Wyspał się pan? Wczoraj chyba do późna trwało wyjazdowe posiedzenie klubu PiS.
- Trwało, ale nie do późna.
Prezes Kaczyński zapowiadał, że rozmowy w PiS nie będą miały nic wspólnego z jakimiś napięciami, nie mówiąc już o rozłamach w partii. To, o czym wczoraj państwo rozmawiali?
- Rozmawialiśmy o tym, że należy się jednoczyć, być jednym ciałem, żeby zatrzymać fatalne rządy, z którymi borykają się obecnie Polacy. Jak nie w tym roku to w następnym dojdzie do zmiany władzy w Polsce.
Jednoczyć wewnętrznie, czyli że maślarze mają się zjednoczyć z margaryniarzami, inaczej zwanymi harcerzami? Czyli frakcja Jacka Sasina, Tobiasza Bocheńskiego, Przemysława Czarnka i Patryka Jakiego z frakcją Mateusza Morawieckiego. Taka przyjaźń zapanuje?
- Pan strasznie medialnie podchodzi do sprawy w kontekście tych nazw. Nie ma to żadnego znaczenia, jak te frakcje wyglądają. Trzeba być monolitem. Nasz wcześniejszy powrót do władzy był możliwy, bo Jarosław Kaczyński podjął słuszną decyzję o porozumieniu ze Zbigniewem Ziobro. Jestem pewny, że tylko jako Zjednoczona Prawica możemy wygrać kolejne wybory parlamentarne, a może wcześniej odsunąć Donalda Tuska i koalicję 13 grudnia od władzy.
Panu do kogo bliżej? Do maślarzy czy margaryniarzy?
- Do Jarosława Kaczyńskiego. Nie chodzi tylko o nazwisko, ale też poglądy.
Chciałbym zapytać o te wczorajsze obrady klubu. Wyczytałem w mediach, że była tam jednak mowa m.in. o Grzegorzu Braunie, Konfederacji Korony Polskiej. Czy rzeczywiście tak było?
- Nie kojarzę tego wątku.
To szerzej zapytam. Podobno w ostatnich miesiącach tak się działo, że pielgrzymki polityków PiS do Brauna się udawały. Były chyba jakieś negocjacje, tam Michał Dworczyk, Daniel Obajtek w relacjach medialnych się pojawiają. Na pewno Ryszard Czarnecki, bo on chyba sam się przyznał. Może będzie tak jak z Samoobroną po tych wyborach przyszłych? Tam też w Samoobronie Czarnecki był czynny.
- Pyta pan o pana Brauna?
Chodzi mi o koalicję ewentualną.
- Jeśli by pan mnie pytał, bo mówię jako poseł Filip Kaczyński, ja sobie nie wyobrażam bliższych relacji z panem Braunem, jak chodzi o jego poglądy, happeningi. Happening się kojarzy z czymś bezpiecznym, a pan Braun robił rzeczy niebezpieczne, jak happening z gaśnicą w Sejmie.
Jeszcze ważniejszy być może jest ten negacjonizm holokaustu? To już jest po prostu przestępstwo i to ciężkie.
- Tak. Nie mówię nawet o tym. Akurat z Grzegorzem Braunem mało się nie spotkaliśmy w sądzie. Pan Braun wysłał do mnie pismo przedprocesowe w czasie pandemii. Nie zrozumieliśmy się podczas jednego z programów. To dowód. To nie jest kierunek dla naszego ugrupowania.
Czyli jeśli jakimś cudem by doszło do takiej koalicji, to pan występuje z partii?
- Nic nigdy w polityce nie jest pewne. Wie pan to w kontekście różnych koalicji. Nie chcę składać takich deklaracji, ale głośno będę mówił, że mi to nie odpowiada.
O Ryszardzie Czarneckim wspomniałem. Chciałbym jeszcze zapytać o jego status w Prawie i Sprawiedliwości. On zarzeka się, że wciąż jest w PiS-ie i rzeczywiście chyba nikt go nie wyrzucił pomimo tych afer z Collegium Humanum i kilometrówkami, prawda?
- Nie słyszałem, żeby pan Czarnecki był wykluczony z PiS.
Tak się składa, że wczoraj ruszył proces w sprawie kilometrówek. Przypomnijmy, że Ryszard Czarnecki jako europoseł Prawa i Sprawiedliwości oficjalnie deklarował, że dojeżdżał z Polski do Brukseli chińskim motorowerem marki Baotian i innym marki Wangye Quantum o pojemności 49 cm3, motocyklem ścigaczem Suzuki, ciągnikiem siodłowym, Fiatem Punto w wersji cabrio i wieloma innymi pojazdami. 203 tys. euro wyłudził. To może jednak powinno się go wykluczyć?
- Trwa postępowanie w sądzie, jak pan słusznie zauważył. Dajmy prowadzić postępowanie sędziom. My się nie bawmy w sędziów. Szczegółów nie znam. To, o czym pan mówi, pojawiało się w mediach, ale ja o tym z panem Czarneckim nie rozmawiałem. To jego sprawa. Jak coś było nie tak, będzie jak zawsze w PiS. Pewnie dojdzie do rozstania z tym panem, jeśli sąd mu udowodni przestępstwa.
Chciałbym jeszcze zapytać, czy na tym wczorajszym zebraniu partii nie było mowy o bezpieczeństwie, bo sytuacja, wiadomo, jest bardzo trudna? Chociaż nie wiem, czy Prawo i Sprawiedliwość i prezydent wybrany z poparciem Prawa i Sprawiedliwości, Karol Nawrocki, rzeczywiście uważają, że jest trudna, skoro właśnie prezydent na obchodach rocznicy Powstania Wielkopolskiego mówił o zagrożeniu ze strony Niemiec i gotowości do obrony naszej zachodniej granicy, o a wschodniej słowem się nie zająknął.
