta bardzo odważna i nijak niemieszcząca się w ramach, które narzuca jej kultura”.
Problem nie polega na tym, że tych treści wcześniej nie było w Piśmie Świętym. One były zawsze – tylko przez długi czas pozostawały niewygodne.
Kobiety w Kościele nie chcą już być jedynie tłem, symbolem albo dodatkiem do gotowych struktur. Chcą być widziane, słyszane i traktowane jak pełnoprawne uczestniczki wspólnoty. I coraz częściej mówią o tym głośno.