Klilka tygodni temu mówiła pani w Radiu Kraków, że Aleksander Miszalski wiele osiągnął przez dwa lata, ale błędy udało mu się naprawić. Poseł Meysztowicz twierdził, że Aleksander Miszalski jest bardzo dobrym prezydentem i nie ma żadnych powodów, żeby go odwoływać. Poseł Dominik Jaśkowiec oskarżał inicjatorów referendum, że nie oferują nic poza personalnymi atakami. Jak widać Krakowianie mają państwa opinie w nosie. Poszli, zagłosowali i prezydenta odwołali. Dlaczego?
- Na to pytanie sami wyborcy odpowiedzieli. Oni wskazali dwa główne powody – wprowadzenie strefy czystego transportu i kwestie dotyczące zadłużenia Krakowa. W moim przekonaniu tutaj zawiodła polityka komunikacji prezydenta z mieszkańcami i sprawa kumulacji niepopularnych decyzji. One miały swoje uzasadnienie, ale budziły sprzeciw mieszkańców. Podkreślam fakt tej komunikacji z mieszkańcami. Respondenci wskazywali, że obarczają prezydenta za zadłużenie miasta Krakowa, gdy zadłużenie miasta wzrastało w Krakowie latami. Aleksander Miszalski ten dług odziedziczył po swoim poprzedniku.
Ale też twórczo go rozwinął. Częściowo odziedziczył, ale jednak częściowo powiększył.
- Nie zgodzę się. W 2026 roku po raz pierwszy budżet Krakowa miał nadwyżkę operacyjną. Po raz pierwszy Kraków nie zadłużał się na wydatki bieżące. To było spowodowane działaniami prezydenta Miszalskiego. Prezydent nie przebił się ze swoją informacją do mieszkańców. Strefa czystego transportu też nie była w sposób odpowiedni komunikowana. Jeśli mieszkańcy obarczali prezydenta za zadłużenie Krakowa, które odziedziczył, może nie dotarła do nich informacja, że zapisy SCT nie dotyczyły w sumie mieszkańców Krakowa. Ograniczenia dotyczyły samochodów osób spoza Krakowa.
Nikt nie ma wątpliwości, że polityka komunikacyjna prezydenta Miszalskiego mogłaby być lepsza. Co do tego nie ma się co kłócić, bo chyba wszyscy się zgadzają - przeciwnicy Koalicji Obywatelskiej i zwolennicy Koalicji Obywatelskiej i sama Koalicja Obywatelska jak teraz słyszę. Chciałem zapytać teraz o coś innego. Dlaczego w trakcie tej całej kampanii referendalnej prawie nie było wsparcia z centrali? Dlaczego nie było wsparcia Donalda Tuska, jakichś konferencji wspólnych, spotów? Tylko raz premier stwierdził gdzieś w przelocie w korytarzu, że Miszalski ma jego poparcie. Aleksander Miszalski prosił np. o spotkanie i Donald Tusk nie znalazł dla niego czasu. Podobno nawet, nie wiem czy to prawda, był nieoficjalny nakaz dla ważnych polityków Koalicji z innych regionów, żeby do Krakowa nie jeździć i Aleksandra Miszalskiego nie wspierać. To prawda?
- Nic mi na ten temat nie wiadomo. Wiem, że prezydent Miszalski był w kontakcie telefonicznym z premierem Tuskiem.
Premier nie przyjechał tutaj i nie powiedział - Krakowianie, obrońcie mi prezydenta.
- Kwestia referendum to sprawa krakowskiego samorządu. To dotyczy Krakowian. Popatrzmy na to, co się działo w ostatnich tygodniach w Polsce i na świecie. Zaangażowany w to był Donald Tusk, który przebywał dużo poza granicami. Nie patrzę na tę sytuację w taki sposób jak pan.
Pamięta pani taką sytuację, gdy Aleksander Miszalski napisał w mediach społecznościowych, że rząd zadeklarował wniosek o 10 miliardów euro na budowę systemów metra w Polsce w najbliższej perspektywie unijnej? Wtedy wiceminister funduszy i polityki regionalnej, pan Szyszko, odpisał mu niemal natychmiast - „pierwsze słyszę, a właśnie wróciłem z rozmowy o budżecie w Brukseli”.