- Ta wypowiedź była na wszystkie strony interpretowana. Otoczenie prezydenta to interpretowało często i szeroko. Chodziło o aspekty historyczne, jak chodzi o zachodnią granicę. Teraz bez wątpienia bardziej trzeba chronić wschodnią. Jednak historycznie różnie bywało. Prezydent mówił w szerszym kontekście. Jak chodzi o zagrożenia z Zachodu, widzimy to. To fatalne pomysły UE. Niemcy wiodą tam prym i często te złe pomysły idą z Zachodu. Możliwe, że pan prezydent też to miał w głowie.
Czyli PiS chce wyjścia z Unii Europejskiej?
- Nie. To bzdura. PiS nie chce wyjścia z UE. Chcemy, żeby Unia była taka, gdy się rodziła. Wtedy nie było kwestii wchodzenia w światopogląd, jak to ma miejsce dzisiaj.
Nie było też tak ogromnych dotacji, których Polska jest największym beneficjentem...
- Nikt tego nie neguje.
O NATO chciałbym zapytać. Czy możemy jeszcze w ogóle liczyć na NATO, skoro oklaskiwany przez PiS prezydent Trump nie tylko rozwija czerwone dywany przed Putinem, ale chce teraz przejęcia Grenlandii, nie wykluczając przy tym użycia siły? Donald Trump nie wyklucza, że najedzie zbrojnie swojego sojusznika z NATO, czyli Danię. To byłby koniec NATO, gdyby do tego doszło.
- Słyszałem bardziej o ewentualnej transakcji, jeśli chodzi o Grenlandię. Podobnie było z Alaską.
Wczoraj rzeczniczka Białego Domu Caroline Lewitt powtórzyła, że Donald Trump chce mieć w dyspozycji opcję militarną w sprawie przejęcia Grenlandii. Marco Rubio wczoraj też to potwierdzał.
- Jestem przekonany, że nie dojdzie do takiego rozwiązania. Wiemy, że Grenlandia jest strategiczna dla USA w kontekście bezpieczeństwa. Jestem w stanie zrozumieć, że USA zależy na Grenlandii, ale nie wyobrażam sobie, żeby tu doszło do rozwiązania zbrojnego. Wenezuela to inny temat. Tam był dyktator-narkoterrorysta. Ta interwencja może być zrozumiała.
Skoro już o Wenezueli pan wspomniał… Czy podziela pan nadzieję niektórych swoich partyjnych kolegów, że tak jak Trump usunął w Wenezueli Maduro, to usunie w Polsce Donalda Tuska?
- To porównanie nie jest idealne, ale w pewnych aspektach jest. W Polsce też dochodzi do nieprzestrzegania konstytucji. To znamiona dyktatury, ale nie powiedziałbym o Donaldzie Tusku, że jest dyktatorem. Wierzę, że nim się nie stanie i wcześniej go odsuniemy od władzy.
Może Trump go powinien odsunąć jakoś?
- Pan próbuje tworzyć tu historie...
Wie pan, do czego ja tutaj nawiązuję. Mariusz Kamiński wrzucił na swojego X fejkowe zdjęcie pojmanego Maduro i napisał „zobacz Donaldzie Tusku, jak kończą dyktatorzy”. A może zgadza się pan z Ryszardem Terleckim, byłem marszałkiem, który zapytany o ten wpis, stwierdził, że Kamiński to był przede wszystkim słaby minister spraw wewnętrznych i administracji?
- Czasem niektórych ponosi. Nie chcę oceniać ministrów. W tym okresie byłem członkiem komisji spraw wewnętrznych. To był dobry minister. Social media mają inną specyfikę. Nie do końca to popieram, ale wszyscy idą w tym kierunku. Coś się musi przebić. Jak coś nie będzie szokujące, nie przebije się.
Zapytam pana jeszcze o zniesienie dwukadencyjności w samorządach. Dziś w Sejmie debata na ten temat. PSL chce zniesienia przepisu ograniczającego liczbę kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast. PiS ten przepis ponad siedem lat temu wprowadził. Zmienili państwo zdanie, czy będą państwo przeciw?
- Jeśli to rozwiązanie nigdy nie weszło w życie, nie przeszliśmy tego braku możliwości startu, ja bym dał temu szansę. Zdania nie zmieniliśmy. Była to walka z układami. Układy to nic dobrego w samorządzie. Kiedyś pracowałem w samorządzie, byłem radnym Małopolski. Wiem, jak tam bywa. Nie wszędzie oczywiście, ale jednak to rozwiązanie powinno być zachowane.
Może warto wprowadzić podobne przepisy w odniesieniu do posłów? Pan jest na przykład bardzo młodym politykiem, ale w Sejmie trzecią kadencję już pan jest. Pierwszy raz był pan jeszcze przed trzydziestką. Już ostatnio by nie mógł pan kandydować.
- Tak, ale czym innym jest władza wykonawcza, czym innym ustawodawcza. W rękach jednego człowieka władzy wykonawczej jest pełnia władzy. Rady miejskie, gmin mają za małe kompetencje. Co za tym idzie, włodarz ma wielką władzę. To niebezpieczne. W parlamencie my podejmujemy decyzję kolegialnie. Ja nie jestem w stanie wprowadzić ustawy, który panu zmieni życie z dnia na dzień. Włodarz może to wprowadzić. Nie porównujmy tych mandatów.