Zapis rozmowy Mariusza Bartkowicza z prezydentem Krakowa i kandydatem na ten urząd, Jackiem Majchrowskim.
Wie już miasto i pan, co się wydarzyło wczoraj w hucie ArcelorMittal? Doszło do kolejnej awarii, były kłęby dymu, mieszkańcy powiadomili służby.
- Rozumiem, że Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska został powiadomiony. Ja miałem co jakiś czas sygnały, że ArcelorMittal wypuszcza jakieś dymy. Wymieniłem pisma, poprosiłem o spotkanie. Był u mnie szef i dyrektor spółki. Rozmawialiśmy na temat takich rzeczy. Oni przedstawili cały projekt, który realizują od kilku lat. Chodzi o zmiany w hucie. Pierwszą rzeczą była likwidacja spiekarni, która była głównym źródłem zanieczyszczeń. Potem przeprofilowują całą produkcję. Ich zdaniem mogą się zdarzyć teraz awarie, do których dochodzi podczas przepięcia starej instalacji na nową. Poprosiłem o informowanie o takich przepięciach, żeby mieszkańców zawiadomić, żeby się nie niepokoili. To chwilowe wypuszczenie do powietrza.
O tym co się wczoraj wydarzyło poinformowali państwa z wyprzedzeniem?
- Właśnie nic o tym nie wiem.
Nie ma pan wrażenia, że scenariusz jest zwykle podobny? Jest incydent, Arcelor przyznaje, że doszło do awaryjnej emisji pyłów i nic z tego nie wynika? Mamy jakiś wpływ, żeby było inaczej?
- Ustaliliśmy pewne rzeczy, dlatego się dziwię, że nie miałem żadnej informacji wcześniej. Chyba że to była niespodziewana awaria. Sądzę, że WIOŚ zareaguje i zbada o co chodziło, co się stało. Pewnie będą konsekwencje.
WIOŚ jest właściwą służbą. Miasto ma jakieś instrumenty nacisku na tak duże przedsiębiorstwo?
- Nacisku nie. Mamy instrumenty mające możliwość zmierzenia tego, co się stało.
Złoży pan w trybie wyborczym pozew przeciwko premierowi Morawieckiemu za to, że w trakcie konwencji PiS w Krakowie powiedział, że władze Krakowa nie zrobiły nic, lub prawie nic w walce o czyste powietrze?
- To oczywista nieprawda. Przykro mi, że premier rządu tak mówi. On się powoływał na wyrok sądu w Strasbourgu. On jednak dotyczył nie działalności miasta, ale rządu. Nie dotyczył okresu od 2008, ale od 2007. To zahaczało o poprzednie rządy PiS. Dzisiaj się pewnie zobaczę z panem premierem. Mam przygotowany list do niego. Tam opisuję co zostało zrobione. Jeśli on by chciał być w porządku, powinien się odnieść i powiedzieć jak to wygląda. Nie wiem, czy on powiedział tak, bo ma zwyczaj dziennikarski i mówi bez przygotowania, czy ma fatalnych podpowiadaczy, którzy przygotowują im przemówienia.
Liczy pan na to, że po wręczeniu listu premier przeprosi publicznie?
- Nie wiem. Ciężko powiedzieć. Nie chodzi o przeproszenie. To obrażanie mieszkańców Krakowa. Oni włożyli cholernie wielki wkład, żeby to wszystko zagrało. Premier powinien publicznie powiedzieć, że się pomylił, dostał złe dane. Byłoby w porządku. Prawnicy analizują, czy jest sens składania pozwu.
Jeśli powie dziś publicznie, że się pomylił to sprawy nie będzie? Jeśli tego nie będzie, będzie pozew?
- Zobaczymy. Dzisiaj będę miał opinie prawne na ten temat.
Przyzna pan też, że głos rządu w tej sprawie nie jest jednoznaczny. Wczoraj podczas konferencji z Małgorzatą Wassermann Piotr Woźny, pełnomocnik rządu ds. czystego powietrza mówił, że wchodzący w przyszłym roku zakaz palenia paliwami stałymi sprawi, że Kraków będzie wielkim laboratorium, który cały kraj będzie obserwował.
- Już jesteśmy obserwowani przez cały kraj. Na konferencjach jesteśmy stawiani jako wzór. My, jako pierwsze miasto, systematycznie rozwiązujemy problem niskiej emisji. Nie da się tego zrobić od razu i jednoznacznie działaniami miasta i sejmiku. Potrzebne są rozwiązania ustawowe. W tej chwili PiS mówi o jakości powietrza. Przypomnę, że jak w Sejmiku były głosowane uchwały dotyczące programu czystego powierza, tylko jeden radny PiS był za tym. Reszta była przeciwna. To mnie niepokoiło. Widzę różnicę. Radni wojewódzcy i miejscy zawsze stawiają interes partii nad interesem miasta czy województwa.
