Przed chwilą Polskie Radio nieoficjalnie podało, że Wołodymir Zełeński nie przyjedzie do Gdańska na Konferencję Odbudowy Ukrainy. Prawdopodobnie zastąpi go szefowa rządu Ukrainy. Jest to informacja nieoficjalna, ale Polskie Radio twierdzi, że pewna. Co pan na to?
- Dużo niepotrzebnych emocji jest w relacjach polsko-ukraińskich. To nie jest tylko wina Polski. Emocje ze strony Ukrainy są bardzo złe, utrudniają te relacje. Budowa polityki historycznej, która przez nas słusznie jest odbierana jako próba zamazywania historii, to raz. Do tego po polskiej stronie są błędy. To wykorzystywanie trudnych sytuacji z Ukrainą na użytek wewnętrzny. Prawica niestety tak działa. Robią to w interesie swojej gry politycznej. Każde ugrupowanie, które wykorzystuje politykę zagraniczną do rozgrywek wewnętrznych, prędzej czy później przegrywa. To się mści.
W takim razie, jak pan ocenia decyzję prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Orderu Orła Białego? To była dobra decyzja, czy to była za daleko idąca decyzja?
- Moim zdaniem emocjonalna, niepotrzebna w tym momencie. Powinniśmy spróbować rozmawiać z Ukrainą, tłumaczyć im naszą wrażliwość. Oczywiście wiemy, że to trudne. Po drugiej stronie są wielkie emocje. Często politycy ukraińscy przerywają takie rozmowy i mówią, że Polska prowadziła politykę kolonialną wobec Ukrainy i to był efekt. Emocjonalne, oderwane od faktów twierdzenia padają. Polska nigdy nie negowała niepodległości Ukrainy. Był spór o granicę, ale w naszym interesie było, jest i będzie, żeby Ukraina byłą niepodległa i stanowiła bufor między Polską a państwem totalitarnym, jakim jest putinowska Rosja.
Jeśli pana zdaniem odebranie Orderu Orła Białego prezydentowi Zełeńskiemu przez to, że nadał brygadzie wojsk specjalnych imię bohaterów UPA, to był błąd, to dlaczego premier Donald Tusk umył w tej sprawie ręce i powiedział, że nie będzie interweniował, że będzie ta kontrasygnata, jeśli prezydent zdecyduje się na odebranie orderu?
- To kompetencje prezydenta. Rząd mógł być hamulcowym, ale nie chciał budować takiego przesłania, że neguje kompetencje prezydenta. Zostawił to premier do decyzji Karola Nawrockiego. W mojej ocenie to nie jest słuszna decyzja. Ona nic dobrego do naszych relacji nie wnosi. W naszym interesie dzisiaj jest to, żeby mieć partnerskie lub chociaż jakieś relacje z Ukrainą, gdzie da się rozmawiać na tematy trudne.
O przyszłość chciałem zapytać. Jak będzie wyglądała przyszłość stosunków polsko-ukraińskich i jak będzie wyglądała przyszłość Polski na arenie międzynarodowej w kwestii Ukrainy? Już od jakiegoś czasu nie jesteśmy zapraszani na spotkania, na których decyduje się przyszłość Ukrainy, a więc przyszłość Europy, a więc przyszłość świata i Polski także.
- Tak. To niestety element polityki Ukrainy, która próbuje ominąć Polskę w relacjach z UE. Polscy politycy unijni powinni to blokować. Finalnie Ukraina będzie musiała ten dialog i tak z Polską podjąć. Bez zgody Polski Ukraina nie będzie w UE. Przyjdzie koza do woza. Nie o to jednak chodzi. Potrzebujemy rozmów, mamy wspólne interesy. Ukraińcy powinni pamiętać, co obywatele Polski dla nich zrobili na początku wojny. To był wyraz solidarności. Ukraińscy politycy powinni o tym pamiętać. Mówię krytycznie w stosunku do strony ukraińskiej. Ostatnie wydarzenia to pokłosie ich decyzji. My się wpuściliśmy w ich zabawki. To też nie jest dobre.
O aferę szpitalną chciałbym teraz zapytać. Czy może mi pan powiedzieć, czy ma pan jakąkolwiek informacje o istnieniu saloniku VIP, szybkiej ścieżki leczenia dla polityków Koalicji Obywatelskiej w warszawskim Szpitalu Południowym albo jakimkolwiek innym szpitalu w Polsce?
