W 2024 roku psycholożki z australijskiego Uniwersytetu La Trobe przebadały ponad 600 opiekunów psów, analizując związek między stylem przywiązania a kondycją psychiczną właścicieli. Okazało się, że u części badanych silna więź ze zwierzęciem nie poprawiała samopoczucia, lecz była powiązana z lękiem przed odrzuceniem i trudnościami w relacjach międzyludzkich.
Jak podkreśla prof. Marcin Urbaniak, nie chodzi o to, że posiadanie zwierząt jest czymś złym. Problem pojawia się wtedy, gdy zwierzę zaczyna pełnić rolę substytutu relacji z ludźmi. W takiej sytuacji pies czy kot staje się „bezpiecznym partnerem”, który nie ocenia, nie krytykuje i nie odchodzi — ale to bezpieczeństwo bywa pozorne, bo nie rozwiązuje głębszych trudności emocjonalnych.
Zwierzę to nie „futrzany człowiek”
Jednym z kluczowych wniosków z badań jest potrzeba odróżniania świata ludzkich emocji od psychiki zwierząt. Profesor Urbaniak zwraca uwagę, że:
Nie powinniśmy tego czworonoga traktować jak futrzanego człowieka. Powinniśmy w pełni świadomie wiedzieć, że to jest inny gatunek, który ma własne życie psychiczne.
Antropomorfizacja — czyli przypisywanie zwierzętom ludzkich intencji, takich jak złośliwość, poczucie winy czy obrażanie się — może prowadzić do nieporozumień, a nawet do przemocy. Jeśli opiekun uwierzy, że zwierzę działa „na złość”, łatwiej usprawiedliwi karę jako „wychowawczą reakcję”, mimo że dla zwierzęcia jest to po prostu niezrozumiałe i stresujące doświadczenie.
Dlaczego kara „po fakcie” nie działa
Obserwując ludzką komunikację z psami, trzeba zwrócić uwagę na sposób komunikacji.To ważny aspekt neuropsychologii zwierząt: ich percepcja czasu i uwagi działa inaczej niż u ludzi. Reagowanie na zachowanie psa kilka minut po fakcie nie tylko nie uczy go niczego, ale może sprawić, że zacznie bać się opiekuna bez zrozumiałej przyczyny. Zwierzę kojarzy karę z tym, co dzieje się teraz, a nie z tym, co wydarzyło się wcześniej.
Efekt? Narastający lęk, problemy behawioralne i osłabienie relacji, która miała być przecież źródłem wsparcia.
Zwierzę jako „idealny towarzysz” — niebezpieczna iluzja
Zwierzęta są lojalne, nie oceniają i nie porzucają. Profesor podsumowuje to krótko:
Szukamy w pełni kontrolowalnej sytuacji z drugim podmiotem i wybieramy sobie podmiot, który jest o nas całkowicie zależny.
Taka relacja może być emocjonalnie komfortowa, ale niesie ryzyko instrumentalnego traktowania zwierzęcia jako „terapii na samotność”. Tymczasem zwierzę nie jest narzędziem regulowania ludzkich emocji, lecz odrębną istotą z własnymi potrzebami gatunkowymi.
Wnioski płynące z badań i rozmowy z prof. Urbaniakiem nie są apelem, by rezygnować ze zwierząt domowych. Wręcz przeciwnie — to wezwanie do większej świadomości:
-
dbaj o własne zdrowie psychiczne niezależnie od posiadania zwierzęcia,
-
nie oczekuj od zwierzęcia ludzkich reakcji emocjonalnych,
-
traktuj pupila jako przedstawiciela innego gatunku, nie jako „dziecko w futrze”,
-
reaguj na zachowania zwierzęcia w sposób zrozumiały dla niego, a nie dla siebie.
Relacja ze zwierzęciem może być piękna, wspierająca i głęboka — ale tylko wtedy, gdy opiera się na realistycznym rozumieniu jego natury, a nie na projekcji ludzkich potrzeb i wyobrażeń.