Po wecie ustawy w sprawie SAFE płyną ostre słowa krytyki ze strony Koalicji 15 października. Od „straty szansy na to, by okazać się patriotą” - to Donald Tusk, poprzez „działania wbrew polskiemu wojsku” - Władysław Kosiniak-Kamysz, przez działanie przeciwko racji stanu, aż po „zdradę narodową” marszałka Czarzastego. Jak pan ocenia decyzję prezydenta? Gdzie w tym spektrum krytyki się pan znajduje?
- Jestem delegatem do Sejmu z miasta Krakowa i okręgu numer 13 od 21 lat. Wśród absurdalnych decyzji, które widziałem przez te lata, najbardziej absurdalna jest ta. Nie ma uzasadnienia. Widać, że budowanie narracji, że chodzi o brak zadłużenia, jest karkołomne. Kontrpropozycję prezydenta, żeby lepiej zadbać o polskie bezpieczeństwo można rozważyć, ale łączmy siły. Weźmy ten SAFE, o który PiS przecież zabiegał. Jakby oni rządzili, sięgnęliby po to. To jest po to, żeby się odróżnić, zdobyć punkty dla swojej partii.
Pieniądze będą płynąć do małych ojczyzn – Stalowej Woli, Tarnowa. To jest osią sporu politycznego.
- Oczywiście. To zostało przedstawione przez premiera Kosiniaka-Kamysza panu prezydentowi - przyspieszenie budowy najsilniejszej armii w Europie. Do tego połączenie z gospodarką, miejscami pracy. Dobre narzędzie. Przypomnijmy kontrakty pana Błaszczaka z Koreańczykami, na jaki procent to było. On nikogo nie pytał.
"Polska nie może być mądra po szkodzie"
To było 6%, przypomnę. Co państwo zrobią teraz z projektem prezydenckim? Wyrzucą go do kosza, czy raczej powiedzą - sprawdzam? Czyli jeśli obiecaliście pieniądze, to teraz przelejcie choćby na Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych?
- Dziś jest nadzwyczajna rada ministrów. Jest plan B. Ogłosimy go. Rząd ma opcję, żeby zminimalizować straty po decyzji prezydenta, jest przygotowany. Mam nadzieję, że to złagodzi jakoś złe skutki stanowiska prezydenta, który wczoraj przedstawił to w sposób dla mnie nie do przyjęcia. W tej hardej wypowiedzi argumentów merytorycznych nie było. A na nie bym czekał przy tak kluczowej decyzji dla bezpieczeństwa Polski. Dla mnie nie są najważniejsze okoliczności wyborów 2027 roku, jak dla pana prezydenta. Bezpieczeństwo Polski jest ważne. W sporach można utknąć na wiele lat.
Plan B, czyli przepuszczenie pieniędzy SAFE przez Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych? To jest ta gorsza opcja, kwestia choćby VAT, no i tego, że nie można wszystkiego - co było w planach - dofinansować. Kiedy realnie będzie można uruchomić pieniądze z SAFE przepuszczone przez Fundusz Wsparcia Sił Zbrojnych?
- Bez zbędnej zwłoki. Nie mamy czasu. Bliski Wschód jest dalej niż Ukraina, ale to powoduje, że niektórzy już uważają, że mamy batalię globalną. Polska nie może być mądra po szkodzie, jak w 1939 roku. Polska musi wyciągać wnioski. Wariant będzie gorszy, ale maksymalnie dobry, żeby inwestycje realizować w Polsce. Modernizacja polskiej armii nastąpi.
"Prezydent może iść w prawo, w lewo, a nawet na drzewo"
Pan reprezentuje Polskie Stronnictwo Ludowe. Władysław Kosiniak-Kamysz utrzymywał w miarę poprawne stosunki z Pałacem Prezydenckim. Czy teraz ta decyzja prezydenta wszystko zmienia? Czy to jest koniec szans choćby na cień kohabitacji pomiędzy rządem a prezydentem? Czy miło to już było?