- Nie mam takich informacji. Uważam, że takiej ścieżki nie było. Problem w tym, że obecny system powoduje to, że szpitale nie mają informacji o tym, ile zarabiają lekarze, nie ma przez to kontroli, jak wykonywane są dyżury, praca w nadgodzinach lekarzy. Trudno lekarzy o to obwiniać. Zmiany w prawie są konieczne. To problem systemowy, nie polityczny. Jak ktoś ma wątpliwości, zobaczmy listę polityków PiS, którzy wiele w szpitalach zarabiali. Od pana Karczewskiego zacznijmy, byłego marszałka Senatu. 480 tysięcy złotych zarobił na dyżurach w szpitalu i był wtedy na bezpłatnym urlopie. PiS tu nie widział problemu. My reagujemy. Te osoby tracą funkcje publiczne i przestrzeń do funkcjonowania. Jesteśmy konsekwentni.
Odpowiedział pan na pytanie, którego nie zadałem, czyli pytanie o 28-latka z legitymacją Koalicji Obywatelskiej, który zarobił 1,6 mln w Szpitalu Południowym. Ale ja jeszcze do tej szybkiej ścieżki saloniku VIP chciałbym...
- Radny PiS zarobił 860 tys. w szpitalu w Tomaszowie Lubelskim, który ma 6 milionów strat.
Portal Zero twierdzi, że ma informacje o wpływowej polityk Koalicji Obywatelskiej, jednej z najważniejszych osób w warszawskiej partii, o ważnym funkcjonariuszu państwowym, o posłance Koalicji Obywatelskiej. Ma ich nazwiska i dokumentację medyczną. Ja rozumiem, że na razie to są tylko informacje o tym, że Portal Zero takie informacje posiada, ale jeśli pan Stanowski nie blefuje, a państwo będą się zarzekać, że nic takiego nie miało miejsca, a Portal Zero za tydzień, dwa wypuści takie dokumenty, to będzie klapa.
- Jak je wypuści. Informacja, jeżeli jest w posiadaniu dziennikarzy, blogerów, o działaniach, które mogły mieć znamiona działań niezgodnych z prawem, powinna być ujawniona. Dane medyczne jednak już nie. To wymaga poufności. Jeśli są w posiadaniu takich danych, niech to ujawnią, poza danymi medycznymi. Czasami to zwykła wydmuszka. Stawiam taką tezę. Zobaczymy.
Wczoraj zaczął się proces posła Prawa i Sprawiedliwości Dariusza Mateckiego. Jest on oskarżony o fikcyjne zatrudnienie, pranie pieniędzy, przywłaszczenie pieniędzy, ustawianie kontraktów - 16,5 miliona z Funduszu Solidarności. Dlaczego obok Dariusza Mateckiego nie siedzi Zbigniew Ziobro i Marcin Romanowski?
- Ponieważ mają swoich politycznych przyjaciół, którzy im pozwolili na to, żeby niezgodnie z prawem unijnym otrzymali azyl na Węgrzech. Potem uciekli. Podobno jeden jest w USA, drugi w Serbii. Politycy podejrzewani o poważne przestępstwa mogą być chronieni podobno przez naszych sojuszników. To bulwersujące. Mam nadzieję, że prędzej czy później te osoby trafią do Polski i staną przed wymiarem sprawiedliwości.
Pan mówi o tym, że są chronieni przez naszych – podobno - sojuszników, ale polski wymiar sprawiedliwości też najlepiej się tu nie sprawuje. Wciąż nie ma europejskiego nakazu aresztowania dla Zbigniewa Ziobro. Natomiast adwokat pana Romanowskiego wystąpił o uchylenie jego europejskiego nakazu aresztowania właśnie ze względu na to, że koalicja rządząca czy służby polskie twierdzą, że on jest w Serbii. To jest taki trochę chichot, śmianie się w twarz polskiemu wymiarowi sprawiedliwości.
- Proszę pamiętać, że w prokuraturze pracuje dużo osób, których kariery związane są z ministrem Ziobro. Pewnie te osoby są bardziej pobłażliwe dla swojego patrona. To element, z którym trzeba skończyć. Wiemy, że przepisy blokują takie zmiany kadrowe w prokuraturach. Dwa, trudno mi sobie wyobrazić sytuację, kiedy polskie siły specjalne naruszają suwerenność innego kraju, żeby pojmać zbiegów. To by nie było dobre rozwiązanie. To by mogło spowodować więcej szkód. Ja uważam, że obaj panowie staną w końcu przed wymiarem sprawiedliwości i będą odpowiadali za tę całą defraudację Funduszu Sprawiedliwości, który miał pomagać ofiarom przestępstw, a nie być narzędziem finansowania politycznych imprez i działań.
Stanie przed tym wymianem jeszcze przed kolejnymi wyborami czy na to raczej szans nie ma?
- Zobaczymy. To kwestia otwarta, kwestia rozmów międzynarodowych. Polska je prowadzi. Mogą być różne ruchy, które z dnia na dzień pokażą nas w innej sytuacji. Wystarczy, że w wyborach do Kongresu Republikanie przegrają i będzie nowa sytuacja w USA. Zobaczymy.