Zapis rozmowy Jacka Bańki z posłem Ireneuszem Rasiem z Centrum dla Polski.
Jaką nową ofertę wnosi do polskiego życia politycznego Centrum dla Polski? Jaka to jakość, której wyborca nie znajdzie w PSL lub w Polsce 2050?
- Patrząc na to, co się dzieje, na ten wielki zamęt na centroprawicy, podjęliśmy decyzję po namowach Aleksandra Halla… Jest potrzeba nowego projektu, który będzie ofertą ideową. Musimy się poddawać samoczyszczeniu. Chrześcijanie raz na czas muszą iść na rekolekcje. Podobnie politycy powinni od czasu do czasu oczyścić się ze złogów. Dzisiaj prawica to tylko partii władzy.
Dlaczego do tego samoczyszczenia zgłosiło się tylko czterech parlamentarzystów?
- Początek jest imponujący. My nic nie burzymy. My współpracujemy z Koalicją Polską i Unią Europejskich Demokratów. To duży klub. PSL oczywiście adresuje swój program do mniejszych miejscowości i do wsi. Władysław Kosiniak-Kamysz to lider Koalicji Polskiej, która powinna mieć większy zasięg. Rozumiemy, że Unia Europejskich Demokratów jest partią liberalną, która zabiera głos z tymi argumentami. My zdecydowaliśmy się. To było szeroko konsultowane. Jest nas czwórka. To na start sporo.
Gdzie jest rezerwuar Centrum dla Polski, biorąc pod uwagę parlament? Konserwatywni posłowie PO? Są jeszcze tacy?
- Są. Trzeba latarnię postawić. Zrobiliśmy to. My budujemy Koalicję Polską. To baza pracy z ostaniach 9 miesięcy. Stworzyłem Stowarzyszenie Tak Polska. Jest tam wielu sensownych ludzi, przedsiębiorców, samorządowców. Oni chcą odnowy życia publicznego. Dziś gołym okiem widać, że politycy muszą wrócić do zasad. Czy ktoś to wywodzi z chrześcijaństwa, czy z ludzkich przesłanek, trzeba do tego wrócić. Inaczej nie zbudujemy dobrze Polski w trudnych czasach.
Będą kolejni parlamentarzyści? Poznamy nazwiska? Może konserwatywny Bogusław Sonik?
- Ja nie jestem człowiekiem, który ludzi będzie kołem ciągnął. Ludzie zobaczą, co zaprezentowaliśmy 2 maja. Albo ktoś powie, że to impuls, żeby spróbować inaczej, lepiej, albo będzie trwał w zgniliźnie. Z Kosiniakiem-Kamyszem uważamy, że trzeba z tego wyjść. Niech pan nie szuka, że nasze ugrupowanie idzie w sprzeczności z partiami, które też chcą czegoś nowego. Od dłuższego czasu mamy coś kontrskutecznego dla Polski. Mamy PiS i anty-PiS. Musimy zbudować nową drogę. To nie jest łatwe. Wielu parlamentarzystów się uśmiecha. Myślą, że nam się nie uda, bo wielu się nie udało. Gowin próbował, są wasalne partie PiS, ale te projekty mają dużą zadyszkę. One straciły moc. Chcemy postawić latarnię. Przed nikim nie zamykamy drogi. Nie będziemy jednak współpracować z ludźmi, których drogą jest władza. Musi być praca.
Rozumiem, że konwencja programowa będzie momentem, w którym zadamy pytanie, dlaczego Ireneuszowi Rasiowi miałoby się udać?
- Nieprzypadkowo wybrałem z kolegami, że spotkamy się 17 września. To data, która w tych czasach powinna przemawiać. Bezpieczeństwo narodowe, energetyczne, żywnościowe to też priorytet Koalicji Polskiej.
Wspomniał pan o samorządowcach. Którzy samorządowcy z Małopolski dziś wchodzą do Centrum dla Polski?
- Pokażemy to. Mamy teraz grupę 20 członków w całej Polsce. Zarejestrujemy partię. Tak się robi. Zdecydowaliśmy się celowo na taką grupę, żeby proces był sprawny. Jesienią pan zobaczy wszystkich ciekawych ludzi. Są samorządowcy, byli parlamentarzyści PO i PiS. Są też ludzie spoza dużej polityki. Jesteśmy otwarci. Jest wielu cennych ludzi.
Lista wyborcza będzie listą Koalicji Polskiej?
- Może nawet większą? Będziemy pracować z Kosiniakiem-Kamyszem, żeby odnieść sukces dla Polski.
Może być ścisk na tej liście, biorąc pod uwagę Kraków...
- Jeśli ktoś boi się rywalizacji braterskiej na listach, nie powinien się bawić. Ja pracuję dla Krakowa od lat. Mnie ta praca weryfikuje. Jestem gotowy się zweryfikować w oczach wyborców. Jak powiedzą, że się nie podobam, będzie to ich ocena. Uszanuję to. Taka powinna być polityka. Nie zrzucanie skoczków na jedynki w Krakowie przez niektóre partie.
Donald Tusk mówi o jednej liście opozycji. Pan stoi po stronie Władysława Kosiniaka-Kamysza, że to powinny być dwie listy?
- Jestem członkiem Koalicji Polskiej. To nasza mądrość. Dążymy do dwóch list.
Był pan kiedyś szefem sejmowej komisji sportu. Pokieruje pan parlamentarnym zespołem ds. Igrzysk Europejskich?
- Chętnie bym to zrobił, ale potrzebuję konsultacji. Trzeba w parlamencie pomocy. Mamy dziś wiele problemów. Projekt jest. Jest też zawierucha organizacyjna. Dobrym planem na organizację korzystnej dla Krakowa imprezy… Pokażemy Kraków jako miejsce korzystne dla turystyki. Wojna znowu zrobiła wrażenie, jakby ona była u nas. Wiele osób nie decyduje się na wakacje w Krakowie. Impreza może być skuteczna. Patrzmy jednak, jak lawinowo rosną ceny materiałów budowlanych. Może się to przełożyć na inwestycje. Jest specustawa. Jednak coś, co kosztowało rok temu X, teraz jet X+Y. To Y trzeba dołożyć.
Jest pan przekonany, że zdążymy? Być może w połowie maja będzie umowa Host City i trzeba będzie wykorzystać pieniądze na inwestycje sportowe i infrastrukturalne.
- Jeszcze koordynacja. Nie może być tak, że ciągle coś się przesuwa. Host City miało być 11 maja, będzie 16 maja. Znowu kilka dni. Nadzór ma nad tym Minister Aktywów Państwowych, ale rości sobie też prawa Minister Sportu. Tak być nie może. Musi być jasna odpowiedzialność. Mówię w dobrej wierze. Jestem dobrym doradcą dla rządzących. Uporządkujcie to, bo mogą być problemy.
Czym miałby się zajmować ten zespół?
- Tak. Przyglądaniem się, jak postępują prace, czy wszystko jest zgodne z planami. Taki zespół działał przy Euro 2012 i to się sprawdziło.
Rozumiem, że jest pan w grze, żeby poprowadzić taki zespół?
- Jestem gotowy. Jak ktoś inny chce to zrobić, to proszę. Mogę pomóc.