Baśnie, które dziś kojarzymy z niewinnymi opowieściami dla dzieci, mają długą, skomplikowaną i często niewygodną historię. W XIX wieku stają się one przedmiotem intensywnego zainteresowania uczonych i pisarzy, a ich ludowy charakter bywa bardziej konstrukcją kulturową niż wiernym zapisem wiejskiej tradycji. O tym, czym naprawdę było zbieranie baśni, skąd wzięły się grimmowskie narracje w rozmowie z Sylwią Paszkowską opowiedział prof. Tomasz Majkowski z Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Baśń nie jest naturalnie wyodrębnionym gatunkiem ludowej twórczości, który czekał tylko na to, by ktoś go zapisał. "Baśń" to pojęcie wywodzące się z określonej kultury literackiej i nie obejmuje całej tradycji ustnej. W ludowym obiegu funkcjonowały przecież podania, legendy religijne, anegdoty, historie mówione, a o tym, co zostanie nazwane baśnią, decydował nie opowiadający, lecz ten, kto zapisywał i porządkował materiał.
Istnieją dwa wątki myślenia o pochodzeniu baśni. Pierwszy wyobraża sobie baśnie jako pamiątkę pradawnej ludzkiej wspólnoty, która sobie opowiada świat. A drugi mówi o tym, że baśnie są w większości adaptacjami utworów literackich, które mają konkretne pochodzenie i konkretne korzenie, ale które rozpowszechniły się do tego stopnia, że w pewnym momencie zaczęły być już nie tylko czytane, ale również opowiadane wśród niepiśmiennych. I w ten sposób stały się elementem tradycji ustnej – mówi prof. Tomasz Majkowski.
To właśnie akt zapisu jest pierwszym gestem interpretacyjnym. Aby "zbierać baśnie", trzeba wcześniej wiedzieć, czym one są i jaki cel ma ich wyodrębnianie. Kategorie te nie są stabilne: obecność elementów nadnaturalnych nie wystarcza, by uznać opowieść za baśń, skoro równie często pojawiają się one w legendach religijnych czy hagiograficznych, które rzadko trafiają do współczesnych zbiorów baśniowych, mimo że były ważną częścią kultury ludowej.
Grimmowie i mieszczańskie salony, a nie wiejskie chaty
Grimmowie rzeczywiście zapisywali opowiadane historie, ale nie były to relacje chłopów z odległych wiosek, lecz opowieści krążące w domach mieszczańskich, w środowisku pośrednim między elitą a ludem. Warto pamiętać, że aż do drugiej połowy XX wieku powszechna piśmienność nie była standardem. Przez większą część historii ludzkości opowieści funkcjonowały przede wszystkim w formie mówionej. Baśnie były opowiadane i to właśnie opowiadanie, a nie czytanie, stanowi ich istotę. Dopiero później zaczęto łączyć je ściśle z dzieciństwem, co było możliwe tam, gdzie umiejętność czytania stała się funkcją wieku, bo dzieci jeszcze nie czytały, więc słuchały opowieści dorosłych.
Istnieją jednak przykłady zbiorów, które rzeczywiście dokumentują opowieści środowisk niepiśmiennych. Najsłynniejszym jest zbiór Aleksandra Afanasjewa, zebrany wśród rosyjskich drwali pracujących przy wyrębie tajgi w latach osiemdziesiątych XIX wieku. W obozach drwali opowieści snuł zwykle starszy mężczyzna, niezdolny już do ciężkiej pracy fizycznej.
Towarzyszył drużynie właśnie po to, by wieczorem zabawiać ją opowieściami. I one były bardzo rozmaite. Niektóre to są faktycznie bajki magiczne, ale oprócz bajek magicznych pojawiało się tam mnóstwo sprośnych, wulgarnych anegdotek. Było dużo historyjek, w których prosty chłop oszukuje najczęściej lokalnego popa. One wszystkie się ze sobą mieszają i te czarodziejskie wcale nie mają jakiejś szczególnej przewagi.
Prof. Tomasz Majkowski/fot. Sylwia Paszkowska
Najstarsza zachowana baśń
Za najstarszą zachowaną baśń uznaje się opowieść o Erosie i Psyche, zawartą w "Złotym ośle" Apulejusza z II wieku naszej ery. Ta fantastyczna powieść, w której główny bohater zostaje przemieniony w osła. Historia Psyche skupia w sobie niemal wszystkie kluczowe motywy baśniowe: ukrytego narzeczonego podejrzewanego o potworność, zazdrosne siostry, serię pozornie niewykonalnych zadań, pomoc drobnych stworzeń oraz sen przypominający śmierć, przerwany przebudzeniem. Jej ogromny wpływ literacki sprawił, że stała się fundamentem kultury baśniowej. Już tutaj baśń funkcjonuje jako opowieść opowiadana. Ten model, baśń w ramie narracyjnej, powraca później nieustannie u Szeherezady w "Księdze tysiąca i jednej nocy", w "Dekameronie" Boccaccia, w "Pentamerone" Basilego czy w salonowych baśniach francuskich.
Współczesne postrzeganie baśni jako literatury dziecięcej zaciera ich dawną erotyczną intensywność. Tymczasem erotyka nie zawsze była tabu, a baśnie nie zawsze były adresowane do dzieci. "Księga tysiąca i jednej nocy" należy do najbardziej zmysłowych zbiorów baśniowych, pełnych motywów erotycznych i przemocy seksualnej, zapożyczonych częściowo z greckiej tradycji.
Jesteśmy przyzwyczajeni do takiego myślenia, że dzieciom nie wolno mówić o erotyce. Po pierwsze erotyka nie zawsze stanowiła tajemnicę, a po drugie baśnie nie zawsze były przeznaczone dla dzieci. Należy pamiętać, że do XX wieku mamy do czynienia tylko z tym, co zostało spisane.
W baśniach XVI i XVII wieku, zwłaszcza u Basilego, erotyka bywa brutalna i dosłowna. Jego wersja "Śpiącej królewny" zawiera gwałt, ciążę i poród. Dopiero francuskie autorki salonowe, takie jak Marie-Catherine d’Aulnoy, zaczynają maskować erotykę za pomocą kunsztownych metafor i aluzji, zgodnie z estetyką barokowej wykwintności. Kolejny etap to dydaktyczna literatura dziecięca, ukształtowana przez Marie Le Prince de Beaumont. Jej działalność utrwala model baśni opowiadanej dzieciom przez nianię i jednocześnie pozbawionej elementów erotycznych, zgodnie z chrześcijańskim przekonaniem o niewinności dziecka.
Radio Kraków informuje,
iż od dnia 25 maja 2018 roku wprowadza aktualizację polityki prywatności i zabezpieczeń w zakresie przetwarzania
danych osobowych. Niniejsza informacja ma na celu zapoznanie osoby korzystające z Portalu Radia Kraków oraz
słuchaczy Radia Kraków ze szczegółami stosowanych przez Radio Kraków technologii oraz z przepisami o ochronie
danych osobowych, obowiązujących od dnia 25 maja 2018 roku. Zapraszamy do zapoznania się z informacjami
zawartymi w Polityce Prywatności.