"Jak się przyklei do mamy, to w zasadzie, po co ja jestem? Chcę iść na spacer, ale on nie chce" – to doświadczenie może uruchamiać poczucie odrzucenia. Tymczasem małe dzieci kierują się prostą zasadą – gdzie szybciej czuję się bezpiecznie i spokojnie. Jeśli jeden z rodziców jest bardziej wyregulowany emocjonalnie, spokojniejszy, ma wypracowane rytuały (np. sposób na poranne wyjście do przedszkola czy wieczorne zasypianie), dziecko naturalnie do niego lgnie. To nie ocena drugiego rodzica, to biologiczny mechanizm regulacji napięcia. Dla dziecka droga do przedszkola może być pełna zabawy, liczenia aut albo pośpiechu, komend i ciągnięcia za rękę, bo "nie ma czasu". Obie strategie wynikają często z realiów dnia codziennego, ale to pierwsza pomaga dziecku regulować emocje tu i teraz. W efekcie dziecko nie tyle "woli mamę", ile woli sposób bycia w relacji, który jest dla niego bezpieczniejszy.
"Mamoza" jako etap rozwojowy
Okres silnego przywiązania do jednego rodzica, potocznie nazywany "mamozą", to naturalny etap budowania więzi. W pierwszych latach życia to często mama jest "bezpieczną bazą". Problem zaczyna się wtedy, gdy drugi rodzic odbiera ten etap jako osobistą porażkę. Dziecko nie musi przestawić się na drugiego rodzica. Ono potrzebuje, by ten drugi rodzic konsekwentnie budował własną, bezpieczną relację, inną niż ta z mamą, ale równie wartościową.
Dlaczego dziecko na mój widok ucieka i biegnie do mamy? Okres tej "mamozy" jest etapem budowania więzi. Tata powinien stwarzać drobne rytuały, przy których dziecko też będzie do niego lgnęło. Rytuały to znaczy wspólne zabawy, ciekawe powroty ze żłobka czy przedszkola – mówi Katarzyna Wnęk-Joniec.
Kluczem nie jest walka o uwagę dziecka. Rytuały dają dziecku przewidywalność i poczucie sprawczości, a to buduje bezpieczeństwo. Zmęczony, sfrustrowany dorosły, nawet z najlepszymi intencjami, nie stanie się "bezpieczną bazą".