Gość programu: Marcin Iwankiewicz, przedstawiciel Koalicji Żywa Ziemia, Stowarzyszenia Moc Korzeni i organizator Grodziskiego Festiwalu Permakultury.
W krajach Europy Zachodniej żywność ekologiczna w stołówkach publicznych przestała być eksperymentem. W Danii, szczególnie w Kopenhadze – nawet 90% produktów w placówkach publicznych pochodzi z rolnictwa ekologicznego. Francja w ramach profilowanej pomocy dla rolnictwa ekologicznego osiąga w niektórych miastach 100%. Podobny kierunek obrały Włochy, Niemcy i Portugalia. To nie tylko kwestia polityki państwa, lecz także wysokiej świadomości społecznej.
Polska dopiero zaczyna
W jednym z francuskich miasteczek zmiany rozpoczęły się już w latach 90.Mouans-Sartoux zasługuje pod tym względem na szczególną uwagę.
W wielu krajach Europy Zachodniej żywność ekologiczna w stołówkach publicznych przestała być eksperymentem. To nie tylko kwestia polityki państwa, lecz także wysokiej świadomości społecznej.W Polsce temat dopiero „raczkuje”, choć – jak podkreśla Marcin Iwankiewicz – zmiany klimatyczne, kryzysy geopolityczne i doświadczenia ostatnich lat jasno pokazują, że lokalne systemy żywnościowe są kluczowe dla odporności miast i społeczności.
Najczęściej podnoszonym argumentem przeciwko żywności ekologicznej jest jej cena. Jednak – jak wynika z przywoływanych w rozmowie analiz – żywność konwencjonalna jest „tańsza” tylko pozornie. Jej rzeczywisty koszt obejmuje degradację gleby, zanieczyszczenie środowiska, koszty zdrowotne oraz wydatki systemu ochrony zdrowia.Rolnictwo ekologiczne eliminuje syntetyczne środki ochrony roślin, które – jak pokazują badania – mają negatywny wpływ na zdrowie, szczególnie dzieci. Inwestycja w lepszą jakość żywności to w istocie inwestycja w przyszłe zdrowie społeczeństwa.
Szkoły jako koło zamachowe zmiany
Szkoły i przedszkola mogą stać się stabilnym rynkiem zbytu dla lokalnych rolników. Dają przewidywalność, bezpieczeństwo ekonomiczne i zachętę do przechodzenia z rolnictwa konwencjonalnego na ekologiczne. Dziś wielu polskich producentów ekologicznych sprzedaje swoje produkty za granicę, bo w kraju brakuje popytu.
Jednocześnie wysokiej jakości żywność w szkołach oznacza mniejsze marnowanie jedzenia. Dzieci chętniej jedzą posiłki, które są smaczne i świeże, a to realnie obniża koszty całego systemu.
Zmiana zależy od samorządów
Jednym z pionierskich przykładów jest Grodzisk Mazowiecki, gdzie – po kilku latach przygotowań – pierwsze produkty ekologiczne trafiły do szkolnych zamówień publicznych. Proces ten wymagał współpracy samorządu, biura oświaty i organizacji społecznych oraz stopniowego wdrażania zmian.Innym modelem jest miejska farma we Wrocław, która już dziś zaopatruje żłobki w żywność, a wkrótce ma przejść pełną certyfikację ekologiczną. To przykład, że samorządy mogą aktywnie współtworzyć lokalne systemy żywnościowe, zamiast polegać wyłącznie na rynku.
Rolnictwo ekologiczne dba o żyzność i życie biologiczne gleby,jakość warzyw oraz produktów odzwierzęcych, co przekłada się nie tylko na smak, ale też na wartość odżywczą produktów i bezpieczeństwo konsumentów.
Certyfikacja ekologiczna daje szkołom i rodzicom realną, sprawdzalną gwarancję jakości – czego nie zapewnia większość produktów z rolnictwa konwencjonalnego, nawet tych sprzedawanych na lokalnych targach.
Wprowadzanie żywności ekologicznej do szkół nie powinno być rewolucją z dnia na dzień. Kluczowe są: konsekwencja, stopniowość i wymiana doświadczeń między miastami. Nawet częściowe wyeliminowanie produktów najbardziej obciążonych chemią to krok w dobrą stronę.
Jak podkreśla Marcin Iwankiewicz – każde działanie jest lepsze niż brak działania. Im większy popyt, tym więcej rolników zdecyduje się na konwersję, a to w dłuższej perspektywie oznacza niższe ceny i większą dostępność zdrowej, lokalnej żywności oraz większą niezależność polskiego rolnictwa dzięki krótkim łańcuchom dostaw.