Będzie tak, że niezależnie kto wygra wybory, wyzwaniem dla nowego gospodarza miasta będzie uregulowanie kwestii współpracy z ościennymi gminami? Może trzeba regulacji ustawowych? Chodzi o walkę o czyste powietrze.
- Częściowo tak. My już kilka lat temu stworzyliśmy stowarzyszenie Metropolia Krakowska. Są tam wszystkie ościenne gminy. Staramy się tam rozwiązywać problem. Powietrze nie ma granic. Mamy to, co napływa z ościennych gmin i ze Śląska.
Dzisiejsza poranna lektura Gazety Krakowskiej pana zdenerwowała? Kładka Kazimierz-Ludwinów ma negatywną opinię Narodowego Instytutu Dziedzictwa. W tej postaci jest możliwy do realizacji ten projekt?
- Narodowy Instytut Dziedzictwa nie ma żadnych kompetencji, żeby decydować, czy kładka może powstać, czy nie.
Ale trudno sobie wyobrazić, żeby wojewódzki konserwator abstrahował od tej opinii.
- Tak, ale opinia konserwatora wojewódzkiego jest pozytywna. Mam nadzieję, że on się nie wycofa. Kładka powinna powstać. Ona uruchomi Dębniki. Kładka Bernatka uruchomiła Podgórze.
Argumenty Narodowego Instytutu Dziedzictwa są takie, że jest sinusoidalny kształt, jeden moment tej kładki jest wysoko uniesiony...
- Pan mówi o tej kładce, która jest w tej chwili…
Kazimierz-Ludwinów. Są obawy, że ona zasłoni część historycznej zabudowy ścisłego centrum Krakowa.
- Nie. My cały czas żyjemy w takim napięciu, że coś nam coś zasłoni. Jak pan wejdzie na kopiec to pan zobaczy, jak zejdzie to nie. Mnie to zawsze denerwowało. Jak była kwestia hotelu Cracovia to było, że jak się stanie przy ulicy Piłsudskiego to będzie widać w linii zabudowy hotel, czy nie… Na to się nie zwraca normalnie uwagi.
Jeszcze prasówka. Dziennik Polski podsumowuje 4 lata pańskiej kadencji. Zdaniem Dziennika na plus jest organizacja ŚDM, likwidacja 20 tysięcy palenisk, powołanie Zarządu Zieleni Miejskiej. Na minus - wielkie korki, fatalny stan torowisk, chaos w strefie płatnego parkowania, likwidacja miejsc parkingowych i słabe wykonanie referendalnych oczekiwań mieszkańców. Podziela pan tę diagnozę?
- Przyzwyczaiłem się do opinii Dziennika Polskiego i Gazety Krakowskiej na mój temat. Nigdy nic pozytywnego nie było. Zgadzam się z jednym punktem krytyki. Chodzi o stan torowisk. My to odkładaliśmy w budżecie na później. W budżecie na 2019 rok będzie to. Na Królewskiej już to robimy. Jeszcze Karmelicka. W przygotowaniu jest Starowiślna i ulice w kierunku Podgórza. Rozumiem, że wtedy będą artykuły, że zakorkowaliśmy miasto.
Dwa poniedziałkowe sondaże się ukazały. Nie zaskakują. One wskazują na dwie tury i pana wygraną w II turze nad Małgorzatą Wassermann. One się pokrywają z pańskimi sondażami? Pan zawsze powtarza, że pan ufa tylko swoim sondażom.
- Tak. Mniej więcej się pokrywają.
Podziela pan opinię profesora Andrzeja Piaseckiego z UP, który twierdzi, że gdyby Małgorzata Wassermann działała w Krakowie tak jak Patryk Jaki w Warszawie, miałaby szanse na wygraną?
- Profesor Piasecki jest w tym samym nurcie co Dziennik Polski. Być może. Nie wiem.
W czwartek w studiu Radia Kraków będzie debata. Pan nie jest entuzjastą spotkań z kontrkandydatami w przedwyborczych wyścigach. Dlaczego?
- Nie byłem na dwóch debatach, bo uważałem, że ja nie uczestniczę w tej debacie, bo nie wszyscy w niej uczestniczą. Małgorzata Wassermann odmówiła. Ona jest moją główną przeciwniczką. Z nią chcę polemizować. W czwartek ona będzie, ja też będę do dyspozycji.