- Miło było dawno. Nie jesteśmy doktrynalnie zapiekli. Gdzie można przekonywać, będziemy to robić. Wicepremier Kosiniak-Kamysz apelował, rozmawiał, argumentował. Tak będzie. Na nikogo się nie gniewamy ostatecznie. Prezydent urzęduje, ma długopis. Może iść w lewo lub w prawo, a nawet na drzewo, jak w powiedzeniu. Będziemy przekonywać prezydenta do dobrych decyzji, żeby się uwolnił od doktryny partii. Za tą decyzją stoi stanowisko partii, która go popierała. Prezydent jest odpowiedzialny za bezpieczeństwo Polaków, tutaj egzaminu nie zdał. To trzeba jasno powiedzieć i nie powinien się obrażać. Dziś pewnie niedobrze się z tym czuje. Oby była refleksja, ale mleko się rozlało.
Wysokie ceny paliw na pewno uderzą w turystykę, przede wszystkim w wyjazdową. Pan, jako wiceminister sportu i turystyki, dostrzega jednocześnie polskie szanse związane z turystyką przyjazdową w związku z cenami paliw? Jeśli tak, to jakie?
- Nie wiązałbym tego. Ceny paliw w gospodarce krajowej też są kosztem. Ten przykład nie jest najszczęśliwszy. Przygotowujemy rozwiązania dla branży, zaprezentujemy je we wtorek. Pewne działania legislacyjne już są ustalone. Trzeba wyciągnąć wnioski, opierając się na doświadczeniach z podobnych kryzysów. Pakiet przygotowałem z zespołem, wdrożymy go. To szansa dla polskiej turystyki. Wszyscy przedsiębiorcy zostali tym dotknięci. Dziś mam Radę Turystyki. Będziemy zatwierdzać ostateczne plany.
Działania pomocowe dla branży?
- Też. Wynika to z obecnej sytuacji, możemy reagować i już to robimy. Gdy zajmowaliśmy się powrotami polskich turystów, którzy utknęli na Bliskim Wschodzie, pracowałem z branżą, analizowałem, jakie działania podjąć. To jest już na stole.
"Piłka jest dla kibiców"
PZPN nie rozstrzygnął sprawy meczu Wisła-Śląsk. To jest taka trudna sprawa do rozwiązania w przypadku, gdy kibole wymuszają decyzję klubu?
- Jak widać, nieraz dochodzi do takich absurdów, że oba kluby są pod wielką presją. Kiedyś te kluby się kochały. Pan bodaj jest kibicem klubu, który jest w tym sporze. Pamięta pan to. Dziś jest inaczej. Nie powinno być takich sytuacji. Piłka jest dla kibiców. Oczywiście jest wiele patologii wśród tych grup, z którymi trzeba się rozprawić.
Pamiętam ministra Sienkiewicza, który dekadę temu mówił - idziemy po was. Daleko nie zaszedł, w odniesieniu do kiboli oczywiście.
- Tak. Pan dotyka okresu, gdy stadiony w Polsce faktycznie były niebezpieczne. One dziś są pełne, bo bezpieczeństwo imprez działa. Po Euro 2012 jest dużo bezpieczniej. To był milowy krok. Jest wiele interesów między kibicami. Stąd taka sytuacja. Mogę o tym mówić. Ja kibicuję jednak drużynie z innej strony Błoń.
Ministerstwo będzie interweniować w tej sprawie?
- Chodziło o uratowanie meczu. Rozmawiałem wtedy z prezesem Śląska Wrocław. Poprosiłem o rozpatrzenie zmiany decyzji. Było to na wniosek moich wyborców, którzy o to prosili, wiedząc, że jestem kibicem Cracovii. Zrobiłem to, ale się nie udało. Telefonów było kilka, także z PZPN, żeby mecz odblokować. Stało się inaczej. Piłka przegrała, bo mecz się nie odbył.
Jeśli w Krakowie dojdzie do referendum i odwołania prezydenta, czy pan wystartuje w wyborach na prezydenta Krakowa?
- Nie odpowiadam na takie zaczepki. Patrzę na moje miasto z niepokojem. Referendum w tym czasie powoduje, że miasto traci możliwości rozwojowe. Prezydent musi się zająć walką z tymi, którzy chcą jego dymisji. Nie skupia się od działań dla rozwoju Krakowa. Dla miasta to czas stracony. Ubolewam nad tym, marnuje się szanse.