- Z tego co mi wiadomo, minister Szyszko się z tego potem wycofał. Sama byłam obecna podczas posiedzenia parlamentarnego zespołu ds. budowy metra. Padła deklaracja ze strony wiceministra infrastruktury i wiceministra polityki regionalnej, że w przyszłej perspektywie unijnej polityka państwa będzie zmierzała do tego, żeby była osobna pula środków do budowy metr w Polsce.
Nie mógł ktoś z rządu stanąć przed mikrofonem i powiedzieć wprost?
- Nie tylko metra w Krakowie, ale także w Polsce. W Polsce są tylko dwa miasta, które realnie by mgły zabiegać o te środki. To Warszawa i Kraków. Wiadomo, że mowa była więc o Krakowie.
Pani zdaniem to jest korzystne dla Koalicji Obywatelskiej, co się stało? Prezydent został odwołany, ale rada miasta zostaje na swoim miejscu. Teoretycznie niezależnie od tego, kto teraz zostanie wybrany, państwo nadal będą mieć wpływ na rządzenie Krakowem, bo mają państwo większość.
- Oczywiście, że tak. Rada zostaje. Koalicja Obywatelska i Lewica mają większość. Przyszły prezydent będzie się musiał liczyć z tą większością. To na pewno ważne dla przyszłości Krakowa. Sam fakt odwołania w referendum prezydenta Aleksandra Miszalskiego jest sytuacją, która wymaga od nas poważnej wewnętrznej dyskusji.
Jeśli chodzi o tę dyskusję, to jeszcze przed referendum słyszałem takie głosy z wewnątrz Koalicji Obywatelskiej, że może dojść do takiej sytuacji, że struktury partii w Małopolsce zostaną rozwiązane, że zostanie powołany zarząd komisaryczny. Czy to realne jest pani zdaniem? Tak już było w 2009 roku. Wtedy komisarzem został Andrzej Wyrobiec.
- To jest jakiś scenariusz, ale nie sądzę, żeby sytuacja była aż tak tragiczna. My wewnętrznie musimy poważnie porozmawiać, przeanalizować błędy i szybko wyciągnąć z nich lekcję. Na nowo trzeba przeanalizować kwestię, czego mieszkańcy oczekują od władz samorządowych. Na podstawie tych analiz trzeba szukać najlepszego kandydata, który będzie reprezentował KO w wyborach.
O tego kandydata chciałem zapytać. Nie wierzę, żeby państwo go już nie mieli, bo to byłoby wyjątkowo nierozważne. Czy może pani powiedzieć, czy już jest ostateczna decyzja, kto będzie komisarzem w Krakowie? Prawdopodobnie ten komisarz potem wystartuje w wyborach prezydenckich.
- Ta decyzja nie jest jeszcze znana. Podejmie ją Donald Tusk. Nie musi być tak, jak mówi pan redaktor, że komisarz będzie później kandydował.
Nie ma takiego wymogu, obowiązku, ale byłoby to logiczne, prawda?
- Czasem tak jest. Czasem się przyjmuje takie rozwiązanie, ale scenariuszy na pewno jest kilka.
To będzie kandydat Koalicji Obywatelskiej, komisarz Koalicji Obywatelskiej, czy szerzej całej koalicji rządowej, PSL-u, Polski 2050 itd.?
- Decyzję podejmie premier. To on zdecyduje, kto to będzie.
Jeśli chodzi o Lewicę, to chyba na nią liczyć nie mogą państwo, bo za dwie godziny ma się odbyć konferencja marszałka Czarzastego i posłanki Darii Gosek-Popiołek. Jak znam życie, to na tej konferencji pani poseł zgłosi swoją kandydaturę.
- Być może tak się stanie. Za chwilę konferencja. Na pewno wszyscy się dowiemy, jaki będzie przekaz.